Problem rosnącej zależności towarowej Unii Europejskiej od produkcji azjatyckiej, w tym głównie chińskiej, jest w Brukseli dobrze znany. W lipcu 2026 r. Komisja Europejska zaprezentowała tzw. nowy barometr importowy, który ma wychwytywać grupy towarów, które są szczególnie narażone na chińską konkurencję. Barometr wskazuje produkty, których import spoza UE rokrocznie rośnie przy jednoczesnym spadku ich cen. Takie okoliczności rynkowe prowadzą do nadmiernego importu z Azji, zamykania fabryk europejskich, a w konsekwencji do pogłębiania się deficytu handlowego między obiema gospodarkami. We wrześniowym orędziu o stanie UE przewodnicząca KE Ursula von der Leyen przypomniała, że każdego dnia deficyt po stronie unijnej w handlu z Chinami pogłębia się o 1 mld euro.

Z poziomu unijnego na poziom polski barometr importowy sprowadzili ekonomiści Credit Agricole. Główny wniosek? Wzrost presji ze strony importu z Chin ma szeroki zakres i nie ogranicza się do pojedynczych grup produktowych.

Czytaj więcej

Ukraina to wzorowy partner handlowy. Eksport rośnie, import maleje

Prawie 400 grup towarowych na liście

Jak wynika z analizy, jeszcze w 2024 r. liczba tzw. kodów CN (grupujących towary wg rodzaju, przeznaczenia oraz składu surowcowego), które spełniały przyjęte kryteria, utrzymywała się na względnie stabilnym poziomie ok. 150-160. Od wiosny 2025 r. zaczęła jednak szybko rosnąć, osiągając maksimum na poziomie 473, by w sierpniu ukształtować się na poziomie 398. W praktyce oznacza to, że obecnie ok. 32 proc. towarów sprowadzanych do Polski z Chin spełnia kryteria, wedle których są one zagrożeniem dla krajowych producentów.

„Co więcej, roczny przyrost wartości importu z Chin w ramach zidentyfikowanych kodów zwiększył się z ok. 0,7 mld euro w połowie 2024 r. do ok. 2,8 mld euro obecnie. Oznacza to, że pomimo niewielkiego obniżenia liczby zagrożonych grup towarowych w ostatnich miesiącach skala presji importowej pozostaje znacząca” – piszą ekonomiści Credit Agricole.

Czytaj więcej

Rośnie handlowe uzależnienie Polski od Chin. Deficyt się pogłębił

KE ogranicza zakupy indywidualne

Wdrożenie barometru importowego to kolejny krok KE w walce z tanią produkcją chińską. Celem tego akurat narzędzia nie jest jednak blokowanie zagranicznych dostawców, lecz wskazanie branż, które są najmocniej eksponowane na konkurencję z Azji. Problem dotyczy nie tylko handlu hurtowego, ale też detalicznego. W lipcu weszły w życie przepisy znoszące zwolnienie z cła za towary wwożone do UE w przesyłkach o niewielkiej wartości, tj. do 150 euro, co ma zahamować tzw. drobny import z Chin. KE szacuje, że w 2024 r. takich drobnych przesyłek towarowych każdego dnia do Europy trafiało ok. 12 mln. Od lipca opłata wynosi 3 euro za każdy kod towarowy.

Przekierowanie chińskiego strumienia eksportowego z USA do Europy (w ślad za cłami nałożonymi przez Waszyngton) coraz mocniej odczuwają polscy producenci. Tylko w 2025 r. import z Państwa Środka do Polski urósł o ponad 13 proc. Kraj odpowiada już za 16 proc. naszego importu – w ciągu roku odsetek ten wzrósł o 0,9 pkt. proc. Chiny stały się drugim największym, po Niemczech, kierunkiem naszego importu w 2014 r., gdy prześcignęły Rosję.

Czytaj więcej

Już nie miliardy, a biliony. Od 20 lat Niemcy napędzają polską gospodarkę

Na liście m.in. odzież, maszyny i elektronika

W omawianym badaniu ekonomiści Credit Agricole zwracają uwagę, że w strukturze zidentyfikowanych kodów CN zagrażających polskiej produkcji na szczególną uwagę zasługuje duże zróżnicowanie sektorowe. „Największą liczbę produktów spełniających kryteria barometru odnotowaliśmy w przypadku tekstyliów, odzieży i obuwia (77 kodów), maszyn i urządzeń mechanicznych (60) oraz urządzeń elektrycznych i elektroniki (41)” – czytamy w analizie.

Autorzy badania wskazują, że z perspektywy krajowego przemysłu szczególnie istotny jest wzrost presji importowej w branżach, w których Polska posiada silną pozycję eksportową. Chodzi o produkcję mebli, sprzętu AGD czy wyrobów z tworzyw sztucznych.

„Rosnąca konkurencja ze strony chińskich dostawców może zatem stanowić wyzwanie dla polskich producentów nie tylko ze względu na utratę części udziałów w rynku krajowym, lecz również konieczność dostosowania cen oferowanych produktów, co może negatywnie oddziaływać na ich rentowność” – konkludują ekonomiści Credit Agricole.