Reklama

Andrzej Andrysiak: Kto politycznie skorzysta na utrzymaniu dwukadencyjności

Ledwie trzech głosów zabrakło koalicji rządzącej do przegłosowania zniesienia dwukadencyjności w samorządach. Dwa brakujące są w Indiach: to premier Donald Tusk i (niedługo) wicepremier Andrzej Domański. Polityczna strategia PSL na przyszłoroczne wybory legła w gruzach. Ale już dla Koalicji Obywatelskiej to same plusy.
Google Ustaw „Rzeczpospolitą” jako swoje ulubione źródło informacji w Google
Władysław Kosiniak-Kamysz i Piotr Zgorzelski

Władysław Kosiniak-Kamysz i Piotr Zgorzelski

Foto: PAP/Leszek Szymański

Reklama
Reklama
Reklama

Obiecaliśmy, dowieziemy. Taką narrację podawali politycy PSL i KO, gdy pytano ich o zniesienie dwukadencyjności. Ustawa z czasów rządów PiS ograniczyła możliwość sprawowania władzy wójtom, burmistrzom i prezydentom do dwóch kadencji. Realnie dotyczy 60 proc. z nich, którzy rządzą co najmniej od 2018 r. Ich druga kadencja skończy się w 2029 r.

Ustawa o zniesieniu dwukadencyjności od początku miała w Sejmie pod górkę. Najpierw PSL-owi trudno było zebrać poparcie, dopiero gdy zdanie zmienił Donald Tusk, było łatwiej się policzyć. Jesienią ubiegłego roku, gdy ogłoszono konsultacje społeczne ustawy, ruchy miejskie, aktywiści, organizacje społeczne, skrzyknęły się i złożyły aż 2800 stanowisk. Prawie osiemdziesiąt proc. było przeciw zniesieniu ograniczenia. To pokazywało rozjazd między celami polityków a zdaniem obywateli. Na początku tego roku ustawa miała trafić pod głosowania, ale w ostatniej chwili spadła, gdy PSL odkrył, że nie znajdzie większości.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama