Popatrzmy, z jakiego elektoratu wywodzą się zwolennicy Konfederacji Korony Polskiej. Wszystkie badania opinii publicznej wskazują, że są to w większości byli wyborcy PiS, a po części Konfederacji Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka. Oznacza to, że właśnie dzięki założeniu przez Grzegorza Brauna swego ugrupowania notowania obu wymienionych partii spadają, zamiast rosnąć. Konfederacja Korony prawie zupełnie nie pozyskuje elektoratu formacji rządzących, natomiast skutecznie kanibalizuje inne podmioty po opozycyjnej stronie sceny politycznej.
Donaldowi Tuskowi i Koalicji Obywatelskiej wystarczy dziś straszenie Grzegorzem Braunem
Jeśli tak, to z powodu obowiązywania w naszym prawie metody d’Hondta skutkować to będzie zmniejszeniem liczby posłów obecnej opozycji w przyszłym Sejmie. Mówiąc najprościej, wspomniana metoda premiuje komitety zwycięskie, o wysokim poparciu w elekcji parlamentarnej (zwłaszcza w przypadku dużej liczby tzw. głosów zmarnowanych, czyli oddanych na komitety, które nie zdołały przekroczyć progu wyborczego). Jeśli zatem zamiast dwóch partii (PiS i Konfederacji), które dostałyby wysokie poparcie (np. 35 proc. i 15 proc.), prawica pójdzie do wyborów w czterech odrębnych komitetach (nie zapominajmy o Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego), to – po pierwsze – istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że któryś z tych podmiotów nie przekroczy progu, a po drugie, że nastąpi zjawisko „spłaszczenia” wyników (np. 25 proc. PiS, 10 proc. Konfederacja, 10 proc. Konfederacja Korony Polskiej i 5 proc. Rozwój Plus), co spowoduje, że premię za zwycięstwo zbierze Koalicja Obywatelska, a metoda d’Hondta „ukarze” partie opozycyjne.
Kolejnym powodem do radości zwolenników obecnej władzy z powodu sukcesów Brauna jest fakt, że ułatwia to prowadzenie kampanii Donaldowi Tuskowi i jego spin doktorom. Już teraz przebija się przekaz o walce z „trzema konfederacjami” oraz o de facto braku różnic między partiami Jarosława Kaczyńskiego i Brauna. Taka narracja to „polityczne złoto” dla KO i jej sojuszników. Wystarczy bowiem straszyć Braunem i utrwalić w opinii swoich zwolenników przekonanie, że brak zwycięstwa obecnej władzy w wyborach oznacza rządy antysemickie, antyeuropejskie i prorosyjskie, by skutecznie zapędzić do lokali wyborczych tych wyborców KO czy Lewicy, którzy nie są całkowicie zadowoleni z ostatnich trzech lat.
Donald Tusk kibicuje Grzegorzowi Braunowi?
A co, jeśli się mylę i prawicy uda się jednak zdobyć ponad 231 mandatów w przyszłym Sejmie? Otóż, w tym wypadku także sukcesy Brauna powinny cieszyć wyborców koalicji 15 października. Dlaczego? Bo trudno będzie sformować nowy rząd. Po pierwsze dlatego, że może nie chcieć tego sam Braun, który może kalkulować, że bardziej opłaca mu się nadal pozostać w opozycji. Po drugie, bo może tego nie chcieć Kaczyński. Oczywiście dla władzy jest w stanie zrobić wszystko (jak prawie każdy polityk), ale już dziś wiemy, że Amerykanie nie życzą sobie w nowym rządzie ugrupowania jawnie antysemickiego. Uzależnienie polskiej polityki od kaprysów Waszyngtonu jest powszechnie znane, a w przypadku akurat PiS nawet jeszcze bardziej ambarasujące. Jeśli bowiem polityka tej partii jest jawnie antyunijna i równie jawnie serwilistyczna wobec Amerykanów, to głos tych ostatnich może być rozstrzygający.
Czytaj więcej
Kto uważa, że prezydent nie ma prawa wetować tylu ustaw, jest po prostu ignorantem lub zaślepionym emocjami kibolem politycznym. Co więcej, gdyby t...
Załóżmy jednak, że i w tym aspekcie się mylę i do ukonstytuowania gabinetu z udziałem Konfederacji Korony Polskiej jednak dojdzie (innym rozwiązaniem jest parlamentarne wspieranie go w zamian za jakieś profity polityczno-biznesowe). Przecież taki nowy rząd byłby idealnym celem ataku dla nowej opozycji i wiele wskazuje, że nie utrzymałby się długo, przy okazji kompromitując swego patrona, jakim na pewno byłby prezydent Karol Nawrocki. Kwestią miesięcy byłby rozpad nowego rządu i przyspieszone wybory, w których opozycja miałaby duże szanse na powrót do władzy. Nie bez znaczenia byłoby i to, że ucierpiałby na całym zamieszaniu także prezydent, co mogłoby obniżyć jego szanse na reelekcję w 2030 r.
Może właśnie z tych wszystkich wymienionych powodów Tusk zdaje się ze spokojem patrzyć na sukcesy Brauna. Można nawet odnieść wrażenie, że po części im kibicuje, a może nawet pomaga w ich urzeczywistnianiu. Bo wie, że Konfederacja Korony Polskiej, chcąc nie chcąc, działa na korzyść obecnego układu rządowego. I tego spokoju (a nawet zadowolenia) premiera patrzącego na wzrost popularności Brauna (funkcjonalnego sojusznika KO) należy życzyć zwolennikom obecnej władzy.