Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego mit o tanich i gorszych produktach z Chin jest już nieaktualny w kluczowych branżach.
  • Jaka jest skala konkurencji z Chin i które sektory polskiej gospodarki są na nią najbardziej narażone.
  • Gdzie tkwią przyczyny słabnącej konkurencyjności Europy, wykraczające poza politykę handlową Pekinu.
  • Jakie strategie, od zmian w regulacjach po patriotyzm gospodarczy, mogą wzmocnić europejskie firmy.

Już prawie 400 grup towarów, które do Polski trafiają z Chin, w sposób bezpośredni zagrażają krajowej produkcji. Taki wniosek, na bazie tzw. barometru importowego, wysnuli ekonomiści Credit Agricole. W praktyce oznacza to, że co trzeci towar sprowadzany z Państwa Środka stanowi bezpośrednią konkurencję dla polskich firm.

To problem, z którym od lat mierzy się m.in. branża AGD. Z tym że jak zauważa Wojciech Konecki, prezes Ogólnopolskiego Związku Producentów AGD i HVAC (APPLiA Polska), jeszcze zanim na rynku pojawiły się lodówki, pralki czy chłodziarki z Chin, była już w Polsce obecna konkurencja z Japonii, Korei czy Turcji.

Czytaj więcej

Przemysł post-PRL umiera. Spada produkcja wódki, węgla i traktorów

– Firmy polskie lub europejskie, a nawet same marki były przejmowane przez korporacje spoza naszego kontynentu. Jesteśmy zatem przyzwyczajeni do wyzwań, a nawet ostrej walki rynkowej – mówi.

Chińskie nie znaczy gorsze

Dodaje przy tym, że produkty chińskie nie ustępują już jakościowo towarom europejskim. – Produkty sprowadzane z Chin wcale nie są dramatycznie tańsze od innych i wcale nie reprezentują niższej jakości. Konkurencja zatem jest ożywiająca – wskazuje Konecki, podkreślając jednocześnie, że należy zachować „wszelkie obowiązujące wszystkich przepisy, obostrzenia i regulacje”.

To właśnie sedno sporu między firmami europejskimi a chińskimi. UE zarzuca Pekinowi, że ten subsydiuje lokalną produkcję oraz nie przestrzega równie wyśrubowanych standardów produkcji – w kwestii np. praw pracowników czy środowiska – jak firmy z Europy.

W efekcie produkcja europejska, w tym polska, nie wytrzymuje presji ze strony znacznie tańszej produkcji azjatyckiej. Jakub Bińkowski, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, ocenia skutki chińskiej ekspansji gospodarczej wręcz jako „katastrofalne dla Polski i Europy”.

– Od lipca, w ciągu niespełna czterech miesięcy, zniknęło ponad 50 tys. miejsc pracy w europejskim przetwórstwie przemysłowym, a z polskiej gospodarki wyparowało 3,5 mld euro wartości dodanej – przytacza dane ekspert ZPP.

Czytaj więcej

Rośnie handlowe uzależnienie Polski od Chin. Deficyt się pogłębił

Wskazuje przy tym, że polski rząd – ograniczony faktem, że polityka handlowa jest wyłączną kompetencją UE – może i powinien wspierać krajowe firmy w ramach racjonalnej polityki przemysłowej i zakupowej. – Poza prostą preferencją dla polskich podmiotów powinny być uwzględniane również takie czynniki, jak np. bezpieczeństwo zamawianych produktów – przekonuje Bińkowski.

Luzujmy restrykcje europejskie

Przedstawiciel branży AGD apeluje jednak, żeby wyrównywać warunki konkurencji nie poprzez nakładanie kolejnych obostrzeń na produkcję chińską, ale żeby luzować regulacje dla produkcji europejskiej.

– Bardzo by pomogło zaniechanie wprowadzania przez własnych decydentów regulacji, które powodują obniżenie opłacalności produkcji. Kuriozalne jest wprowadzanie prawa przeciwko lokalnym europejskim przedsiębiorcom, a później wprowadzanie deregulacji – zauważa Konecki z APPLiA Polska.

W podobnym tonie wypowiada się Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, który zwraca uwagę, że nadrzędnym zadaniem administracji publicznej jest „nie szkodzić”. Wskazuje też, że słabość Europy leży w braku innowacyjnych produktów, bo firmy w UE zamiast rozwojem oferty zajmują się „licznymi celami okołobiznesowymi”, które są wymuszane na przedsiębiorstwach.

Czytaj więcej

Czy cementownie znikną z Polski?

– Przez ostatnie 30 lat zbyt mało stworzyliśmy nowych produktów, które zapewniałyby Europie trwałe przewagi konkurencyjne – zauważa. Wylicza przy tym, że import z Chin do Europy i Polski to m.in. efekt wysokiej konkurencyjności chińskiej gospodarki opartej o ogromne nakłady inwestycyjne, które dochodzą tam do 40 proc. PKB, gdy w Polsce są rzędu 18-20 proc. PKB.

Local content na poziomie UE

Jako remedium na nadmierną ekspansję chińską w Europie, przedstawiciel Pracodawców RP wskazuje na patriotyzm gospodarczy.

– Powinniśmy tworzyć atmosferę „buy European” i promować local content. Szczególnie w przetargach publicznych należy uwzględniać korzyści gospodarcze z realizacji zamówienia w Polsce czy UE, a nie kierować się tylko kryterium ceny – mówi Sobolewski.

W sierpniu 2026 r. udział Chin w polskim imporcie sięgnął już 16 proc. (drugi pod względem wielkości kierunek importu po Niemczech). Jeszcze w 2016 r. było to 12,1 proc., a w 2012 r. – 8,9 proc.