Obawiam się, że niewielu współczesnych krakowian odpowie prawidłowo na pytanie, czy Florencja leży w Krakowie. Natomiast na pytanie, gdzie w Krakowie znajduje się Kleparz, odpowiedzą niemal wszyscy. Florencja i Kleparz to dwie nazwy tego samego miasta, które leżało na północ od krakowskich murów obronnych i przez co najmniej 425 lat było osobnym ośrodkiem. Do współczesności przetrwała tylko ta druga nazwa, kojarząca się z zapachem jarzyn, kiszonek, grzybów i wędlin. Miasto Kleparz, wymawiane często jako „Kliparz”, to wpatrzony w Kraków jego młodszy brat, niesprawiający większych kłopotów i niemający wielkomiejskich ambicji. Akt lokacji nadał mu Kazimierz Wielki 25 czerwca 1366 r. W preambule tego wiekopomnego dokumentu kancelista królewski zapisał: „(…) miasto nasze położone na przedmieściu miasta krakowskiego, koło kościoła św. Floriana, które inaczej było lokowane, treścią niniejszego na nowo przekazaliśmy do lokowania, oraz chcemy, aby odtąd nazywało się Florencja, a także obiecaliśmy otoczyć je murem i nigdy go nie zburzyć”. Z tego fragmentu jednoznacznie wynika, że Florencja nie powstała w 1366 r., ale wcześniej, skoro król zwraca się najwyraźniej do mieszczan miasta już istniejącego, które „inaczej było lokowane”. (...)
Florencja powstała (...) na terenie, któremu nigdy nie mogła zagrozić powódź, stąd był on zamieszkiwany przez drobne skupiska osadnicze już we wczesnym średniowieczu. W XII w. osadnictwo to przybrało zorganizowany charakter podkrakowskiego przedmieścia i skupiało się wokół romańskiego Kościoła św. Floriana, ufundowanego w 1184 r. przez księcia Kazimierza Sprawiedliwego i biskupa krakowskiego Gedkę. (...)
Podsumowując, musimy uznać, że Florencja to miasto, które powstało wcześniej niż Kazimierz, ale pełną samodzielność ustrojową wraz z samorządem otrzymało dopiero w 1366 r. z rąk Kazimierza Wielkiego.
Już wcześniej wymiennie używano określeń „Florencja” i „miasto św. Floriana”. Ta pierwsza nazwa, pobrzmiewająca toskańską nutą, nie utrzymała się długo. Już w 1379 r. pojawiła się zrazu enigmatyczna nazwa „Kloppars”, która w późniejszych latach nabrała polskiego brzmienia – „Kleparz”. Do XVI w. obie – Kleparz i Florencja – występowały wspólnie lub zamiennie, ale ostatecznie nazwa wtórna, niewymieniona w dokumencie lokacyjnym, zwyciężyła. Wola Kazimierza Wielkiego nie została, jak widać, utrzymana, a historycy i językoznawcy do dzisiaj nie mówią jednym głosem w kwestii źródła nowej nazwy. Czy pochodzi ona od klepek beczek produkowanych w mieście? Odgłosów tutejszych warsztatów rzemieślniczych, przypominających klepanie? Obyczaju przybijania (przyklepywania) dokonanej transakcji handlowej? A może od przezwiska jakiegoś tutejszego, nieujawnionego w źródłach XIV w. mieszczanina bądź wójta? Mimo tej niewiedzy nazwa zrosła się z Krakowem trwale, tyle że w gwarze krakowskiej wypowiadana była najczęściej jako „Kliparz”.
Kleparz – niespełniona obietnica Kazimierza Wielkiego
Powróćmy jednak do początków Kleparza. (...) Jakie (...) miejsce w strategii Kazimierza Wielkiego zajęła Florencja? Główny cel był tu identyczny jak w przypadku Kazimierza: wzmocnienie aglomeracji krakowskiej jako rdzenia Królestwa Polskiego. Warto popatrzeć na rekonstrukcję całego krakowskiego zespołu osadniczego. Aglomeracja, rozciągnięta na osi północ–południe, opiera się od południa o Wisłę i ufortyfikowane Wzgórze Wawelskie. Od wschodu i zachodu miasto skutecznie zabezpieczają starorzecza Wisły, nurt Rudawy i Prądnika oraz rozciągające się pomiędzy nimi bagna i stawy. Dość powiedzieć, że z tych kierunków miasto nigdy nie zostało skutecznie zaatakowane. Od północy przedpole Krakowa, suche i płaskie, pozbawione naturalnych przeszkód, było narażone na ewentualny atak i dlatego zostało wzmocnione przez Kleparz.
Kazimierz Wielki nie dotrzymał jednak obietnicy z aktu lokacji i nie otoczył miasta murem. Zapewne brakło na to czasu, bo w 1370 r. dość niespodziewanie król zmarł. Kolejni władcy nie przejawiali w tej sprawie determinacji i Kleparz do końca swego samodzielnego istnienia nie został obwarowany.
To nie walory obronne jednak były najważniejsze w planie władcy, a umiejętnie rozłożone pomiędzy trzy miasta (Kraków, Kazimierz, Kleparz) funkcje gospodarcze. Cóż takiego otrzymała zatem w fundacyjnym wianie Florencja? Otóż prawo do „budowania jatek mięsnych, kramów chlebnych, szewskich, kowalskich (…) zezwalamy wymienionym mieszczanom na warzenie i sprzedawanie piwa, miodów i innych napojów oraz na wożenie piwa (…). Chcemy też, aby co mieszczanie mieli wieczyście, swobodnie i spokojnie targ na zboże i inną żywność w każdy piątek”.
Tak ogłoszone prawa i przywileje Kleparza nie stanowiły żadnej konkurencji ani dla Krakowa, ani dla Kazimierza. Kupcy krakowscy, skoncentrowani na dalekosiężnej, wielkiej wymianie handlowej, nie celowali w lokalny handel żywnością. Przeciwnie – zbudowanie mechanizmu, który zapewni aprowizację żywności w Krakowie, było w ich interesie. Kleparz stał się zatem częścią miejscowego ekosystemu, którego przewaga nad współczesnym, zglobalizowanym handlem była taka, że system ten był samowystarczalny, stanowił sieć usług lokalnych. Miasto potrzebowało też wsparcia logistycznego dla obsługi ogromnej rzeszy obcych kupców, którzy przybywali do Krakowa często z krańców Europy i wraz z załogą – w ich wieloosobowych karawanach musieli się bowiem znaleźć woźnice i pachołkowie zbrojni. Potrzebowali oni bazy noclegowej, żywieniowej i „parkingów”, czyli stajni ze stajennymi, słomą, sianem i owsem, a także „serwisu”, czyli usług kowalskich dla zwierząt pociągowych i dla wozów. Buty po długich podróżach wymagały pomocy szewskiej, a nerwy stargane niebezpieczeństwami drogi powodowały, że duży zbyt miał w mieście alkohol. Tak oto Kleparz stał się miastem zajazdów i karczm oraz targów żywności, na które król dał przywilej w każdy piątek.
Kleparz coraz mocniej związany z Krakowem
Obok szewstwa rozwinęły się tutaj siodlarstwo, rymarstwo, paśnictwo i kaletnictwo, rzemiosła skórzane, mocno związane z obsługą potrzeb podróżnych. Rynek kleparski, mniejszy wprawdzie niż krakowski, miał sporą powierzchnię – ok. 140 × 160 m (22 000 m kw.), aby pomieścić ogromną liczbę gości i manewrujących wozów. Śladem tego placu jest dzisiejszy plac handlowy (tzw. Stary Kleparz), który jednak zajmuje tylko ok. jednej trzeciej powierzchni staropolskiego rynku. Na ten plac składała się jeszcze powierzchnia dzisiejszego Placu Matejki oraz blok zabudowy pomiędzy tym placem i Starym Kleparzem. (...)
Od zachodniej strony granicą miasta były posesje przy ul. Długiej (platea longa), która pod tą nazwą jest notowana już na początku XVI w. Od wschodniej strony miasto sięgało do ul. Zacisze, a od południa opierało się o krakowskie mury obronne pomiędzy bramami Floriańską i Sławkowską. Granica północna była nieregularna i biegła łamaną linią, od dzisiejszego Placu Słowiańskiego ku Kościołowi św. Floriana.
W mieście przeważała zabudowa drewniana, co z jednej strony sprzyjało pożarom (1476, 1528, 1587 w czasie oblężenia Krakowa przez arcyksięcia Maksymilana), z drugiej – ułatwiało odbudowę, bo surowiec ten był tani i łatwo dostępny. Większość mieszczan kleparskich była pochodzenia polskiego, co także odróżniało miasto św. Floriana od wielonarodowego i wielojęzycznego Krakowa. Wyjątek stanowili kupcy szkoccy, liczni na Kleparzu, co trzeba tłumaczyć kramarskim handlem, jakim tradycyjnie się parali, dobrze wpisującym się w charakter miasta. Populacja Kleparza była skromna w porównaniu z Krakowem, a nawet Kazimierzem. W momencie lokacji szacuje się ją na ok. 1000 mieszkańców, w połowie XV w. na 2000, a w pierwszej połowie XVI w., czyli w okresie najwyższego rozwoju miasta, dochodziła do 3000.
Po potopie szwedzkim (1655–1657) gruntownie zniszczone miasto wprawdzie się odbudowało, ale jednocześnie mocniej związało z Krakowem, od którego stało się jeszcze bardziej zależne. Mieszczanie kleparscy, odwrotnie niż kazimierscy, nie demonstrowali szczególnie swego patriotyzmu lokalnego. Nie dostrzegamy też jakiejś wybijającej się ponad przeciętność osobowości. Kleparzanie byli świadomi swej satelitarnej wobec Krakowa pozycji i nie podejmowali prób rywalizacji. Nie możemy też mówić o wykształceniu się jakiejś szczególnej dumy lokalnej. Przeciwnie – mieszczanie Kleparza widzieli często swoje kleparskie obywatelstwo jako trampolinę do sięgnięcia po obywatelstwo Krakowa. W trakcie procesu włączania do Krakowa, zapoczątkowanego podobnie jak w przypadku Kazimierza i pozostałych przedmieść krakowskich ustawą Sejmu Wielkiego „Prawo o miastach” z 18 kwietnia 1791 r., władze Kleparza bez szczególnych protestów, a nawet z zadowoleniem przyjęły swą inkorporację do Krakowa. Wydaje się, że od ponad 100 lat traktowali swoje miasto jako tak mocno powiązane z Krakowem, że włączenie doń nie wywołało sprzeciwów. Podobnie jak Kazimierz, Kleparz został przyłączony do Krakowa w 1802 r.
Stary Kleparz atrakcją turystyczną Krakowa
Nie wolno nam jednak popełnić błędu niedostrzegania kleparskiej tożsamości lokalnej. Była ona silna, ale wiązała się nie tyle z poczuciem prawnej odrębności, ile z wielopokoleniowo prowadzoną działalnością gospodarczą. Fenomenem kleparskim jest nieprzerwany detaliczny handel żywnością. W zbiorach Muzeum Krakowa zachowany jest obraz Teodora Baltazara Stachowicza z 1860 r. ukazujący targ na rynku kleparskim. Oglądający przede wszystkim zwracają uwagę na kipiące kolorami stroje włościan, tłum ludzi, koni i wielość wozów z towarami. Szczególnie uważny widz dostrzeże ledwie widoczny drobiazg na drugim tle: białą chorągiew łopoczącą na pomalowanym w biało-niebieskie pasy kilkumetrowym słupie. To szczegół niezwykle ważny, odnoszący się do istoty handlu kleparskiego. Dopóki chorągiew ta była wywieszona, konsumenci, głównie krakowscy mieszczanie, mogli zaopatrzyć się w towar sprzedawany detalicznie. Służące bogatszych patrycjuszy, ale też panie domu i miejska biedota tłumnie udawały się na Kleparz, aby „pod chorągwią” zrobić codzienne zakupy. Gdy chorągiew ze słupa ściągano, do gry wkraczali kupcy hurtowi, którzy nabywali większe ilości towaru. (...)
Żywym śladem, a zarazem kontynuacją tamtej tradycji jest plac handlowy działający w zachodniej części dawnego rynku kleparskiego. Jego wielowiekowa obecność spowodowała, że dla krakowian słowo „Kleparz” to synonim placu handlowego. (...)
Fenomenem tego placu jest jednak coś więcej niż handel. To zanikająca we współczesnych czasach relacyjność pomiędzy kupcami i ich klientami. Pytania takie jak: „A mamusia dzisiaj nie przyszła? Jak się czuje?” lub „Władek dzisiaj nie sprzedaje? Stało mu się coś?”, należą do miejscowego, kleparskiego rytuału. Współcześni kupcy Starego Kleparza są świadomi swojej głębokiej historii oraz potrzeby wzmacniania tutejszych rytuałów, czego świadectwem jest ich sztandar, poświęcony oczywiście w Kościele św. Floriana w 1999 r.
Po roku 2004, a szczególnie w czasie ostatniej dekady, Stary Kleparz został odkryty jako atrakcja turystyczna, plac handlowy położony najbliżej ścisłego centrum historycznego miasta Europy. Magnesem dla turystów jest nie tylko atmosfera miejsca, ale też dostęp do lokalnych produktów. W ostatnich latach Stary Kleparz to miejsce modne, wpisujące się w trend nowomieszczańskiego stylu życia. Obok straganów z jarzynami i wędlinami pojawiły się budki oferujące kieliszek dobrego wina i aromatyczną kawę. Spędzanie czasu w tym miejscu, niekoniecznie związane z robieniem zakupów, zyskało własną nazwę: „kleparzowanie”. Bogusław Kośmider, wieloletni przewodniczący Rady Miasta oraz wiceprezydent Krakowa (2018–2024), na swoim profilu facebookowym napisał 25 sierpnia 2025 r.: „Wakacje, wakacje i po wakacjach. Kleparzowanie czas zacząć. Najlepszy plac targowy, co najmniej środkowej Europy zwiedzany i wykorzystywany. Dużo znajomych i towarzyskie życie wre. Po krakosku”. Po „kliparsku” i po „krakosku”.
Książka Michała Niezabitowskiego „Kraków. Biografia miasta”, ukazała się w połowie października nakładem wydawnictwa Znak Horyzont, Kraków 2026. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji
dr Michał Niezabitowski – jest historykiem i muzealnikiem, adiunktem w Katedrze Historii XIX w. Instytutu Historii i Archiwistyki Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie, redaktorem naczelnym rocznika naukowego Muzeum Historycznego m. Krakowa „Krzysztofory”.