Elizabeth Holmes obiecywała rewolucję w diagnostyce: setki badań z kilku kropli krwi. Teraz, skazana za oszukanie inwestorów Theranosa, zaprasza filmowców do nadmorskiego domu w Kalifornii na 34 dni przed rozpoczęciem odsiadki. Nathan Fielder i Lance Oppenheim przyjmują zaproszenie, lecz zamiast kroniki upadku miliarderki proponują znacznie bardziej niepokojące spotkanie.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

„Zobaczysz wszystko”: najmłodsza miliarderka skazana na 11 lat więzienia

Przy śniadaniu oraz w rozmowach z jej partnerem Billym Evansem próbują zrozumieć, jak człowiek potrafi zamieszkać we własnej opowieści i urządzić ją tak, by nie było w niej miejsca na winę. Fielder, mistrz komedii zakłopotania znany z „Próby generalnej”, zachowuje kamienną twarz. Jego pozornie naiwne pytania rozszczelniają język, w którym obietnica technologicznego przełomu uchodzi za dowód jego dokonania. Kapitalnym pomysłem jest pokazanie Holmes skeczu Abbotta i Costella: zabawa słownym nieporozumieniem staje się testem możliwości porozumienia.

„Zobaczysz wszystko”. W filmie o Elizabeth Holmes pobrzmiewa duch „F jak fałszerstwo”

Tymczasem uporczywe zbliżenia twarzy kuszą nas przekonaniem, że kolejny uśmiech albo drgnienie powieki wreszcie zdradzi prawdę. Reżyserzy badają także tę widzowską pewność. Gdy obserwacja ustępuje miejsca inscenizacji, film zaczyna pytać o wiarygodność własnych metod. Pobrzmiewa tu duch „F jak fałszerstwo” Orsona Wellesa: autor, demaskując cudzą sztuczkę, sam przecież kieruje naszą uwagą. Niemal trzygodzinny seans potrafi uwodzić pomysłowością tak skutecznie, że grozi nam zapomnienie o ludziach skrzywdzonych przez Theranos. To zarazem jego siła i etyczna rysa. „Zobaczysz wszystko” zostawia widza z niewygodnym podejrzeniem, że sympatia do bohaterki i zaufanie do filmowców mogą wyrastać z tej samej potrzeby: chcemy uwierzyć komuś, kto obiecuje nam dostęp do prawdy.

Na ekrany kin film Nathana Fieldera i Lance’a Oppenheima wejdzie 6 listopada.