Samoupojenie widać czasem w postawach gwiazdorów informacji i publicystyki, zachowujących się tak, jak gdyby byli reżyserami wydarzeń politycznych lub sędziami w jakimś konkursie dla publiczności. Pozują na rzeczników opinii publicznej, lecz przejęci są bardziej sobą niż tematem lub troską o rzeczowość przekazu. Merytoryczna treść i jakość komunikatu tłumiona jest przez megalomański sposób jego przekazu.
I dodaje:
Obserwuję dwa rodzaje samozachwytu. Jeden to przymilanie i wdzięczenie się do odbiorcy – taktyka prymusa klasowego chcącego zarobić na kolejną piątkę. Drugi sposób, często bardzo groźny, to dodawanie sobie powagi arbitralnością, napastliwością, arogancją, często agresją w stosunku do rozmówców. Nieraz bardzo znani dziennikarze, gwiazdy zawodu podkreślają swoje znaczenie i pracują na swoją popularność przez napastliwość wobec osoby zaproszonej do wywiadu, czy dyskusji.
Karwat przywołuje przykład tzw. taśm Beger, które stały się:
Festiwalem megalomanii, kiedy dziennikarze ci przedstawiali siebie jako inicjatorów i reżyserów wielkiej akcji politycznej – bez żadnego dystansu do sprawy, bez cienia świadomości, że politycy (w tym z Samoobrony) też prowadzili swoją grę, i nie jest pewne, kto był w tej prowokacji sprawcą, a kto narzędziem. To był także przykład kreacji rzeczywistości, nie zaś dziennikarskiej relacji. A przecież zadaniem dziennikarza nie jest tworzenie faktów politycznych, lecz ich opisywanie i analizowanie.
Dalej kierownik Zakładu Filozofii i Teorii Polityki Instytutu Nauk Politycznych UW mówi:
Razi dysonans między stylem przekazu a potencjałem intelektualnym wybitnych dziennikarzy. Proszę zwrócić uwagę, jak odmienne są – i w przekazie, i w odbiorze – programy telewizyjne, audycje radiowe i felietony Moniki Olejnik drukowane w Gazecie Wyborczej. W prasowych felietonach autorka wykazuje się wyjątkową rzeczowością, choć nie unika w polemikach tonów ironicznych i typowej dla siebie kąśliwości. W felietonie to nie razi, natomiast pozostawia niesmak w tele-wywiadzie, który upodabnia się do przemaglowania podejrzanego, do rozmowy dyrektora z podwładnym, który znów przeskrobał.
Autor „Sztuki manipulacji politycznej”, „O perfidii”, „O demagogii” podkreśla:
Od mediów możemy wymagać nie tylko rozrywki, ale także nauki myślenia i lansowania wysokich wartości. (…) Etosy zawodowe ulegają erozji. W powstającą pustkę wkrada się demagogia, która jest zawsze łatwiejsza w realizacji niż rzetelność zawodowa (…).
Demagogia odwołuje się do emocji, hoduje uprzedzenia, nie znosi rewizji schematów. Jest ponętna, ale toksyczna. Indywidualni demagodzy szukają na siłę wsparcia społecznego i lubią powoływać się na naród. Nawet dekretują, kogo należy zaliczać do narodu. W medialnym samograju znajdują – może bezwiedne, ale skuteczne – wsparcie.
Jakie nazwiska przychodzą Państwu na myśl?