We wtorek napisaliśmy, że Radosław Tadajewski założył fundację Flying Partisan i na Dolnym Śląsku buduje akademię dronową. Ośrodek ma szkolić operatorów dronów, a uczyć ich będą czynni ukraińscy żołnierze z doświadczeniem frontowym, specjaliści w dziedzinie wykorzystania bezzałogowców. Kontrowersje wzbudził film promujący projekt, na którym ukraińskie drony uderzeniowe dalekiego zasięgu, które lot kończą na gmachu Kremla – siedzibie Putina.

Projekt, jak pisaliśmy, jest okryty tajemnicą. Do czasu finalizacji biznesmen nie chce zdradzać szczegółów przedsięwzięcia.

Eksperci: akademia dronowa wymaga osłony kontrwywiadowczej

Jak projekt oceniają eksperci ds. bezpieczeństwa? Podkreślają na łamach  „Rz”, że taka współpraca będzie wymagała zgody ukraińskich służb, a po naszej stronie – osłony kontrwywiadowczej. Zwracają uwagę na konieczność weryfikacji szkoleniowców z Ukrainy.

– Rozwój kompetencji w zakresie szkolenia dronowego uważam za istotny i ważny z punktu bezpieczeństwa naszego państwa. Jednak wszystko musi się odbywać pod osłoną kontrwywiadowczą – mówi „Rz” Wojciech Skurkiewicz, wiceminister obrony w rządzie PiS do spraw szkolnictwa wojskowego. Obecnie proces szkoleniowy jest odwrotny, to Polska ze środków UE szkoli ukraińskich wojskowych w naszym kraju. – Obszar technologii dronowych jest niezwykle ważny, ale i szczególnie wrażliwy. Ukraina, w efekcie wojny z Rosją rozwinęła go w wyjątkowy sposób, więc ich wiedza na pewno jest bezcenna – dodaje poseł Skurkiewicz.

Gen. Polko: ukraińskich instruktorów trzeba prześwietlić

Z uruchomieniem akademii dronowej przez prywatny biznes wiążą się pewne ryzyka – zwracają uwagę eksperci. Choćby dotyczące wojskowych ściąganych z Ukrainy, którzy mieliby prowadzić teoretyczne i praktyczne kursy.

– Zawsze zaangażowanie do takich szkoleń żołnierza z pola walki jest z pożytkiem. Ma doświadczenie, praktykę w stosowaniu różnych rodzajów dronów. Jednak wcześniej takie osoby trzeba solidnie zweryfikować na wszystkie możliwe sposoby – wskazuje gen. Roman Polko, były dowódca Jednostki Specjalnej Grom. – Trzeba przeprowadzić gruntowny test, czy nie jest to wrzutka. To tak, jak z rekrutacją do firmy – zaznacza gen. Polko.

Wspomina sytuację, gdy w związku z zagrożeniami terrorystycznymi Kanadyjczycy zwerbowali byłego terrorystę, który się „nawrócił”. – Wcześniej jednak bardzo dokładnie go sprawdzili. Czy rzeczywiście przeszedł przemianę i nie stanowi zagrożenia – dodaje.

Zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt: w USA prywatne firmy świadczące usługi związane z bezpieczeństwem są pod kontrolą służb. – U nas nie tak dawno wyszło na jaw, że firmy związane z bezpieczeństwem na kolei zatrudniały Ukraińców, którzy być może mają tylko ukraiński paszport, ale sercem są gdzie indziej – przypomina nasz rozmówca.

Polska akademia na wzór ukraińskiej Dronarium Academy?

Sam biznesmen po dzisiejszej publikacji nie zabrał głosu na temat szczegółów projektu. Ten może być zorganizowany na wzór „Dronarium Academy” – ukraińskiej platformy szkoleniowo-badawczej, która się specjalizuje w systemach bezzałogowych.

Działa od ponad dekady, początkowo skupiała się na cywilnych zastosowaniach dronów. Po 2022 r. i wybuchu wojny w Ukrainie – jak czytamy na jej stronie internetowej – przestawiła się na potrzeby wojskowe, „stając się jednym z kluczowych ośrodków szkoleniowych dla operatorów bezzałogowych statków powietrznych (BSP) w ukraińskim ekosystemie obronnym”. „Dronarium” oferuje szeroki zakres szkoleń z zakresu budowy i pilotażu – od obserwacji, przez zbieranie danych wywiadowczych, po naukę obsługi dronów uderzeniowych do niszczenia celów przeciwnika.

Według deklaracji, platforma szkoli operatorów dronów na potrzeby sił ukraińskiej armii i ma także współpracować „z jednostkami struktur obronnych NATO”, m.in. z Litewskimi Siłami Powietrznymi.

Drony UJ-26 Bober z filmu promującego projekt Tadajewskiego

Platforma zrzesza ok. 150 firm, w tym UkrJet – firmę, którą założył Ołeksandr Woroneckyj. Produkowane przez UkrJet drony dalekiego zasięgu typu kamikadze (UJ-26 Bober, tzw. „bóbr”) znalazły się na filmie reklamującym projekt Tadajewskiego. Woroneckyj w przeszłości pracował w lotnictwie cywilnym, dziś projektuje i sprzedaje drony ukraińskim Siłom Zbrojnym.

Zdaniem naszych rozmówców ciężar organizowania szkoleń dronowych powinien spoczywać na wojsku. 

– To przede wszystkim wojsko powinno mieć jednostki szkoleniowe. Powinno stworzyć bazę, poligon dronowy i centrum szkolenia dronowego. Postarać się o dobrych instruktorów. Żeby w każdym obszarze Polski żołnierze i amatorzy mogli np. wstąpić do WOT i realizować swoje pasje, a jednocześnie testować to, co biznes produkuje – uważa gen. Roman Polko. Do tego potrzebny jest dobry organizator, lider, który będzie chciał to robić. – Mamy profesjonalistów, którzy się na tym znają, tylko, że u nas za dużo jest działania z klucza politycznego – ocenia generał.