„Rzeczpospolita”: Od sobotniego wieczora słyszymy – z jednej strony – że w Trybunale Konstytucyjnym „dokonuje się zamach stanu”, a z drugiej – że „innej drogi nie ma”. Co obywatel ma z tego rozumieć?

Krzysztof Izdebski, Fundacja Batorego: W zasadzie nic. Cała ta sytuacja jest bardzo trudna do pojęcia dla osób, które od wielu lat śledzą losy TK, a co dopiero dla tzw. normalsów. Krzyczenie o „zamachu stanu” uważam za nieuprawnione. Można oczywiście przywoływać jego definicję, ale trzeba wziąć pod uwagę, że prezydent przez wiele miesięcy powstrzymywał się przed realizacją konstytucyjnego obowiązku przyjęcia ślubowania od przynajmniej czwórki sędziów wybranych w marcu. Sytuacja nie jest zatem czarno-biała.

Krzysztof Izdebski z Fundacji Batorego:  Być może o to chodzi w „demokracji walczącej”

To więc przywracanie praworządności?

To, co obserwujemy, to raczej odbijanie czy przejmowanie Trybunału z rąk Bogdana Święczkowskiego. Sądzę, że rządzący mają świadomość, iż ich działania nie doprowadzą do stanu, w którym TK będzie wykonywał swoje obowiązki w sposób neutralny, mając do tego społeczny mandat. Być może o to chodzi w „demokracji walczącej”, ale w mojej, prawniczej bańce, nie widzę entuzjazmu dla takich działań.

Czytaj więcej

Paweł Kapusta: Święto zmarłej demokracji, czyli jak leczyć trybunał kordonem i pałą

Rozumiem, że pańskim zdaniem dla sprawnego działania Trybunału ważniejsze od spełnienia wszystkich zapisów ustawowych jest przywrócenie jego legitymizacji w oczach obywateli?

Dokładnie. W tej chwili, mówiąc bardzo ogólnie, nikt nie ma racji w 100 proc., ale nawet jej posiadanie nie jest kluczowe. Dziś TK jest uznawany za organ upolityczniony i nie wiem, jak po tym wszystkim, co oglądamy, miałoby się to zmienić. Chyba już lepszym scenariuszem byłoby powolne wygaszanie jego działalności niż takie próby odzyskania go.

Krzysztof Izdebski: W TK czeka nas dalsza eskalacja. Prezydent ma swoje instrumenty

A nie chodziło przypadkiem tylko o to, żeby po prostu zmobilizować wyborców obu obozów?

Być może patrzę na to naiwnie, ale mnie jednak chodzi o przywrócenie zaufania do szeroko rozumianego prawa i wymiaru sprawiedliwości, szczególnie że przez lata temperatura sporów wokół niego nie była jednak tak wysoka. Teraz zdecydowano się na agresywne ruchy, które rzeczywiście konsolidują. Obie strony zademonstrowały pokaz siły. Donald Tusk użył do tego policyjnej mobilizacji i wątpliwej jakości prawnych wytrychów, a Karol Nawrocki ostentacyjnie przerwał zagraniczną podróż.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Czeka nas dalsza eskalacja?

Niestety tak. Prezydent ma swoje instrumenty – może częściej wetować, ma także wpływ na wybór prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Obóz prawicy może również próbować wpływać na postawę Amerykanów. Ambasador Tom Rose zamieścił wpis, w którym nikogo wprost o chaos nie oskarżył, ale wyraził nim zaniepokojenie. Ze smutkiem stwierdzam, że śledząc zagraniczne media, trudno nie dostrzec rys na wizerunku Polski, które pojawiły się po ostatnich zajściach. Prezydent się przepycha z sędziami, w tle policja wysłana przez premiera – klimat jest raczej bułgarski i nie sądzę, że szybko rozejdzie się to po kościach.

Czy jest dziś większa szansa na reset konstytucyjny i Trybunału Konstytucyjnego?

Czy w ciągu ostatnich godzin wzrosła liczba zwolenników postulowanego – także przez pana i Fundację Batorego – resetu konstytucyjnego?

Bardzo chciałbym, żeby tak było. Z pewnością obrazki, które widzieliśmy, zniechęcają polityczne centrum do popierania jednej czy drugiej strony, więc może ono jeszcze mocniej poprzeć opcję zero, ale z drugiej strony myślę, że za wcześnie na optymizm. Polaryzacja może wessać owo centrum, czego jakimś przykładem jest zaangażowanie się po jednej ze stron Mateusza Morawieckiego, który jeszcze niedawno deklaratywnie opowiadał się za resetem. Anegdotycznie widzę narastające zmęczenie tym sporem, ale nie mam wątpliwości, że od realnej naprawy TK jesteśmy dziś dalej niż jeszcze dwa dni temu. Wycofanie się jest scenariuszem, którego ani jedna, ani druga strona nie bierze pod uwagę.

Czytaj więcej

Na drugą nóżkę – to właśnie kryzysy rodzą odważne decyzje.

Być może musi dojść do jeszcze poważniejszego przesilenia. Jeśli temperatura sporu będzie stale podwyższana, to możemy się znaleźć w momencie, kiedy zewnętrzna i wewnętrzna presja sprawi, że KO i PiS usiądą do stołu. Bardzo bym tego chciał.

Rozmówca

Krzysztof Izdebski

Ekspert prawny Fundacji Batorego i Open Spending EU Coalition