Wajda mówi o powodach kręcenia filmu „Wałęsa”:
Studiowałem w Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie. A Matejko nie był malarzem, którego my, młodzi, kochaliśmy. Nie mogłem się w tej akademii odnaleźć i po trzech latach poszedłem do szkoły filmowej, i stałem się Matejką polskiej kinematografii.
(...) Lata temu (...) zrobiłem „Moje notatki z historii” i w tym filmie są fragmenty moich historycznych filmów. Cały obraz kończy się dokumentalnym zapisem tego, jak to Lech Wałęsa tym swoim wielkim długopisem podpisuje Porozumienia Sierpniowe. Filmu jednak o tym nie zrobiłem, więc teraz, żeby był pełny obraz, robię „Wałęsę” i jestem Matejką polskiej kinematografii. Niczego nie jestem pewien, jak tego, że Lech Wałęsa jest bohaterem narodowym naszych czasów.
Na temat spotkania z Wałęsą w sierpniu 1980 roku, kiedy to Wajda przekonany, że radzieckie czołgi wjadą do Polski, usłyszał: „Nie, panie Andrzeju, czołgi nie wjadą”:
Moim zdaniem to była polityczna intuicja. Z nim jest tak jak z wielkimi artystami, którzy tworzą nagle arcydzieła. Czy komuś przyszło do głowy, że można malować jak Picasso? A czy komuś na świecie przyszło do głowy, że robotnik ze Stoczni Gdańskiej stanie na czele 10 milionów ludzi i zmieni historię świata? Myślę, że Wałęsa miał nieprawdopodobną przenikliwość, jakąś wyższą świadomość. I nijak nie można tego inaczej wytłumaczyć jak poprzez to, że Bóg mu to wszystko darował.
Wajda dodaje z przekonaniem:
Robię film na własną odpowiedzialność. Nie chcę sprawić Wałęsie ani przyjemności, ani przykrości. (...) Lech Wałęsa jest wciąż przedmiotem wielkiej namiętności politycznej, i to nie tylko polityków. (...) Mam całkowitą świadomość, po czyjej stronie stoję, dlaczego robię ten film, i nie mam zamiaru udawać dziecka we mgle i mówić, że nie wiem, kto za ten film odpowiada. Za „Wałęsę” odpowiadam ja. Nie tylko przed Lechem, Danusią i ich dziećmi, lecz także przed społeczeństwem.
Już niebawem tę „Odę do Wałęsy” będziemy mogli obejrzeć w kinach.