W „The Social Reckoning: W sieci konsekwencji” Hollywood ponownie podejmuje problematykę Facebooka – 16 lat po premierze znakomitego „The Social Network”. Aaron Sorkin wraca do świata globalnego serwisu społecznościowego; o ile jednak poprzednio interesowała go historia narodzin technologicznego imperium, tak tym razem pochyla się nad konsekwencjami jego rządów.
Obraz opowiada o Frances Haugen (Mikey Madison), pracownicy platformy, która wraz z dziennikarzem „The Wall Street Journal” Jeffem Horwitzem (Jeremy Allen White) ujawnia, że algorytmy serwisu napędzają dezinformację, polaryzację i radykalizację użytkowników. Jest to zatem kino zaangażowane i być może nawet potrzebne, ale istotnie spóźnione.
Czytaj więcej
Quentin Tarantino rozpoczął w Londynie pracę nad własną komedią w swojej reżyserii. Główną rolę zagra Sacha Baron Cohen. Premiera w marcu. Zaplanow...
Sorkin stawia na sprawdzoną formułę dramatu dziennikarskiego. Bohaterowie zbierają dowody, konfrontują się z korporacyjnym murem i próbują udowodnić, że kolejne decyzje Marka Zuckerberga i jego ekipy prowadzą do katastrofalnych konsekwencji dla społeczeństwa. Scenariusz bada mechanizm, w którym pogoń za zaangażowaniem użytkowników okazuje się ważniejsza od bezpieczeństwa, a rosnąca świadomość zagrożeń nie wystarcza, by zdecydowano się zmienić kurs.
Występy obsady są pierwszorzędne (nie licząc może karykaturalnego Jeremy’ego Stronga w roli Zuckerberga), jednak Sorkin jako reżyser nie potrafi nadać tej historii równie wyrazistej formy. Płaskie kadry i nierówne tempo sprawiają, że film chwilami przypomina przeciętną produkcję telewizyjną, a nie następcę jednego z najważniejszych dramatów XXI wieku. Aaron Sorkin przypomina o problemie, którego nie wolno ignorować, ale robi to w sposób zachowawczy, nieatrakcyjny, przeciętnie zrealizowany. Mimo to dla Pokolenia X i starszego pozycja obowiązkowa.