Zapowiedź realizacji serialowej adaptacji „Carrie” Stephena Kinga trudno było skwitować inaczej niż ziewnięciem. Sama powieść ma już ponad pół wieku na karku, jakieś sześć ekranowych wersji i jest jedną z najpopularniejszych opowieści grozy w historii kultury popularnej. Nie lubię określać serialowych czy filmowych projektów mianem „niepotrzebnych” – to bardzo indywidualna kwestia – ale do najnowszego dzieła Mike’a Flanagana to słowo zdawało się pasować jak ulał.

Nazwisko showrunnera mogło wprawdzie napawać optymizmem, ale raczej chłodnym. Flanagan w przeszłości adaptował już Kinga (solidnie, choć bez szału) i inne klasyki literatury grozy (co więcej, „Nawiedzony dom na wzgórzu” czy „Zagłada domu Usherów” naprawdę mu się udały), ale jego portfolio należy raczej do tych nierównych. Na szczęście „Carrie” to bez cienia wątpliwości jedno z jego najlepszych dzieł.

Czytaj więcej

„Resident Evil” inny niż wiele adaptacji filmowych gier. Cregger nie kopiuje

Carrie – nieśmiała licealicealistka gnębiona przez rówieśników

W serialu, podobnie jak w oryginale, tytułowa Carrie (Summer H. Howell) to nieśmiała licealistka, którą w szkole gnębią rówieśnicy, w domu zaś – fanatycznie religijna matka. W nowej adaptacji przez lata była izolowana od świata zewnętrznego i edukowana w domu; rodzice, zwolennicy teorii spiskowej (podręcznikowe ilustracje tzw. szurstwa), nie chcieli, by reszta społeczeństwa miała na nią jakikolwiek wpływ. Po nagłej śmierci ojca opieka społeczna wymusza jednak na matce, Margaret (wybitna w tej roli Samantha Sloyan, jedna ze stałych współpracowniczek Flanagana), posłanie dziewczyny do szkoły. Pełna entuzjazmu, ale zagubiona, nieprzystająca do współczesnej rzeczywistości Carrie rozpoczyna naukę w publicznej placówce. Jak można się spodziewać – niektórzy wyciągną do niej pomocną dłoń, inni zaś wyczują w niej łatwą ofiarę.

Największymi zaletami tej wersji opowieści jest rozbudowanie postaci drugoplanowych i ich wątków oraz – co za tym idzie – nadanie im szerszego kontekstu, zniuansowanie ich i uwiarygodnienie. I tak na przykład wspomniana Margaret jest tu znacznie bardziej skomplikowana, za to mniej jednoznacznie potworna i bezwzględna. Jej relacja z córką ma więcej odcieni. Choć pozostaje kontrolującą fanatyczką, która krzywdzi dziecko w imię przekonań, wielokrotnie możemy zobaczyć, że naprawdę kocha Carrie. Flanagan podkreśla jej strach przed światem, którego nie rozumie; wypaczony przez lęk, obsesje i zaburzone postrzeganie rzeczywistości sposób okazywania miłości. Dzięki temu domowe, kameralne sekwencje i chwile pozornej bliskości okazują się jeszcze bardziej przejmujące, a rozwój wydarzeń – tragiczny.

Zaktualizowana opowieść Stephena Kinga

Showrunner znów zebrał ekipę zdolnych artystów, a portretująca główną bohaterkę Summer H. Howell dotrzymuje im kroku. W jej interpretacji Carrie to przede wszystkim ciekawa świata, wrażliwa dziewczyna, której odebrano szansę na normalne dorastanie. Aktorka świetnie oddaje jej niewinność, nieporadność w kontaktach z rówieśnikami, a później także narastający gniew. Również dzięki temu emocjonalny ciężar eskalacji jest jeszcze większy.

Czytaj więcej

Koreański film o miłości dedykowany Kieślowskiemu ma szansę na Złotego Lwa

Serial zaktualizował opowieść Kinga. Szkolne prześladowania nie kończą się na złośliwych komentarzach i upokorzeniu w szatni – dochodzą do nich platformy społecznościowe, anonimowe konta, publiczne nagonki i nagrania. Współczesna „Carrie” pokazuje, że mechanizmy prześladowania wciąż działają, ale dostały znacznie potężniejsze narzędzia.

„Carrie” nie zawsze jest w tym subtelna, ale interesująca – owszem. Poza tym, że staje się bardziej dramatem społecznym z elementami horroru niż klasycznym horrorem, głęboko zanurza się też w formule coming of age – mam na myśli zarówno komponenty scenariuszowe, jak i estetyczne.

Jak adaptować klasyki, to właśnie tak – zachowując rdzeń, esencję, ale i rozbudowując w sposób, który faktycznie ma szansę ten fundament wzbogacić. Serialowa „Carrie” świetnie wykorzystuje ponadczasowe lęki związane z dojrzewaniem, presją rówieśniczą i poczuciem wyobcowania, mówi o religijnej opresji, szkolnym okrucieństwie, samotności i tragicznych konsekwencjach tłumionego gniewu, jednocześnie pozwalając lepiej poznać i zrozumieć ludzi uwikłanych w tę historię. To horror, w którym najbardziej przerażające nie są nadnaturalne zdolności bohaterki, lecz to, jak wiele krzywdy potrafią wyrządzić zupełnie zwyczajni ludzie.