Z tego artykułu dowiesz się:

  • Z jakich powodów nowa mapa regionów etnograficznych Polski wywołała falę krytyki wśród specjalistów i regionalistów.
  • Dlaczego zdaniem etnografów precyzyjne wyznaczenie granic kulturowych jest zadaniem niemal niemożliwym.
  • W jaki sposób instytucja odpowiedzialna za projekt broni swojej metodologii i odpowiada na zarzuty o błędy merytoryczne.
  • Jakie jest tło instytucjonalne oraz polityczne kontrowersyjnego projektu Etnoportal i ile on kosztował.

„Kto tworzył tę mapkę? AI?” – pyta jeden z internautów pod wpisem na Facebooku, w którym Narodowy Instytutu Kultury i Dziedzictwa Wsi pochwalił się mapą Polski, stworzoną na potrzeby projektu Etnoportal. Nie był wyjątkiem – wielu komentatorów podejrzewa, że w jej tworzeniu pomogła sztuczna inteligencja. Mapa przedstawia podział kraju na regiony etnograficzne oraz etnohistoryczne i wywołała burzę w internecie oraz mieszane odczucia specjalistów.

Instytut, który odpowiada za stworzenie mapy, uchodzi dziś za bastion młodych ludowców 

Sam Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi też budzi kontrowersje. Jest podległy Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi, będącemu w rękach ludowców. I – jak pisała już „Rzeczpospolita” – stał się przystanią dla Związku Młodzieży Wiejskiej, byłej młodzieżówki PSL. Z ZMW wywodzi się np. dyrektorka instytutu Nina Sapa, która w 2024 r. kandydowała do sejmiku województwa małopolskiego z list Trzeciej Drogi.

Czytaj więcej

Desant ludowców w rządowym instytucie. Od dyrektora do sekretarki

„Etnoportal – Dziedzictwo Polskiej Wsi” jest jednym z projektów rozwijanych przez NIKiDW. „Naszym celem jest prezentacja zróżnicowania kulturowego mieszkańców obszarów wiejskich poprzez wykorzystanie geograficznego systemu informacji. Poszczególne podstrony portalu prezentują wybrane zjawiska kulturowe, miejsca, wydarzenia i wiedzę etnograficzną o lokalnych społecznościach” – czytamy w opisie tego projektu w internecie.

I nie budził on większych kontrowersji do czasu, gdy na początku października Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi pochwalił się w internecie mapą regionów etnograficznych, powstałą w ramach tego projektu. Jest interaktywna, co oznacza, że można kliknąć w poszczególne regiony, by dowiedzieć się o nich więcej. Główną osią sporu jest to, jak wytyczono granice.

Internauci najczęściej zarzucają Etnoportalowi m.in. rzekomo błędne wydzielenie Śląska Opolskiego z Górnego Śląska, stworzenie bardzo szerokiej kategorii „górali polskich”, czy rzekome błędy w wyznaczeniu granic Żuław. I nie jest to tylko dyskusja anonimowych osób, bo uczestniczą w niej też znani działacze regionalni, jak np. dr Michał Kargul, wiceprezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ds. kociewskich. „To jest po prostu dramatyczna, wręcz kompromitująca autorów mapa. Nawet jeśli założyli sobie, że na siłę wpiszą istniejące powiaty w historyczno‑etnograficzne regiony, to poziom bezmyślności jest porażający” – napisał pod postem NIKiDW.

Nikt nie traktowałby poważnie jakiegokolwiek słownika, w którym roiło by się od błędów ortograficznych i gramatycznych. Na poziomie trzeciej klasy podstawówki... A to niestety dokładnie taki przypadek

regionalista kociewski dr Michał Kargul o projekcie Etnoportal

Poświęcił tej mapie szerszą analizę na swoim koncie w mediach społecznościowych. „Żuławy Gdańskie na Kaszubach? Bydgoszcz w Wielkopolsce? Wysoczyzna Elbląska na Powiślu? To tylko kilka zdumiewających rzeczy, jakie Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi zaserwował nam na swoim najnowszym portalu” – napisał. „Jak mamy traktować poważnie to dzieło, gdy jego autorzy popisali się tak dramatyczną nieznajomością owej różnorodności polskich regionów i totalnym brakiem wyczucia dla wrażliwości ich mieszkańców? Ktoś totalnie bezmyślnie wziął po prostu granice powiatów i podpisał je do regionów, jak mu się kojarzy?” – pytał.

Zdaniem eksperta, mapa jest kontrowersyjna, lecz odważna, a granic etnograficznych nie da się łatwo wyznaczyć

Czy rzeczywiście mapa jest tak zła? O ocenę poprosiliśmy dr. Arkadiusza Jełowickiego, kustosza w Muzeum Narodowym Rolnictwa w Szreniawie, członka oddziału Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w Poznaniu, etnografa zajmującego się m.in. granicami etnograficznymi Wielkopolski. – Mapa regionów etnograficznych na stronie NIKiDW jest mi znana od dawna. Przed publikacją była mi przedstawiana. Miałem do niej liczne uwagi. Szczególnie wytyczenie granic Wielkopolski uważam za niewłaściwe. Mam uwagi także do innych regionów. Zrobiłbym to inaczej – wyjaśnia. Jego zdaniem Kaszubszczyzna jest wytyczona za daleko na zachód, Bydgoszcz dyskusyjnie została zaliczona do Krajny, kontrowersyjne jest istnienie dziś Ziemi Lubuskiej, Łużyc czy Ziemi Sieradzko‑Łęczyckiej.

Czytaj więcej

Polskie regiony w złotej dekadzie rozwoju. Polska Wschodnia goni czołówkę

Jednak dr Arkadiusz Jełowicki dodaje, że mimo wszystko docenia trud i odwagę twórców mapy. – Nie można wytyczyć jednolitych, szeroko naukowo akceptowalnych granic regionów etnograficznych. Problem jest skomplikowany, ale najważniejszymi czynnikami kształtującymi współcześnie takie regiony są tożsamość lokalna, liczne elementy kultury wyróżniające dany obszar, historia (choć nie aż tak ważna) oraz podziały administracyjne, zarówno stare, jak i obecne. W skrócie: regiony etnograficzne w Polsce to z jednej strony konstrukty naukowe powstałe na podstawie badań, literatury naukowej oraz pewnych wyobrażeń potocznych (i to ostatnie jest źródłem emocji), a z drugiej to tożsamość mieszkańców (poczucie odrębności od sąsiadów), wyróżniki kulturowe (gwara, strój ludowy, poczucie wspólnej historii) oraz aspiracje terytorialne (czyli które obszary są „nasze”). Łatwo to odnieść do sporów między narodami i państwami. Tam też aspiracje terytorialne często wkraczają w teren sąsiadów – mówi.

Jego zdaniem „z tego powodu trudno narysować kulturowe granice grup etnicznych z dokładnością do jednej wsi”. – Dla kartografa granica jest linią dokładnie wyznaczoną w terenie (zwłaszcza dziś, w epoce GPS). Dla etnografa to pas pomiędzy grupami kulturowymi. Może on być linią, ale częściej to strefa pograniczna, która może mieć 5, 50 czy 200 km szerokości – zaznacza ekspert.

NIKiDW najpierw wycofywał się z powodu krytyki internautów, teraz jednak broni mapy

Co na to Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi? Czytając jego wpisy na Facebooku, można było odnieść wrażenie, że początkowo zaczął się wycofywać z opracowanej przez siebie mapy. „Obrazek do posta to tylko poglądowa grafika, która miała za zadanie zwrócić Państwa uwagę” – napisał.

Czytaj więcej

Moda na regionalizm, tradycyjną żywność i slow food napędzają sprzedaż rogali świętomarcińskich

Co innego wynika jednak z wyjaśnień NIKiDW dla „Rzeczpospolitej”, w których instytut przekonuje nas, że mapa nie jest przypadkowa. Jak wyjaśnia, powstanie mapy poprzedzone było szeroką analizą monografii, prac zbiorowych i innych opracowań z zakresu m.in. etnografii. „Równolegle do prac z użyciem zastanych źródeł pisanych prowadzone były rozmowy konsultacyjne z etnologami i regionalistami z terenu całego kraju. Pierwsza cyfrowa wersja została opracowana i przygotowana na podstawie umowy zawartej w 2025 r. z Instytutem Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk, mającym ogromną wiedzę i doświadczenie w opracowywaniu i publikowaniu w internecie treści kulturowych (historycznych) w formie GIS (systemu informacji geograficznej – red.). Treści tak przygotowanej pierwszej wersji zostały następnie poddane ogólnopolskim konsultacjom na podstawie porozumienia zawartego w 2026 r. z Zarządem Głównym Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. Nadesłane uwagi zostały poddane weryfikacji” – wylicza Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi.

193,4 tys. zł

kosztował już projekt, w ramach którego powstał portal

Dodaje, że w zasadzie nie da się stworzyć takiej mapy w sposób satysfakcjonujący dla wszystkich. „Zaprezentowanie stanu w procesie tworzenia, podtrzymywania lub rozpadu tożsamości lokalnych zawsze budzi emocje. Procesy te mają charakter niejednorodny, stąd granice pomiędzy regionami etnograficznymi są płynne w czasie i przestrzeni, a same regiony niejednorodnie redefiniują swoją odrębność od sąsiednich” – podkreśla instytut. Zaznacza, że „lokalni działacze (najczęściej historycy, geografowie i poloniści)” mają swoje wersje, „których zaciekle bronią”, a „etnograficzna perspektywa ogólnokrajowa bywa nie do pogodzenia z lokalnymi”.

Jak poinformował nas instytut, projekt Etnoportalu kosztował już w sumie 193,4 tys. zł. „Realizacją serwisu internetowego od strony merytorycznej zajmują się pracownicy NIKiDW dysponujący niezbędną wiedzą i doświadczeniem w tej dziedzinie” – podkreślono.