Jak podał dziś Główny Urząd Statystyczny, po sierpniu deficyt handlowy Polski w obrotach towarowych wynosi 27,9 mld zł. Składa się na to eksport o wartości 1 bln 93 mld zł oraz import o wartości 1 bln 121 mld zł. W porównaniu z analogicznym okresem 2025 r. eksport wzrósł o 7,0 proc., a import o 7,5 proc.

Czytaj więcej

Wojna Trumpa uderza w banany. Najpopularniejszy owoc Ameryki zagrożony

Eksport głównie do UE

Z danych GUS wynika, że udział krajów rozwiniętych w polskim eksporcie ogółem wyniósł 87,3 proc. (w tym UE 74,8 proc.), wobec odpowiednio 87,4 proc. (w tym UE 75,1 proc.) rok temu. Z krajami Europy Środkowo-Wschodniej mamy znacznie mniejsze obroty towarowe, które stanowią raptem 4,7 proc. naszego eksportu. Najwięksi obecnie odbiorcy naszego eksportu to Niemcy, Czechy, Francja, Wielka Brytania oraz Holandia.

Dodatnie saldo w obrotach z krajami rozwiniętymi wyniosło 227,1 mld zł, w tym z krajami UE – 235,0 mld zł. Ujemne saldo odnotowano z krajami rozwijającymi się – 292,1 mld zł. W zdecydowanej większości odpowiadają za to Chiny, które są drugim z najważniejszych dla polskiej gospodarki kierunkiem sprowadzania towarów. Więcej kupujemy jedynie z Niemiec. Ponadto liczący się udział w polskim imporcie ma USA, Włochy i Holandia.

Czytaj więcej

Brytyjskie drzwi do G20 wciąż przymknięte. „Rozumiemy zainteresowanie Polski”

Import z Chin dogania import z Niemiec

Import z Państwa Środka w okresie styczeń-sierpień 2026 r. wyniósł 179,8 mld zł, co skutkowało zwiększeniem udziału w porównaniu do analogicznego okresu 2025 r. o 0,9 pkt proc. Obecnie już 16,0 proc. towarów, które sprowadzamy z zagranicy pochodzi z Chin. Tu liderem od lat pozostają Niemcy, ale różnica ta się zaciera – przewaga Niemiec to już jedynie 2,5 pkt proc.

Rosnąca rola drugiej gospodarki świata w strukturze handlu jest wyzwaniem nie tylko dla Polski, ale dla całej UE. Deficyt w handlu na linii UE–Chiny sięga 1 mld euro dziennie. Bruksela obawia się, że tańsza – bo dotowana przez rząd – produkcja chińska wyprze produkcję unijną, co doprowadzi do uzależnienia konsumentów i firm w UE od Chin. Najmocniej kwestia ta widoczna jest w przypadku samochodów elektrycznych i hybrydowych.