Reklama

Artur Bartkiewicz: Dzieci na granicy. Państwo silne nie musi być bezwzględne

Kiedy szef BBN Paweł Soloch pytany o to, czy procedurę tzw. push-backu należy stosować wobec dzieci odpowiada – cytuję – że „procedury dotyczą wszystkich nielegalnych migrantów”, to trudno nie odnieść wrażenia, że w tej naszej przygranicznej Realpolitik zaczynamy wkraczać na obszary, na których kończy się człowieczeństwo.
Zdjęcie dziecka uchodźców zatrzymanych na granicy, prezentowane w Sejmie w czasie dyskusji na temat

Zdjęcie dziecka uchodźców zatrzymanych na granicy, prezentowane w Sejmie w czasie dyskusji na temat przedłużenia obowiązywania stanu wyjątkowego

Foto: PAP/Paweł Supernak

Przypomnijmy kontekst – przed placówką Straży Granicznej w Michałowie pojawiła się grupa ok. 20 imigrantów. Wśród nich ośmioro dzieci. Grupa ta przekroczyła granicę nielegalnie, więc Straż Graniczna – co sama potwierdza – zastosowała wobec niej tzw. procedurę push-backu (wypchnięcia), czyli przewiozła ich z powrotem na linię graniczną i tam pozostawiła. Wszystko to – rzecz jasna – w szczytnym celu obrony naszej granicy.

Pytanie tylko czy chroniąc granicę w tak bezwzględny sposób nie zatracamy sensu naszych własnych działań. Aleksander Łukaszenko wykorzystuje imigrantów do wywierania presji na UE – to oczywiste. Możemy to nazywać wywoływaniem kryzysu imigracyjnego, możemy nazywać wojną hybrydową – faktem jest, że imigranci są przez reżim w Mińsku traktowani przedmiotowo, jak pionki na szachownicy. Polska i Unia Europejska chronią granic nie przed jednym czy drugim imigrantem, ale właśnie przed tą strategią, która jest nie tylko wroga wobec nich, ale również sprzeczna z wartościami, którym demokratyczna Europa hołduje.

Czytaj więcej

Amnesty International: Polska bezprawnie przepycha imigrantów na Białoruś

Zabrnęliśmy w tym wszystkim za daleko

Musi pojawić się jednak refleksja, jak daleko jesteśmy w stanie w tych działaniach zabrnąć. Postawiliśmy ogrodzenia na granicy, mówi się o murze – w porządku, można zrozumieć, że będzie to widoczny sygnał tego, iż jesteśmy zdeterminowani, by bronić granicy. Nie wpuściliśmy imigrantów koczujących tygodniami w Usnarzu – trochę mniej w porządku, ale można przyjąć argumenty rządu, że nie chcemy stwarzać precedensu, tak aby za chwilę nie mieć na granicy wielu takich obozów w Usnarzu. Wprowadziliśmy stan wyjątkowy na granicy – w porządku, choć dobrze by było, aby rząd wyjaśnił w jaki sposób ma on pomóc w rozwiązaniu kryzysu, skoro można odnieść wrażenie, iż od momentu wprowadzenia stanu nadzwyczajnego kryzys tylko się nasilił. Ale gdy dochodzimy do momentu gdy – mówiąc wzniosłe słowa o ochronie granic Rzeczypospolitej – chronimy ją przed ośmiorgiem dzieci wywożąc je na granicę i porzucając tam w imię tego, że mamy takie prawo, to zabrnęliśmy w tym wszystkim za daleko.

Reklama
Reklama

Akt miłosierdzia nie jest oznaką słabości lecz siły – a akt miłosierdzia wobec dziecka jest czymś tak naturalnym, że aż trudno zrozumieć, że w XXI wieku, w kraju Zjednoczonej Europy, trzeba o tym pisać. Gdybyśmy udzielili schronienia tej dwudziestce imigrantów, zapewnili – choćby tymczasowy – dach nad głową dzieciom, bezpieczeństwo naszego kraju nie zmniejszyłoby się. Co więcej – pokazalibyśmy na czym polega różnica między nami a Łukaszenką. On nie waha się wykorzystywać do swojej gry dzieci – my mówimy: non possumus. Będziemy twardzi, ale będziemy ludzcy. Bronimy bowiem nie tylko fizycznej granicy – kawałka ziemi w środku Europy, ale też świata wartości, które reżimowi w Mińsku są obce. Wartości, które nie pozwalają porzucić dziecka na granicy, nawet jeśli mamy do tego prawo.

Zamiast tego słyszymy szefa BBN, który pytany o dzieci odpowiada, że „procedury dotyczą wszystkich nielegalnych migrantów”. I okazuje się, że dzieci wykorzystujemy do tej samej gry, w którą gra Łukaszenko – pokazujemy mu, że rozumiemy jej reguły i potrafimy być równie bezwzględni jak Łukaszenko.

Tylko to nieznośne pytanie w tyle głowy: czego wówczas tak naprawdę bronimy?

Publicystyka
Estera Flieger: Tak się robi kiełbasę
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Publicystyka
„Polski SAFE”, czyli Nawrocki próbuje zmienić ustrój bez zmiany konstytucji
Publicystyka
Marek A. Cichocki: SAFE, czyli czy Polacy w ogóle „umieją w wojnę”?
Publicystyka
Od wielkiej przyjaźni do wizji zagłady. Zapomniana historia relacji Izraela i Iranu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama