Prezydent Rosji Władimir Putin został zaproszony na grudniowy Szczyt G20 w Miami – taką informację na marginesie zakończonego w piątek 81. Ogólnego Posiedzenia ONZ przekazał amerykański sekretarz stanu, Marco Rubio. Ten zaskakujący ruch amerykańska administracja tłumaczy „otwartością na rozmowy z Moskwą o Ukrainie”.
Stany Zjednoczone przewodzą pracom G20 w tym roku, więc Waszyngton ma wolną rękę nie tylko w kształtowaniu kalendarza i agendy spotkań, ale również doboru uczestników. Mimo to chęć goszczenia w Miami Putina wywołuje kontrowersje, bo Rosja, choć jest pełnoprawnym członkiem formatu, to od czasu rozpętania wojny z Ukrainą w 2022 r., trzyma się na uboczu spotkań Grupy.
Czytaj więcej
Rosyjskie linie lotnicze tracą samoloty z braku serwisu i dostępu do części zamiennych. Kreml kolęduje po „zaprzyjaźnionych krajach”, szukając pomo...
Amerykańsko-rosyjska odwilż
Choć w latach 2022-2025 rolą gospodarza G20 piastowały kraje „Globalnego Południa”, które dla Moskwy stały się geopolityczną alternatywą wobec zerwanych więzi z Zachodem, to ani w Indonezji, ani w Indiach, ani w Brazylii, ani w Południowej Afryce rosyjskiego dyktatora nie było. Potencjalny przylot Putina do Miami byłby więc jego pierwszą fizyczną obecnością na spotkaniu najpotężniejszych krajów świata po lutym 2022 r.
Swoją decyzję o nieuczestniczeniu w szczycie w Rio de Janeiro w 2024 r. dyktator tłumaczył tym, że jego obecność „zrujnowałaby” spotkanie, a rozmowy prawdopodobnie koncentrowałyby się na nakazie aresztowania go wydanym rok wcześniej przez Międzynarodowy Trybunał Karny w związku z zarzucanymi mu zbrodniami wojennymi na Ukrainie. Teraz rosyjski dyktator może wrócić na salony i to w kraju będącym liderem świata zachodniego. Stany Zjednoczone nie są jednak sygnatariuszem Statutu Rzymskiego ani częścią MTK, a tym samym nie mają obowiązku aresztowania Putina, gdy ten postawi stopę na terytorium USA. O tym, że pochodzącemu z Sankt Petersburga satrapie nic nie grozi po lądowaniu w USA, przekonaliśmy się w sierpniu 2025 r., gdy do spotkania Trumpa z Putinem doszło na Alasce. To do dziś jedyna oficjalna wizyta rosyjskiego prezydenta w kraju zachodnim od czerwca 2021 r. i spotkania z Joe Bidenem w Szwajcarii.
Pierwsze oznaki mniej restrykcyjnego traktowania Rosji przez amerykańską dyplomację w kontekście G20 nastąpiły we wrześniu, gdy na spotkaniu ministrów finansów krajów G20 w Asheville dość niespodziewanie pojawił się Anton Siłuanow, minister finansów Rosji. Także dla niego była to pierwsza fizyczna obecność na zjeździe G20 od 2022 r. W Asheville został on jednak uznany za persona non-grata przez przedstawicieli państw UE, którzy m.in. odmówili tradycyjnego, wspólnego zdjęcia uczestników zjazdu, o ile do fotografii miałby pozować również Siłuanow.
Czytaj więcej
Bez kontraktów gospodarczych, ale ze wzmocnioną pozycją Polski w świecie – tak efekty obecności polskiej delegacji na posiedzeniu Grupy G20 ocenia...
Europa sceptyczna
Do propozycji spotkania Trumpa z Putinem w grudniu już odniósł się Kreml, który poinformował, że docenia to „życzliwe” zaproszenie, ale nie podjął jeszcze decyzji o obecności Putina w Miami. Bardziej konkretne wypowiedzi padły z ust choćby wysokiej przedstawicielki UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Kai Kallas. W rozmowie ze Sky News Estonka nazwała ten ruch Białego Domu „ewidentnie błędną drogą”. Część polskich komentatorów ocenia jednak, że pozycja UE dzięki temu może stać się silniejsza, bo USA chcą włączyć europejską wspólnotę do rozmów o pokoju we wschodniej Europie.
– To dobrze, że USA poszerzają kanały komunikacji, zamiast dogadywać się z Putinem bezpośrednio i bez udziału państw UE. Unia Europejska powinna przyjąć chłodną i pragmatyczną postawę wycelowaną na osiąganie konkretnych ruchów deeskalacyjnych ze strony Rosji. Nie powinna z góry torpedować rozmów z Putinem – wskazuje Jacek Płaza, ekspert Klubu Jagiellońskiego.
– Jeśli jednak gotowość do kompromisu ze strony Rosji będzie tylko pozorowana, to reakcja UE powinna skutkować asertywną odpowiedzią. Tak, aby nie pozwalać Rosji legitymizować się na tego typu szczytach, ani nie tworzyć wrażenia otwartości UE na rozmowy, kiedy Rosja nie jest skłonna do ustępstw – dodaje Płaza.
Czytaj więcej
Polska przystąpi do prowadzonego przez Bank Światowy programu wymiany informacji o wzajemnych zobowiązaniach finansowych – poinformował „Rzeczpospo...
Wizerunkowe wyzwanie dla polskiej dyplomacji
Swój pogląd na sprawę musi też wypracować Warszawa. W tym roku, na zaproszenie strony amerykańskiej, Polska bierze udział w pracach i zjazdach G20 jako pełnoprawny członek formatu. Flaga Polski jest jedną z 19 widocznych na oficjalnej stronie internetowej tegorocznej prezydencji i bezpośrednio sąsiaduje z flagą rosyjską (brakuje flagi RPA, którą Amerykanie wykluczyli z tegorocznych posiedzeń G20). Wiadomo już, że w grudniu w Miami obecny będzie prezydent Karol Nawrocki.
Prezydencki minister Marcin Przydacz na antenie Radia Zet jasno powiedział, że „nie wyobraża sobie” sytuacji, w której Nawrocki musiałby podawać rękę Putinowi. Przypomniał też, że „prezydent Nawrocki jest na liście ściganych Putina, więc próba jakichkolwiek interakcji byłaby skazana na porażkę”.
Sceptycznie do obecności rosyjskiego samowładcy w Miami podchodzi również premier Donald Tusk, który ocenił, że takie otwarcie dyplomatyczne ze strony Waszyngtonu może być przez Rosję potraktowane jako „zachęta do kontynuowania swojej agresywnej polityki”. – Kapitulacja Ukrainy wymuszona przez kogokolwiek byłaby tragedią innych narodów. Byłbym szczęśliwy, gdyby inicjatywa prezydenta Donalda Trumpa zbliżyła nas do pokoju, ale mam obawy – powiedział szef polskiego rządu.
W ocenie Płazy, jeśli Putin faktycznie zasiądzie przy stole z innymi liderami największych gospodarek świata, w tym z prezydentem Karolem Nawrockim, to Polska może na tym zyskać. Warszawa otrzyma bowiem możliwość nie tylko udziału, ale też kształtowania pozycji bloku UE i bloku NATO w rozmowach z rosyjskim agresorem.
– Krótkoterminowo może to rodzić wizerunkowe wyzwanie, ale włączanie się do negocjacji dotyczących zakończenia wojny jest i powinno być celem Polski – tłumaczy analityk Klubu Jagiellońskiego.
Przypomina przy tym, że pozycja Rosji w G20 jest wciąż mocniejsza niż Polski, „więc nie możemy decydować, kto na szczyty jest zaproszony”, ale powinniśmy korzystać z możliwości zasiadania przy wspólnym stole negocjacyjnym.