Piotr Naimski pytany przez Roberta Mazurka w "Plusie Minusie", czy spotkał dobrego ubeka, przyznaje, że w kwietniu 1992 roku przyszedł do niego jeden ze starych oficerów wywiadu i powiedział:
Panie ministrze, gdyby chciał pan zorganizować kontrwywiad chroniący Polskę przed penetracją ze Wschodu, to dam panu trzy rady. Po pierwsze, niech pan nikomu o tym nie mówi. Po drugie, niech pan tego nie robi w tych budynkach. I wreszcie, po trzecie, niech pan mnie do tego nie wciąga.
Naimski podkreśla:
To były słowa człowieka doświadczonego, który wiedział, co mówi.
Dlaczego nie chciał, by pan go do tego wciągał?
Sam siebie nie był pewny. Za nim były dziesięciolecia przeróżnych zaszłości i kontaktów służbowych, środowiskowych i innych, i wiedział, że z takich relacji nie można się wyplątać.
Ówczesny szef Urzędu Ochrony Państwa przyznaje, że "podstawowa rzecz została zdecydowana bez niego":
A mianowicie przy tworzeniu rządu wymuszono na Olszewskim odrzucenie tak zwanej opcji zerowej w służbach. Czyli przejmujemy UOP, jaki jest, i z tym spadkiem kilku tysięcy starych oraz kilkuset nowych funkcjonariuszy kontynuujemy jego pracę. To było zadanie karkołomne.
I zauważa:
Służby, jak sama nazwa wskazuje, muszą mieć swojego pana, który musi im stawiać zadania i umieć je egzekwować. I kluczowe jest ustalenie, kto jest realnym panem tychże służb.
A kto jest?
W Polsce rzeczywiście to służby w dużym stopniu same decydowały, co chcą robić. I dlatego pili wódkę 4 czerwca 1992 roku. (…) Gromosław Czempiński namawiał kolegów z wywiadu do biernego oporu i niewykonywania poleceń szefa UOP!
Dziennikarz "Rz" przypomina, że rząd Olszewskiego zaczął się chwiać bardzo szybko.
Padł z powodu układu z Rosją o bazach po Armii Radzieckiej. 22 maja do Moskwy pojechał prezydent Wałęsa i dowiedział się telegraficznie z Polski, że Olszewski nie zgadza się na podpisanie tej umowy. Poszło o to, że tereny baz miały zostać oddane polsko-rosyjskim joint venture. To oznaczałoby, że rosyjskie wpływy w Polsce zostaną zakotwiczone na zawsze. Wałęsa wraca z Rosjanami do rozmów, sporny fragment zostaje wyrzucony, rząd Olszewskiego odnosi sukces.
Ale nie był to happy end.
Wściekły i upokorzony Wałęsa wrócił do kraju i kilka dni później, 27 maja, składa wniosek o odwołanie rządu.
Naimski przypomina, że już od stycznia 1992 r. rząd Jana Olszewskiego pracował nad ustawą lustracyjną z prawdziwego zdarzenia. Dlatego rozważali nawet bycie przeciwko słynnej uchwale Sejmu w tej sprawie - zgłoszonej przez opozycyjnego posła Janusza Korwina-Mikke tuż przed "nocną zmianą". I zaznacza:
Musimy przypomnieć, że my nie decydowaliśmy, czy ktoś był agentem czy nie, tylko ujawnialiśmy dokumenty. (…) Byłem w tej sprawie wręcz szantażowany przez Jana Widackiego.
Doktor biochemii i współzałożyciel KOR podkreśla:
Nie wszystko na świecie jest jakoś ustawione, kierowane przez służby specjalne. Wiara w to jest groźna. Ale z drugiej strony to banalne, co powiem – spiski naprawdę istnieją. I warto zwrócić uwagę na to, że my dowiadujemy się tylko o tych, które kończą się niepowodzeniem.
Od 1992 roku unikał pan służb.
Więcej, to mój pierwszy wywiad od 20 lat na temat pracy w UOP w rządzie Jana Olszewskiego (…)
Jakaś forma rozliczenia z komunizmem się jednak dokonała.
Ale nie została dokończona. Rzeczywiście w ciągu 20 lat znaczna część dżentelmenów z tamtego kręgu przeszła na emeryturę lub umarła, ale pozostają ich dziedzice, ludzie młodsi, wciągnięci do współpracy w strukturach przeniesionych z PRL do nowej Polski.
Można jaśniej?
To pytania o źródła finansowania wielkiego biznesu w Polsce. Jeśli wielki koncern medialny został założony za pieniądze peerelowskich służb, to nawet jeśli teraz ojciec założyciel odchodzi na emeryturę, to model jego firmy pozostaje taki sam.
Można to zmienić?
A to już temat na zupełnie inną rozmowę.