Za prowadzenie samochodu po alkoholu – zwłaszcza jeśli w grę wchodzi powyżej pół promila – obowiązują obecnie wręcz drakońskie kary. Jednak nie ucięły one patologii na drogach. W tym roku o blisko tysiąc kierowców więcej niż w tym samym czasie roku ubiegłego popełniło przestępstwo, prowadząc samochód w stanie nietrzeźwości – wynika z danych Komendy Głównej Policji, które poznała „Rzeczpospolita”.

– Kierowcy wciąż nie zdają sobie sprawy z odpowiedzialności materialnej, jaka grozi za jazdę po alkoholu, nie mówiąc o zagrożeniu, jakie stwarzają – uważa Robert Opas z Biura Ruchu Drogowego KGP.

Znaczne odurzenie

Mając od 0,2 do 0,5 promila alkoholu we krwi, kierowca jest w stanie „po użyciu” i popełnia wykroczenie. Stężenie wyższe niż 0,5 promila to już „stan nietrzeźwości” i przestępstwo.

Czytaj więcej

Noże wypierają pistolety. Poznaliśmy dane Komendy Głównej Policji

W tym roku (do maja) policjanci zatrzymali łącznie 35 080 kierujących po alkoholu (o ok. 100 więcej niż w tym samym czasie roku ubiegłego). Jednak prowadzących w stanie znacznego odurzenia – z ponad pół promila alkoholu – było 20 515, to wzrost o 958 wobec minionego roku.

Najwięcej pijanych, którzy „załapali” się na przestępstwo (2,3 tys.), zatrzymano na Śląsku, ale największa ich liczba przybyła w Małopolsce i w Wielkopolsce – wzrost sięgnął ok. 17 proc.

4,5 promila

alkoholu we krwi miała kobieta zatrzymana za kierownicą w Legnicy pod koniec 2021 r.

Ze statystyk wynika coś jeszcze: o ile dotąd kierujący w stanie nietrzeźwości stanowili nieco ponad połowę ogółu złapanych na jeździe po alkoholu, o tyle w tym roku – już ponad 58 proc. Coraz więcej jest też niestety „rekordzistów”.

Zatrzymana w końcu ub.r. w Legnicy kobieta miała 4,5 promila, o promil mniej miał kierowca poruszający się po Zawierciu, a kolejny w Nisku po tym, jak na poboczu „wzmocnił” się trunkiem, z 2 promilami ruszył dalej. Znamienny jest przypadek z ostatnich dni – 20-latka z Nowego Targu, który zygzakiem jechał zakopianką (miał 0,8 promila). Przyjechała go odebrać matka. Była jednak w jeszcze gorszym stanie niż syn – miała 1,5 promila alkoholu.

Tragedie na drogach

Nadal taka jazda czasem prowadzi do tragedii – jak w Róży Podgórnej (woj. lubelskie), gdzie w końcu maja 21-latek (z 2 promilami) spowodował wypadek, w którym zginęły dwie osoby.

Na skrzyżowaniu, gdzie można było jechać w prawo lub w lewo, pojechał na wprost, staranował ogrodzenie posesji z taką siłą, że auto dachowało.

– Nasze alkomaty mają skalę do 4 promili alkoholu. Często, kiedy ktoś wytacza się zza kierownicy, ma więcej – mówi nam jeden z policjantów.

Inny nie szczędzi mocnych słów: – Piją wszystkie grupy zawodowe i, co gorsza, alkohol jest popularny wśród młodych. Piją i jadą, a ci, którzy dużo „trenują”, nawet nie czują, że są mocno odurzeni – wskazuje nasz rozmówca.

Czytaj więcej

Oszustwa i tajemniczy zgon w klubach go-go

Tłumaczenia są podobne: musieli jechać, czuli się trzeźwi, pili poprzedniego dnia.

– Najwięcej pijanych kierowców jest w dużych aglomeracjach miejskich. Alkohol jest dostępny wszędzie, także na stacjach benzynowych, i niestety to widać na drogach – zaznacza insp. Opas.

W ubiegłym roku pijani spowodowali 2488 wypadków z 331 zabitymi (15 proc. ogółu ofiar śmiertelnych). Ponad 45 proc. tragedii powodują nietrzeźwi 25–39-latkowie. Tragiczny jest czas wakacji.

– Najgorzej jest w czerwcu i lipcu, gdy wypadków z winy kierowców po alkoholu jest trzykrotnie więcej niż w innych miesiącach – wskazuje insp. Opas.

Kary nie odstraszają

Od tego roku kary za jazdę po kieliszku radykalnie zaostrzono. Za wykroczenie grozi od 2,5 tys. do 30 tys. zł grzywny i zakaz prowadzenia pojazdów od 6 miesięcy do 3 lat. Za jazdę podpadającą pod przestępstwo – do 2 lat więzienia, od 5 tys. zł do 60 tys. zł zł grzywny i do 15 lat zakazu.

Surowe kary miały ukrócić alkoholową patologię na drogach. Obecne dane temu przeczą.

Czytaj więcej

Policja przejmuje coraz więcej nielegalnej broni

– To było do przewidzenia. Kara nie jest mechanizmem zmieniającym zachowanie na drodze, zmienić je może tylko edukacja, a także świadomość własnej kondycji i refleksja kierowcy nad tym, dlaczego jest skłonny do łamania norm – komentuje Andrzej Markowski, psycholog transportu. Uważa, że plaga pijanych za kierownicą pokazuje szerszy problem. – Obecnego przyzwolenia na kwestionowanie wszystkich systemów wartości, które od lat istniały, a więc i przepisów ruchu drogowego – zaznacza.