Reaktywacja kultu w Jerozolimie po tak zwanej niewoli babilońskiej jest przedmiotem licznych badań bazujących na różnych tekstach biblijnych. Niestety brak pozabiblijnych źródeł pozwalających nam na weryfikację tych narracji. Postarajmy się jednak ująć dane biblijne w racjonalne ramy rekonstrukcji historycznej.

Dysponujemy jedynie skrawkami informacji o wydarzeniach z końca VI i pierwszej połowy V wieku. Ezd 1 rozpoczyna opowieść o początku ponownego zasiedlania Judy od decyzji króla Cyrusa (podjętej w pierwszym roku panowania, to jest w 539 r.): „Wszystkie królestwa ziemi dał mi Pan, Bóg niebios, On też rozkazał mi, abym zbudował mu świątynię w Jerozolimie, która jest w Judzie” (Ezd 1,2). Aby pokazać nie tylko wolę Króla Królów – jak tytułowano królów Persji – autor tekstu stara się połączyć odbudowywaną świątynię z poprzednim przybytkiem w Jerozolimie:

„A król Cyrus kazał wynieść przybory pochodzące ze świątyni Pana, które Nebukadnesar zabrał z Jeruzalemu i złożył w świątyni swego boga; Cyrus, król perski, wydał je do rąk skarbnika Mitredata, który rozliczył się z nich z Szeszbassarem, księciem judzkim, a liczba ich była następująca: złotych czasz trzydzieści, srebrnych czasz tysiąc dwadzieścia dziewięć, noży dwadzieścia dziewięć, złotych pucharów trzydzieści, srebrnych pucharów czterysta dziesięć, innych naczyń tysiąc. Wszystkich przyborów złotych i srebrnych pięć tysięcy czterysta. Wszystko to wywiózł Szeszbassar, gdy wyprowadzał wygnańców z Babilonii do Jeruzalemu” (Ezd 1,7–11; por. Ezd 5,15–16).

Czytaj więcej

Franciszkanie winni sekularyzacji? Teologia Johna Milbanka

Wspomniany tu Szeszbassar (ššbr), książę judzki (hnśy’ lyhudh), to postać zagadkowa, która pojawia się jedynie w Księdze Ezdrasza. Jego imię to zapewne zhebraizowana forma akadyjskiego imienia Szamasz-abu-usṣur. Ważniejsze jednak od etymologii imienia jest jego ewentualna rola w odbudowie kultu w Jerozolimie. Mimo że w Księdze Ezdrasza to jemu przypisano przywództwo w odbudowie świątyni, szybko znika on z narracji, zastąpiony przez Zorobabela/Zerubbabela (zrbbl; „owoc Babilonu”):

„Wtedy wystąpili prorok Aggeusz i Zachariasz, syn Iddy, prorocy, i prorokowali Żydom w Judei i Jeruzalemie w imieniu Boga Izraela, który był nad nimi. Wobec tego Zerubbabel, syn Szealtiela, i Jeszua, syn Josadaka, przystąpili znowu do budowy świątyni Bożej w Jeruzalemie, a z nimi prorocy Boży, którzy im pomagali” (Ezd 5,1–2).

Ekspansja Judejczyków według boskiego planu

To właśnie temu bohaterowi autorzy biblijni poświęcają więcej miejsca. Dowiadujemy się przy tym, że był synem Szealtiela (choć 1 Krn 3,19 podaje wersję, jakoby był synem Pedajasza), a zatem wnukiem Jehojakina, króla Judy wywiezionego do Babilonu. Działalność Zerubbabela przy odnowieniu kultu świątynnego odnotowuje Księga Ezdrasza, wspomina o nim również Księga Nehemiasza (7,7; 12,1.47) oraz prorockie Księgi Aggeusza (1,1.12–15; 2,2.4.21) i Zachariasza (4,6–10). W proroctwie Aggeusza (1,1) Zerubbabel jest nazwany namiestnikiem Judei (pḥt yhwdh), a jego aktywność ma przypadać na rządy króla Dariusza („Drugiego roku króla Dariusza”, Ag 1,1 – to jest w 521 r.).

Pamięć o Zerubbabelu jako budowniczym drugiej świątyni przetrwała długo. Wymieniany jest między innymi wśród ważnych mężów przez Syracha:

„Jakże sławić mamy Zorobabela, który jest jak sygnet na prawej ręce, również i Jozuego, syna Josadaka, którzy za dni swoich zbudowali Dom – wznieśli święty Przybytek Panu, przeznaczony do wiecznej chwały” (Syr 49,11–12).

Czytaj więcej

Walka na arenie była tylko finałem. Jak naprawdę żyli gladiatorzy

W tym miejscu – podobnie jak w Księdze Zachariasza oraz Aggeusza – Zerubbabel występuje w parze z kapłanem Jozuem. Tradycja biblijna wyraźnie usiłuje położyć nacisk na to, że odnowienie kultu i odbudowa świątyni w Jerozolimie nastąpiły dzięki sojuszowi kapłana (Jozue) z namiestnikiem (Zerubbabel). Badacze próbują racjonalizować przekaz o Szeszbassarze i Zerubbabelu, uznając, że pierwszy rozpoczął prace przy świątyni, a drugi je dokończył lub że mowa o tej samej osobie, zapamiętanej pod dwoma imionami.

Trudność z tą rekonstrukcją nie polega na tożsamości głównego budowniczego, lecz na całej tradycji, zgodnie z którą Cyrus, a potem Dariusz, mieli się kierować odruchem dobroczynności wobec wyznawców Jaho/Jahwa i osobiście angażować się w odbudowę świątyni w Jerozolimie. Co prawda dobroczynność perskich władców wobec różnych miejsc kultu jest dobrze poświadczona, mało jednak prawdopodobne, by mieli się szczególnie interesować akurat świątynią Judejczyków.

Skoncentrowani na sprawach kultu autorzy Biblii bez wątpienia podnieśli rangę odnowienia sanktuarium w Jerozolimie ponad rzeczywisty wymiar tego wydarzenia. Miało ono przy tym szczególne znaczenie dla wspólnoty Żydów jerozolimskich raczej ex post, gdy Jerozolima istotnie stała się ważnym ośrodkiem kultu. Na pewno nie można tego powiedzieć o ostatnich latach VI wieku. Jeśli wierzyć Księdze Nehemiasza, mury miasta odbudowano dopiero w połowie V wieku, co oznaczało nadanie Jerozolimie rangi ośrodka administracyjnego. Jak funkcjonowała świątynia boga Jaho/Jahwa w ruinach dawnej stolicy królestwa Judy, gdy mieszkała tam jedynie garstka mieszkańców? Z pewnością nie była jeszcze ważnym ośrodkiem kultu.

Rzecz w tym, że nasza rekonstrukcja wydarzeń z trudem może uwzględniać pobożne oczekiwania autorów związanych ze świątynią jerozolimską. Roli Cyrusa i Dariusza nie da się oczywiście zbagatelizować, choć można wątpić, czy w ogóle wiedzieli coś o wierzeniach Judejczyków – jednego z dziesiątków ludów podległych ich władzy. Z pewnością królowie perscy interesowali się Judeą, nawet bardziej niż jej dawną stolicą. Zainteresowanie to nie wiązało się jednak ze sprawą kultu, lecz miało wymiar strategiczno-wojskowy.

Czytaj więcej

Piekło Verdun i polskie Termopile. Niezwykłe losy Franciszka Przybysza

Cyrus Wielki stał się panem całej Babilonii w 539 r. On, a potem jego na­stępcy przez kolejne dekady prowadzili politykę ekspansji i podbojów. W efekcie powstało wielkie – o niespotykanej wcześniej skali – imperium sięgające Egiptu, wschodnich wybrzeży Morza Egejskiego i południowych brzegów Morza Czarnego, a na wschodzie dzisiejszych Afganistanu, Pakistanu i Indii. Prowadząc politykę ekspansji, perscy władcy nie realizowali jedynie swoich ambicji – urze­czywistniali także głęboką myśl religijną, wręcz boski plan. Religia państwowa perskich elit imperium Achemenidów wykazywała cechy zoroastryzmu, znane z późniejszych epok. Była zbudowana na fundamencie dualistycznej wizji kos­mosu: na świecie ustawicznie walczą ze sobą siły dobra – światłości i siły zła – ciemności. Bogiem jasnej strony mocy jest Ahura Mazda (Ormuzd), a przywód­cą sił ciemności – Aryman. Perski król realizował boską wolę sił światła, co oznaczało, że poszerzanie władztwa Persów oznaczało zapewnianie władzy Ahura Maździe i wprowadzanie kosmicznego ładu, a więc porażkę sił ciemności, które zawsze stały przeciw królom Persji. Można zatem powiedzieć, że ekspansja terytorialna Persów – w tym tak nieracjonalne wyprawy jak przeciw koczowni­czym Scytom na północ od Morza Czarnego czy potem dwie wielkie wyprawy przeciw Grecji – były podyktowane wielką pobożnością i pragnieniem, aby nowe obszary świata uczynić wolnymi od sił ciemności i poddać je władzy Króla Królów, dzięki czemu znajdą się pod kontrolą Ahura Mazdy. Nie wińmy zatem Persów za ich podboje.

Wywód o ideowo-religijnych źródłach ekspansji Persów jest potrzebny, by ukazać, że dla Cyrusa było oczywiste, iż zajęcie Mezopotamii nie kończy jego dzieła. Gdy tylko rozgościł się w Babilonie, powinien był zacząć przygotowania do dalszych ekspansji. Idąc szlakiem wytyczonym przez Asyryjczyków, musiał skierować wzrok ku Egiptowi. Aby jednak wyprawić tam wielotysięczną armię, konieczne były przygotowania logistyczne. Pomiędzy poddanymi już władzy Persów Babilonią i Syrią a Egiptem znajdował się w dużej mierze wyludniony i dotknięty silnymi zniszczeniami z czasów nowobabilońskich pas ziemi. Armię maszerującą przez Palestynę trzeba by w całości zaopatrywać z zapasów zabra­nych ze sobą. W wypadku porażki brak zaplecza w okolicach granicy utrudniał­by wycofanie i relokację wojsk. Analogicznie pomiędzy pierwszą (490) a drugą (480) wyprawą grecką minęło aż dziesięć lat – był to czas tworzenia systemu za­opatrzenia dla wielkiej armii.

Wiemy, że Egipt został zdobyty przez Persów już za rządów Kambyzesa, w 526 r. Cóż się zatem działo przez trzynaście lat dzielące opanowanie Babilonii i zdobycie Egiptu? Odpowiedź brzmi: przygotowania logistyczne dla wielkiej armii.

Kuzynka spod Babilonu lepsza na żonę

Aby umożliwić planowaną ekspansję militarną, organizowano system komu­nikacji na wielkie odległości oraz lokalnego zaopatrzenia w żywność. To pierw­sze można było uczynić, dokonując jednorazowych inwestycji w infrastrukturę, drugie wymagało jednak czasu. I tu zapewne pojawili się potomkowie Judejczyków, których rodzice lub dziadowie trafili do Babilonii jako deportowa­ni przedstawiciele elit królestwa Judy. Brakuje nam bezpośrednich źródeł ilustru­jących ten proces, ale sądzę, że kontekst historyczny uprawnia do takiej rekon­strukcji. Cyrus zwerbował oddziały złożone z Judejczyków żyjących w Babilonii, oddał ich pod dowództwo Szeszbassara lub (albo po nim) Zerubbabela. Judejscy żołnierze zostali osadzeni na obszarze dawnego królestwa Judy z zadaniem bu­dowy umocnień służących wielkiej armii oraz stworzenia infrastruktury logi­stycznej, czyli mówiąc prostym językiem: intensyfikacji produkcji rolnej i budo­wy spichlerzy, w których miały być składowane zapasy żywności. To dość odległe od wizji kierujących się wzniosłą pobożnością wiernych budujących przybytek Pana, aby mieć gdzie składać ofiary.

Czytaj więcej

Bezcenne skarby przechowywane we Wrocławiu. Pomogły szczęśliwe przypadki

Na poparcie powyższej tezy można odwołać się do materiału biblijnego, choć trzeba przyznać, że argument ten nie jest pozbawiony słabości. Otóż w Starym Testamencie wyraźnie widać ślady mizoginizmu autorów. Niechęć do kobiet oraz budowa narracji, w których obwinia się je o różne nieszczęścia lub występki, ma źródło – jak sądzę – w pewnej sytuacji historycznej, której echa słychać w Księdze Powtórzonego Prawa:

„Gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, do której idziesz, aby ją posiąść, usunie liczne narody przed tobą: Chetytów, Girgaszytów, Amorytów, Kananejczyków, Peryzzytów, Chiwwitów i Jebusytów: siedem narodów liczniejszych i potężniejszych od ciebie. Pan, Bóg twój, odda je tobie, a ty je wytępisz, obłożysz je klątwą, nie zawrzesz z nimi przymierza i nie okażesz im litości. Nie będziesz z nimi zawierał małżeństw: ich synowi nie oddasz za małżonkę swojej córki ani nie weźmiesz od nich córki dla swoje­go syna, gdyż odwiodłaby twojego syna ode Mnie, by służył bogom obcym. Wówczas rozpaliłby się gniew Pana na was i prędko by was zniszczył. Ale tak im macie uczynić: ołtarze ich zburzycie, ich stele połamiecie, aszery wytniecie, a posągi spalicie ogniem. Ty bowiem jesteś narodem poświęconym Panu, Bogu twojemu. Ciebie wybrał Pan, Bóg twój, byś spośród wszystkich narodów, które są na powierzchni ziemi, był ludem będącym Jego szczególną własnością” (Pwt 7,1–6).

Za chwilę powrócę do wątku związanego z obcymi ludami. Na razie zwrócę uwa­gę na to, że w przywołanym tekście stawia się znak równości między małżeńskim związkiem egzogamicznym a odstępstwem religijnym. Myśl ta w najradykalniej­szy sposób została przedstawiona w dramatycznej, choć z pewnością fikcyjnej scenie wygnania obcych żon w Księdze Ezdrasza (Ezd 10). Sądzę, że tak radykal­ne rozróżnienie między związkami egzogamicznymi a endogamicznymi było możliwe tylko w wyjątkowych warunkach. Musiały się pojawić jakieś okoliczno­ści, że dziewczęta i młodzieńcy z sąsiednich wsi nie byli brani pod uwagę jako po­tencjalne kandydatki (i kandydaci) do małżeństwa, lecz uznawani za – zwłaszcza w wypadku kobiet – zagrożenie dla religijnej tożsamości.

Czytaj więcej

Hornemann – Niemiec, który pierwszy przeszedł Saharę

Tego rodzaju sytuacje nie są i nie były normą w tradycyjnych społecznościach. Tu mamy jednak dwa jednocześnie zachodzące zjawiska. Po pierwsze, lokalna ludność to wyznawcy re­ligii „normalnych”, tradycyjnych kultów, w tym jahwistycznych. Przybysze to wyznawcy religii ludu wybranego. Ludzie ci zachowali swoją tożsamość dzięki nowej formie religii, w której uznawali Jaho/Jahwa za boga transcendentnego, który może się obyć bez świątyni (bo tak radzili sobie przez kilka dekad w Babilonii), a poszczególne osoby – oczywiście mężczyźni, głowy rodzin – pod­czas rodzinnych rytuałów, na przykład paschy, mogli skutecznie komunikować się z bóstwem, bez pośrednictwa kapłanów. Po drugie, większość przybyszy to mężczyźni, którzy – podobnie jak Grecy podczas zakończonego sukcesem proce­su kolonizacji – szybko zaczynali szukać dla siebie żon. Żonę łatwiej znaleźć w są­siedniej wsi niż w odległości wielu setek kilometrów, zwłaszcza gdy trzeba wysy­łać posłańców na przykład po kuzynkę mieszkającą pod Babilonem.

Zły wpływ obcych kobiet na naród wybrany 

Oczywiście nie twierdzę, że te okoliczności stworzyły mur rozdzielający przybyszy od ludno­ści lokalnej. Możliwe jednak, że sytuacja skłoniła stróżów „czystości” religijnej do spisania przepisów zniechęcających do mieszanych małżeństw. W tych oko­licznościach mógł się narodzić pogląd, że przepis chroniący lud wybrany przed złym wpływem obcych kobiet jest potrzebny. W Biblii istnieją przepisy mające na celu zapewnienie takiego rozdziału. Skoro jest przepis, są też ci, którzy go łamią. Pogląd o konieczności rozgraniczenia między narodem wybranym – prawdziwym Izraelem – a ludnością lokalną w Palestynie pobrzmiewa wyraźnie na przykład w opowieści o szukaniu żon dla Izaaka i Jakuba (Rdz 24; 29). Nie mogą to być lokalne kobiety – muszą to być związki endogamiczne, co ozna­cza konieczność szukania żon u kuzynów w północnej Mezopotamii.

Czytaj więcej

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Via Francigena

Innymi słowy, sądzę, że pojawienie się w Palestynie garnizonu złożonego z Judejczyków, którzy praktykowali nowe wierzenia, powstałe podczas wygnania w Babilonii, stworzyło nową jakość. Grupa mężczyzn została tam skierowana przez Persów, a zatem nowych panów. Przybysze odróżniali się od okolicznej lud­ności religią, choć obie grupy uważały się za jahwistów. Wśród przybyszy pojawi­li się ludzie, którzy uznali, że związek z lokalnymi kobietami może odwieść ich od prawdziwej wiary. Starali się temu zapobiec, dając początek mizoginicznej idei, jakoby wszelkie zło pochodziło od kobiet.

Książka Łukasza Niesiołowskiego-Spanò „Bóg starożytnego Izraela”, ukaże się w październiku nakładem wydawnictwa PIW, Warszawa 2026 Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Łukasz Niesiołowski-Spanò

Jest historykiem starożytności, dyrektorem Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, dziekanem Wydziału Historii UW. Bada głównie historię Palestyny i Izraela. W podcastach popularyzuje wiedzę o starożytności.