Zaskoczyłem samego siebie, że zjadłem większość kolacji – przyznał na łamach londyńskiego „Timesa” David Szalay. Kolacja to była nie byle jaka, towarzyszyła ceremonii wręczenia zeszłorocznej Nagrody Bookera Szalayowi właśnie, za jego szóstą powieść „Ciało”. Pisarz podczas całej uroczystości był ponoć bardzo spokojny, wręcz wyciszony. Jak sam później przyznał, to konsekwencja sytuacji z 2016 r., kiedy Bookera nie zdobył, mimo nominacji i pochwał krytyki dla rzeczywiście świetnej prozy „Czym jest człowiek”. Jak mówią przecieki, nagroda była o włos. Szalay bardzo to przeżył, jak wspomina, źle się to odbiło na jego nerwach. Przy drugim podejściu do Bookera „zahipnotyzował się” i uzbroił w spokój.

Czytaj więcej

Literacka Nagroda Nobla 2026 dla kanadyjskiej poetki Anne Carson

Tak czy inaczej 52-letni pisarz jest już znaczącym twórcą w świecie literatury anglojęzycznej. Korzenie ma dosyć skomplikowane, jego matka była Kanadyjką, ojciec – Węgrem. Urodził się w Montrealu, przez dłuższy czas mieszkał w Londynie (czego reminiscencją jest jego debiut „Londyn”), potem m.in. w węgierskim Peczu (nie bez znaczenia dla „Ciała”), teraz mieszka w Wiedniu lub w swoim domu w Słowenii.

„Ciało” stawia męskość „w centrum literatury pięknej”

Brytyjski „Guardian” napisał, że „Ciało” Szalaya „ponownie stawia męskość w centrum literatury pięknej” po dłuższym okresie dominacji kobiet na anglosaskiej scenie literackiej i w kręgu zainteresowań jury Bookera. Publicystyczny skrót, ale nie da się zaprzeczyć, że „Ciało” jest książką o męskości. Bohaterem jest Węgier, Istvan, i kilkadziesiąt lat jego życia. Najpierw lata 90., blokowisko w prowincjonalnym węgierskim mieście (kłania się nienazwany Pecz), gdzie nieletni Istvan wdaje się w relację seksualną ze starszą sąsiadką, co prowadzi do zbrodni i poprawczaka. Potem – z braku lepszego pomysłu na życie – wojsko i wojna w Iraku. Potem Londyn, gdzie pracujący jako ochroniarz Istvan ma sporo szczęścia. Dzięki niemu i zainteresowaniu ze strony pewnej kobiety osiąga poziom zamożności, o którym możemy tylko pomarzyć. I na koniec katastrofa, która kończy się powrotem do znanego nam blokowiska.

Czytaj więcej

Gospodinow pisze o czasach towarzysza Żiwkowa i przyszłej katastrofie

Istvan to „ciało”, obiekt zainteresowania wielu kobiet. Ale bardzo dziwna to męskość. Bohater Szalaya jest raczej średnio przystojny i inteligentny, słabo wykształcony, świat go niespecjalnie interesuje, małomówny, nie tyle wyrwany z jakiegokolwiek podglebia społecznego i kulturowego, co po prostu nieposiadający tego podglebia. Człowiek bez wnętrza albo z wnętrzem czytelnikowi nieznanym. By przywołać tytuł arcydzieła Roberta Musila – taki współczesny człowiek bez właściwości, kompletnie wyalienowany. Ale przy tym nie jest prostakiem – cichy, solidny i wierny. Ta mieszanka działa na kobiety, budzi ich zainteresowanie, pozwala Istvanowi stać się „ciałem”, choć nie o żadne bicie seksualnych rekordów tutaj chodzi.

„Ciało”: Narracja sprawia, że fabułę obserwujemy jak przez szybę

Jednak na to wszystko Szalay nakłada specjalny filtr – specyficzny rodzaj narracji. Dwight Garner, krytyk „The New York Times”, napisał, że czuje się tak, jakby fabułę „Ciała”, obserwował z kamery monitoringu. Mnie to bardziej skojarzyło się z obserwacją wydarzeń przez szybę z nie do końca przezroczystego pleksi. Widzisz, co się dzieje, ale nie słyszysz dźwięków. Tutaj wszystko jest sterylne pod względem emocji. Przykładowy dialog między Istvanem i jedną z bohaterek, która wypytuje go, jak było w wojsku. „Było w porządku” – odpowiada ostrożnie Istvan, gdyż nie wie, jakiej odpowiedzi oczekuje rozmówczyni i na to jest skierowana cała jego uwaga. „Co to znaczy?” – pyta kobieta. „To znaczy, że… było w porządku” – odpowiada Istvan. Tyle jest w stanie z siebie wydusić.

I na tym zasadza się wynalazek Szalaya. Może nie epokowy dla historii literatury, ale istotny dla naszych czasów. Czasów, w których plastikowość relacji międzyludzkich stała się formułą dominującą. Kiedy w gruncie rzeczy nie mamy sobie nic do powiedzenia, a emocje i głębsze przeżycia pozostawiamy wirtualnej rzeczywistości. Banalne konstatacje? Tylko że kiedy ubierze się je w porządną literaturę, oddalają się od banalności. Szalay to potrafi. „Ciało” to kawał porządnej prozy. I czyta się świetnie.