„Rzeczpospolita” W tej kadencji odwołano już prezydentów Zabrza i Krakowa, a w tę niedzielę do tych miast dołączyła Częstochowa. Co się dzieje w polskich samorządach?

To na razie kilka przypadków, każdy z nich jest osobną historią. W Częstochowie prezydent miał na głowie CBA, w Zabrzu tlił się konflikt wokół piłkarskiego Górnika, a w Krakowie był Łukasz Gibała, który od 12 lat zwalczał rządzącą ekipę.

Prof. Jarosław Flis: Referenda w miastach to samorządowy wentyl bezpieczeństwa

Skoro twierdzi pan, że nic wielkiego się nie dzieje, to czemu tak się tymi głosowaniami interesujemy?

Bo okazuje się, że samorządowy wentyl bezpieczeństwa – mimo że jest fatalnie skonstruowany – jednak czasem działa. Co więcej, teraz mamy do czynienia z serią referendów w stosunkowo dużych miastach, gdzie prestiż i ogólnopolska uwaga są większe. Wiąże się to też z faktem, że w szczególności w Krakowie i Częstochowie, są to zwycięstwa wymęczone.

Czytaj więcej

Częstochowa odwołała prezydenta i radę miasta. Będą wybory

Wymęczone?

W miastach centralnych okręgów wyborczych siły, które są w opozycji, zwykle zupełnie nie radzą sobie z wyłanianiem kandydatów. Wystawia się albo w ostatniej chwili lokalnego posła, albo – gdy okoliczni parlamentarzyści nie mogą się dogadać – kogoś, kto jest możliwie mało szkodliwy dla nich. Jednocześnie jednak nieudany start w wyborach na prezydenta miasta może się stać otwarciem kariery na poziomie parlamentarnym. Widzieliśmy to na przykładzie Krakowa z Andrzejem Dudą. Posłowie nauczyli się więc, że przy wyłanianiu rywala dla urzędującego burmistrza najważniejsze jest to, by samemu nie stworzyć sobie konkurencji.

Częstochowa: Opozycja nie jest w stanie przedstawić sensownej kontrpropozycji względem obecnego prezydenta

Jakie to ma konsekwencje dla tych miast?

Jak się wystawia słabego konkurenta, to nawet słabi prezydenci są w stanie wygrać. A że rzeczywiście są słabymi prezydentami, to problemy narastają. W efekcie dochodzimy do sytuacji, w której opozycja co prawda nie jest w stanie przedstawić sensownej kontrpropozycji względem obecnego włodarza, ale potrafi się zjednoczyć, by go odwołać. PiS i Konfederacja trochę pomagały Gibale w zbieraniu podpisów w Krakowie, podobnie – myślę – było w Częstochowie. Poczekamy oczywiście na wyniki wyborów, ale nie jestem przekonany, że to miasto z perspektywami na sukces dla prawicy.

Mariusz Błaszczak pisze na portalu X, że „Polacy coraz głośniej i wyraźniej wyrażają swój sprzeciw wobec polityków i środowisk tworzących koalicję 13 grudnia!”. PiS ma się z czego cieszyć?

W Zabrzu i Krakowie ani kandydat PiS-u, ani kandydat Konfederacji nie weszli nawet do II tury. Opozycja zadowala się więc porażką przeciwnika, nawet jeśli ktoś inny faktycznie przejmuje władzę. W Krakowie prawica jako sukces może sobie zapisać to, że Gibała nie obejmie patronatem marszu równości. Biorąc pod uwagę, że to partie pretendujące do władzy, zadowalanie się takimi gestami jest zabawne. Ale na bezrybiu i rak ryba.

W Częstochowie będzie kolejne starcie partii Razem i Nowej Lewicy?

Co się może wydarzyć w Częstochowie?

W 2024 r. Krzysztof Matyjaszczyk wygrał w II turze z Moniką Pohorecką z PiS-u, która wtedy uzyskała 42 proc. Od tego czasu notowania tej partii znacząco spadły, więc może dojdzie do jakiejś współpracy z Konfederacją. Kolejną sprawą jest, czy zobaczymy kolejną odsłonę pojedynku Nowej Lewicy z Razem – w końcu to największe miasto, gdzie ci pierwsi dotąd rządzili. No i pytanie o Koalicję Obywatelską – czy zadowoli się wystawieniem kogokolwiek, czy może wystartuje Izabela Leszczyna, tak jak w 2010 r.? W każdym razie zaczyna się nowa gra, w której PiS i Konfederacja nie są faworytami. Inna sprawa, że wygrana po udanym referendum to też nie jest droga usłana różami. W 2013 r. odwołano prezydenta Elbląga, wybrano nowego, który jednak kolejne wybory przegrał.

Czytaj więcej

Donald Tusk skomentował referendum w Częstochowie. „Prezydenta wyprowadzono, gdy jestem premierem”

Czy widzi pan jeszcze jakieś miasta w Polsce, w których słaby prezydent może być odsunięty przez zjednoczoną opozycję?

Żeby takie referendum się udało, musi dojść do wyraźnych wtop. Żeby je zidentyfikować, trzeba dobrze znać lokalną sytuację. Druga sprawa – musimy mieć do czynienia z prezydentami, którzy wygrali w II turze, bo wówczas frekwencja potrzebna do odwołania włodarza jest niższa. I mamy całą grupę miast – np. Gliwice czy Zabrze – gdzie frekwencja w wyborach samorządowych jest na tyle niska, że zmobilizowany elektorat ogólnokrajowej opozycji, który nie brał udziału w wyborach samorządowych, jest w stanie odwołać prezydenta miasta. Siły rządzących i opozycji są tam mniej więcej wyrównane, a część wyborców traktuje referenda jako pojedynek o pole position przed ważniejszymi wyborami – parlamentarnymi.

Rozmówca

Jarosław Flis

Profesor socjologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zajmuje się socjologią polityki i analizą procesów politycznych, zwłaszcza wyborów