Od grudnia 2015 r. było jasne, że Jarosław Kaczyński zamierza podporządkować sobie Trybunał Konstytucyjny – i po roku ten cel osiągnął. Od początku brałem udział w gdańskich protestach przeciwko tym działaniom wymierzonym w niezależność TK i piętnowałem je na łamach „Rzeczpospolitej”. Wprowadzenie do Trybunału polityków PiS: skrajnej i niepanującej nad swymi emocjami poseł Krystyny Pawłowicz i posła Stanisława Piotrowicza, służalczego byłego prokuratora PRL, dobitnie pokazywało, jak widzi rolę tej instytucji Jarosław Kaczyński. Wybór Bogdana Święczkowskiego, najbliższego współpracownika ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, był skandalem i pokazaniem wszystkim, że TK jest polityczną odnogą najbardziej skrajnej części obozu ówczesnej władzy.

Dlaczego koalicja rządząca nie wybierała nowych sędziów na miejsca zwalniane przez sędziów wskazanych przez PiS?

Pisowski Trybunał utracił autorytet w oczach wielkiej części opinii publicznej i środowisk prawniczych. Wzbudzał wrogość i pogardę opozycji. Ale poza trzema sędziami, którzy zostali wybrani na miejsca już obsadzone, jego skład był kształtowany zgodnie z konstytucją. Nowa większość parlamentarna i rządowa wyłoniona późną jesienią 2023 r. – z niewiadomych powodów – nie skorzystała z możliwości stopniowego zmieniania składu Trybunału, nie wybierała nowych sędziów na miejsca zwalniane przez sędziów wskazanych przez PiS w związku z upływem ich kadencji. Ta praktyka rozmijała się z prawem. Koalicja rządząca zmieniła taktykę dopiero w tym roku, gdy zarysowała się perspektywa uzyskania większości w TK.

Czytaj więcej

Konflikt o Trybunał Konstytucyjny krok po kroku. Ściąga dla laika

13 marca 2026 r. Sejm wybrał prawidłowo sześciu sędziów, ale prezydent Karol Nawrocki przyjął przysięgę tylko od dwóch, co także ewidentnie rozmijało się z prawem. Los pozostałych sędziów pozostawał w zawieszeniu, gdyż prezes Święczkowski nie dopuścił ich do orzekania. Kryzys wokół Trybunału zaostrzał się. Do jego eskalacji przyczyniło się także skierowanie przez premiera Donalda Tuska do TK ministra Macieja Berka, przedstawianego przez premiera jako jego prawa ręka.

Premier Donald Tusk także dąży do uczynienia z TK narzędzia w swych rękach, a nie do „przywrócenia Trybunału obywatelom”

Kulminacja kryzysu nastąpiła 30 października, gdy pod osłoną policji władzę w gmachu TK przejęła – bez podstawy prawnej – „nowa” sędzia Anna Korwin-Piotrowska, zawieszając prezesa Święczkowskiego. Ten tekst piszę właśnie w takich okolicznościach. Jest dla mnie oczywiste, że Karol Nawrocki i Jarosław Kaczyński dążą do zachowania większości w Trybunale przez sędziów wyłonionych przez PiS – tak długo, jak się da. Niemniej oczywiste jest dla mnie też to, że premier Donald Tusk także dąży do uczynienia z TK narzędzia w swych rękach, a nie do „przywrócenia Trybunału obywatelom”. Wynika to dość jasno z jego czynów, a nawet słów o „naszych sędziach”.

Sędziowie TK

Sędziowie TK

Foto: PAP

Operacja przejęcia gmachu Trybunału nie mogła się odbyć bez decyzji premiera. Nie wierzę, że pani sędzia Korwin-Piotrowska z własnej inicjatywy wpadła na pomysł, aby przejąć władzę w TK i poprosić policję o interwencję i pomoc w usunięciu Święczkowskiego tuż przed świętem Wszystkich Świętych, gdy ludzie wybierają się na groby bliskich, i w czasie, gdy prezydent Nawrocki leciał samolotem do Senegalu.

Być może „nowi sędziowie” są ludźmi o wysokich kwalifikacjach merytorycznych, ale już zawsze pozostanie podejrzenie, że – tak jak sędziowie wskazani za rządów PiS-u – nie zdecydują się na wydawanie wyroków, które nie będą podobały się temu politykowi, który rzeczywiście wprowadził ich do Trybunału, czyli Donaldowi Tuskowi.

Co nam grozi po przejęciu Trybunału Konstytucyjnego?

Zagraża nam – po pierwsze: eskalacja konfliktu politycznego w Polsce, być może z dramatycznymi „kryteriami ulicznymi”, które bardzo osłabią wewnętrzną spójność naszego państwa w sytuacji poważnego zewnętrznego zagrożenia Polski, w związku z wojną prowadzoną przez Rosję przeciwko Ukrainie, a faktycznie uderzającą także w całą Europę i spójność Zachodu.

Po drugie: istnienie dwóch Trybunałów Konstytucyjnych. Jeden będzie uznawany przez prezydenta, większość partii opozycyjnych, a drugi przez rząd i większość parlamentarną. Być może jedna ze stron politycznego sporu zwycięży i na placu boju zostanie tylko jeden Trybunał, pozbawiony jednak autorytetu nie tylko w oczach mniej więcej połowy polskiego społeczeństwa, ale także niezbyt szanowany i traktowany instrumentalnie przez tych polityków, którym będzie zawdzięczał swoje istnienie w tym kształcie.

Czytaj więcej

Krzysztof Izdebski: W prawniczej bańce nie widzę entuzjazmu dla działań w TK

Po trzecie: ośmieszenie autorytetu Polski na arenie międzynarodowej i pogorszenie naszej pozycji w świecie, a także zwiększenie prawdopodobieństwa ingerencji w nasze sprawy wewnętrzne przez czynniki zagraniczne. To zjawisko już częściowo występuje.

Co należy dziś zrobić z TK?

Celem powinno być doprowadzenie do resetu konstytucyjnego, polegającego na określeniu nowych zasad wyłaniania Trybunału Konstytucyjnego, wymuszających szerszy konsensus i wysokie kryteria merytoryczne i etyczne, które musieliby spełniać kandydaci na sędziów. Wskazane byłoby ustąpienie wszystkich „starych” i „nowych” sędziów TK.

Czy reset konstytucyjny nastąpi w bliskim czasie? Moim zdaniem, niestety nie. Z pewnością nie jest nim zainteresowany PiS. W jego interesie jest zaostrzanie polaryzacji. Resetu nie chce także Donald Tusk i Koalicja Obywatelska. Z tych samych powodów – lewica Czarzastego, która naprawdę dobrze się czuje, tylko walcząc z prawicą. Wątpliwe jest, aby chciał go prezydent Karol Nawrocki. W sytuacji ostrego podziału politycznego jego szanse na przywództwo szerokiego obozu prawicy rosną, chociaż głębokość podziału politycznego w naszym kraju jest sprzeczna z polską racją stanu.

Czytaj więcej

Jarosław Kuisz: Kultura radości z niszczenia państwa. Oglądamy na żywo, jak polski naród przegrywa

Resetem konstytucyjnym są zainteresowane (lub powinny być zainteresowane): Konfederacja Bosaka i Mentzena, Rozwój Plus Morawieckiego, PSL Kosiniaka-Kamysza, ruch Hołowni i partia Razem. Gdyby te ugrupowania w tej sprawie działały w porozumieniu, być może mogłyby go przybliżyć, zwłaszcza gdyby pozyskały przychylność do tej koncepcji prezydenta Nawrockiego. Jednak różnice pomiędzy tymi ugrupowaniami i odmienne usytuowanie na politycznej scenie zapewne uniemożliwią ich solidarne działanie nawet w tej jednej sprawie. Jesteśmy raczej skazani na czekanie, aż wyłoni się w przyszłości siła polityczna, która nie tylko potraktuje polską rację stanu poważnie, ale będzie zdolna do wyłamania się z logiki plemiennej konfrontacji w każdej kwestii.

Autor

Aleksander Hall

Polityk i historyk, doktor habilitowany nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki. Działacz opozycji w PRL, współzałożyciel Ruchu Młodej Polski, minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, poseł na Sejm I i III kadencji. Kawaler Orderu Orła Białego