Za zniesieniem zagłosowała większość Nowej Lewicy, Koalicja Obywatelska, PSL, prawie połowa Polski2050, prawie cały klub Centrum i cześć Konfederacji.

PSL forsuje zniesienie dwukadencyjności. W przypadku jej utrzymania ma plany wobec parlamentarzystów

Projekt zniesienia dwukadencyjności w samorządach przygotowało PSL. Obowiązujące przepisy wprowadził w 2018 r. rząd Prawa i Sprawiedliwości. Zgodnie z nimi wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast mogą sprawować urząd maksymalnie przez dwie pięcioletnie kadencje. Ludowcy argumentują, że o tym, kto kieruje gminą, powinni decydować mieszkańcy, a limit ogranicza ich prawo do ponownego wyboru dotychczasowego, często sprawdzonego włodarza.

Czytaj więcej

Czy w 2029 roku Polsce grozi samorządowe tsunami? „Jeśli tak to system jest chory”

Sprawa stała się również przedmiotem sporu politycznego. Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że jeśli nie uda się znieść dwukadencyjności samorządowców, jego ugrupowanie wystąpi z propozycją wprowadzenia analogicznego ograniczenia dla posłów i senatorów. Jak argumentował, parlamentarzyści nie powinni wymagać od innych ograniczeń, których sami nie chcą przyjąć. Zastrzegł przy tym, że nie chodzi o szantaż, lecz o zasadę równego traktowania. Wprowadzenie limitu kadencji parlamentarzystów wymagałoby jednak zmiany konstytucji.

Przeciwnicy zniesienia dwukadencyjności wskazują, że ograniczenie ma zapobiegać utrwalaniu lokalnych układów i nadmiernej koncentracji władzy. Zwolennicy zmian podkreślają natomiast, że limit pozbawia wyborców możliwości ponownego poparcia samorządowca, który cieszy się ich zaufaniem.