Wciąż nie wiadomo, czy Polska zachowa miejsce przy stole G20 w przyszłym roku. Do grudniowego szczytu w Miami polscy politycy mają zagwarantowany udział w pracach grupy dzięki wstawiennictwu gospodarzy, czyli USA. Może się jednak okazać, że przygoda z dyplomatyczną Ligą Mistrzów potrwa zaledwie rok – o tym czy i w jakiej formule Warszawa będzie uczestniczyć w spotkaniach najważniejszych gospodarek świata w 2027 r., leży w gestii Wielkiej Brytanii, która za dwa miesiące przejmuje przewodnictwo w formacie.
Decyzja później niż spodziewał się nasz rząd?
Z ustaleniem listy gości rząd w Londynie się jednak nie spieszy. Jak informuje nas brytyjski MSZ, przygotowania do przewodnictwa w G20 „trwają”, ale „prace wciąż są na wczesnym etapie”.
Czytaj więcej
Wybuch wojny w Ukrainie oraz doproszenie Polski do prac Grupy G20 zepchnęły na dyplomatyczny margines Inicjatywę Trójmorza, flagowy projekt prezyde...
„Nie zapadły jeszcze decyzje dotyczące wielu kwestii, w tym udziału państw zaproszonych” – czytamy w przesłanym nam komentarzu.
Wydaje się więc, że Warszawa nie pozna decyzji Londynu w terminie, który zakładał polski rząd. Na początku września minister gospodarki i finansów Andrzej Domański przekazał „Rzeczpospolitej”, że decyzja powinna być ogłoszona przed posiedzeniem G20 w Bangkoku, czyli do połowy października.
„Obecnie nie możemy komentować możliwego terminu podjęcia decyzji dotyczących udziału państw zaproszonych ani rozmów prowadzonych w tej sprawie między rządami” – pisze w odpowiedzi na pytania „Rz” brytyjski MSZ.
Warszawa lewarem Londynu w rozmowach z UE?
Przemysław Biskup, ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, wskazuje, że szanse Polski na bycie ponownie zaproszonym do stołu G20 rosną ze względu na nowe otwarcie Wielkiej Brytanii na relacje z Unią Europejską. – Obecny rząd brytyjski szykuje się do resetu z UE. Polska jest istotnym państwem Unii, więc Wielka Brytania może chcieć szukać wsparcia Polski w negocjacjach z UE – mówi.
Podkreśla też wagę nowego dwustronnego otwarcia dyplomatycznego. W maju premierzy Donald Tusk i Keir Starmer podpisali Traktat o Partnerstwie w Dziedzinie Bezpieczeństwa i Obronności. – Zaproszenie Polski do dalszych prac G20 wpisywałoby się więc w realizację tego traktatu i uwiarygadniałoby w oczach Polski Wielką Brytanię jako partnera strategicznego – zauważa analityk PISM.
Jako kolejne argumenty za korzystnym dla nas werdyktem wskazuje kwestie kontynuacji agendy politycznej G20 po prezydencji USA i status Polski jako gospodarczego wzoru dla państw rozwijających się. – Przedłużenie obecności Polski pokazałoby jednolity kierunek, który globalnej polityce chce nadać USA we współpracy z Wielką Brytanią – zauważa Biskup. – Polska to też „success story” transformacji ustrojowej. Pokazywanie naszego ogromnego skoku gospodarczego i społecznego mogłoby działać na wyobraźnię wielu państw w Azji, Afryce czy Ameryce Południowej – dodaje.
Tę narrację już uprawiają przedstawiciele Polski podczas posiedzeń G20 w USA. Zarówno minister gospodarki i finansów Andrzej Domański, jak i prezes NBP Adam Glapiński podczas swoich wystąpień we wrześniu w Asheville podkreślali, że Polska w ciągu 30 lat przeszła długą drogę od jednego z najbiedniejszych krajów Europy do obecności na liście 20 największych gospodarek świata.
Znamy priorytety agendy G20 w 2027
Argument pt. „Polska jako wzór wzrostu gospodarczego” może faktycznie trafić na żyzny grunt. Jak się dowiedzieliśmy, agenda tematyczna na 2027 r. będzie przez Brytyjczyków budowana wokół tematów, w których Polska ma wiele do powiedzenia i przekazania krajom, które dopiero zaczynają wchodzić na ścieżkę przemian ustrojowych i rynkowych. To o tyle istotne, że już obecne przewodnictwo Amerykanów podkreśla konieczność utrzymania wagi G20 jako przede wszystkim bloku gospodarczego, a nie politycznego.
„Wielka Brytania chce wykorzystać swoje przewodnictwo do wspierania wzrostu gospodarczego, handlu, inwestycji i współpracy międzynarodowej” – pisze brytyjski MSZ o swoim pomyśle na G20 w 2027 r.
Zabiegi dyplomatyczne Warszawy zmierzające do utrwalenia naszej obecności wśród najważniejszych krajów globu też nie pozostają w Londynie niezauważone.
Czytaj więcej
Warszawa będzie miała możliwość kształtowania pozycji UE i NATO w bezpośrednich negocjacjach z rosyjskim dyktatorem, jeśli ten faktycznie będzie ob...
„Dostrzegamy imponujący rozwój gospodarczy Polski i jej rosnącą rolę międzynarodową. Rozumiemy również zainteresowanie Polski ściślejszą współpracą z G20” – komentuje brytyjski rząd.
Kolejny kraj „bogatego Zachodu”. To plus czy minus?
Ponowne doproszenie Polski do prac G20 byłoby wzmocnieniem głosu krajów reprezentujących cywilizację zachodnią wobec państw „globalnego Południa”. Zdania analityków, czy w kontekście decyzji Londynu działa to wobec Polski na plus czy minus, są podzielone.
– W momencie, w którym tworzą się nowe bloki międzynarodowe – rosnące w siłę Chiny, niestety nadal trzymająca się Rosja oraz USA odchodzące od roli światowego lidera – kolejny europejski, silny gospodarczo kraj, mający dużą wspólnotę interesów z Wielką Brytanią może być dla nich na wagę złota – ocenia Jakub Drożdż, ekspert Instytutu Dyplomacji Gospodarczej.
– Wybór Polski wzbudziłby pytania – szczególnie ze strony rządzących w Wielkiej Brytanii polityków lewicy – dlaczego znów buduje się blok z przewagą Europy, kosztem Azji czy Afryki. W Polsce możemy się postrzegać jako kraj dopiero „z aspiracjami”, reprezentujący gospodarki rozwijające się, ale w perspektywie globalnej jesteśmy traktowani jako państwo „bogatego Zachodu” – ocenia z kolei Przemysław Biskup, ekspert PISM.
Powody, dla których Londyn może być sceptyczny
Analitycy podkreślają jednocześnie, że tegoroczna obecność Polski na G20 to przede wszystkim efekt uprzejmości prezydenta USA, Donalda Trumpa, a nie potwierdzenie silnej pozycji Warszawy na geopolitycznej mapie świata. Jak przypomina Drożdż z IDG, tegoroczne zaproszenie ma wydźwięk personalny, podyktowany sympatią Trumpa do Polski oraz jego niechęcią do RPA, które – mimo statusu członka G20 – z obrad w 2026 r. zostało wykluczone.
– To specyficzne upolitycznienie naszej obecności związane z osobistą decyzją Trumpa może sprawić, że Wielka Brytania będzie spoglądać na zaproszenie Polski mniej przychylnym okiem – zauważa Drożdż.
Biskup z PISM ocenia z kolei, że utrzymywanie Polski jako stałego gościa mogłoby podważać w oczach niektórych jego państw członkowskich sens formatu. – Jeśli te same państwa będą zapraszane co roku jako goście szczytów G20, to de facto G20 zacznie przekształcać się w G30, co może być postrzegane jako podważanie pozycji jego dotychczasowych członków – zauważa Biskup.
W tym roku, na zaproszenie Waszyngtonu, pracom najpotężniejszych krajów świata z bliska przygląda się Azerbejdżan, Finlandia, Holandia, Irlandia, Kazachstan, Norwegia, Katar, Singapur, Wietnam, ZEA oraz Hiszpania. Ten ostatni kraj uczestniczy w posiedzeniach G20 nieprzerwanie od 2008 r. O podobny statut „permanentnego gościa” walczy Polska. Formalnie i Madryt, i Warszawa w Grupie G20 są reprezentowane przez Unię Europejską, która wraz z Unią Afrykańską jest nienarodowym stałym członkiem tego formatu.