Odpowiedzi mają częściowo udzielić piątkowe wybory. Już w lecie odbyło się referendum konstytucyjne. Większość Marokańczyków poparła wtedy zmiany, które zaproponował król, w tym kosmetyczne ograniczenie jego władzy.
Maroko już przed wybuchem rewolucji arabskich było jak na świat islamu całkiem liberalne. Nie blokowano tam Internetu, działała umiarkowana opozycja. Granicą swobody wypowiedzi i działania było – i nadal jest – to, co zdaniem rządzących, zagraża pokojowi oraz harmonii państwa i obywateli. Oznacza to całkowity zakaz krytyki króla i jego rodziny oraz w mniejszym stopniu, choć na prowincji wciąż dotkliwym, władz lokalnych. W aresztach jest trochę opozycjonistów, ale represje w niczym nie przypominają czasów poprzedniego monarchy, kiedy przeciwnicy polityczni znikali w tajnych więzieniach, gdzie latami nie widzieli słońca.