– Z powodu niewykrycia sprawcy śledztwo zostało umorzone w dwóch punktach. Pierwszy dotyczy kierowania pod adresem Tomasza Grodzkiego gróźb karalnych, drugi posiadania bez wymaganego zezwolenia amunicji w postaci prochu – odpowiada „Rzeczpospolitej” prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

20 listopada ubiegłego roku polityk na Twitterze powiadomił o przesłanej mu paczce – wpłynęła do Senatu dzień wcześniej, a zawierała „list z groźbami śmierci i materiał wybuchowy” – podał marszałek, wyrażając nadzieję, że służby „poradzą sobie z szybkim złapaniem sprawcy”.

W śledztwie uzyskano kilka opinii biegłych różnych specjalności

Ten jednak, mimo zgromadzenia kilku opinii i przesłuchań ok. 30 świadków, pozostaje nieuchwytny – przynajmniej na razie. Co ustalono?

List został nadany w Rybniku na Śląsku 16 listopada ub.r. (senator jest ze Szczecina i stąd startował).

W śledztwie uzyskano kilka opinii biegłych różnych specjalności. I tak, biegły z zakresu badania dokumentów zbadał pismo zarówno z koperty oraz z listu – i potwierdził, że sporządziła je ta sama osoba. Ekspert z zakresu badań chemicznych orzekł, że substancja w kopercie to proch strzelniczy. Jest także opinia daktyloskopijna (sprawca w tym zakresie się zabezpieczył) oraz najważniejsza – z zakresu genetyki sądowej.

Jeśli umorzenie się uprawomocni, DNA wyizolowane ze śliny trafi do prowadzonej przez Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji Bazy Danych GENOM

– DNA zostało wyizolowane ze śliny na znaczku pocztowym naklejonym na kopertę. Z punktu widzenia potencjalnych możliwości poszukiwawczych to opinia jest kluczowa – słyszymy od jednego ze śledczych. – Zabezpieczenie dowodu w postaci DNA oznacza, że w przyszłości może on być wykorzystany do badań porównawczych, gdyby sprawca chciał powtórzyć „numer” z groźbami albo gdyby wpadł na innym przestępstwie – wskazuje nasz rozmówca ze służb, które zajmowały się sprawą.

Przesłuchano również blisko 30 świadków, jednak i to nie przyniosło przełomu.

– Nie ustaliliśmy sprawcy, ale nie składamy broni – słyszymy.

Postanowienie o umorzeniu śledztwa zostało wydane 22 marca, jednak dopiero niedawno zostało odebrane.

– Nie dziwi mnie to umorzenie. Oceniam, że sprawa została potraktowana urzędowo i w sposób powierzchowny. Nie wiem, jak prokuratorzy się przykładali, ale efekt jest zerowy – mówi „Rzeczpospolitej” marszałek Tomasz Grodzki. Rozważy, czy złożyć zażalenie do sądu. – Nie wiem, czy nie szkoda mojego czasu – wskazuje.

Wcześniej też umarzano

– Już wcześniej umorzono inną sprawę dotyczącą gróźb karalnych pod moim adresem, a obecnie jest prowadzone już trzecie podobne postępowanie. Chodzi o e-maile grożące mi śmiercią w męczarniach. To ewidentnie znamionuje działania jakichś fanatyków – mówi nam Tomasz Grodzki. I podsumowuje: – Ze smutkiem stwierdzam, że prokuratura wykazuje za to nadzwyczajną gorliwość w ściganiu mojej osoby, przesłuchując setki świadków – mówi Grodzki, odnosząc się do śledztwa szczecińskiej prokuratury, która bada, czy jako lekarz dopuścił się korupcji.

Czytaj więcej

Senatorzy rzucili wszystko i pojechali w Bieszczady? Kontrowersyjne wyjazdy za pieniądze podatników

Jeśli umorzenie się uprawomocni, DNA wyizolowane ze śliny trafi do prowadzonej przez Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji Bazy Danych GENOM, w której gromadzone są profile genetyczne m.in. nieznanych sprawców przestępstw.

– Nie są bezkarni i – jak pokazuje praktyka – nawet po latach udaje się ustalić ich tożsamość i zatrzymać, zwłaszcza jeśli został zabezpieczony tak cenny dowód jak profil DNA – wskazuje Mariusz Ciarka, rzecznik KGP.

Jak mówi, „nieznani sprawcy” wpadają często przy okazji innych spraw, nawet takich jak np. prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości. – Kiedyś przy okazji pobrania od kierowcy materiału porównawczego okazało się, że jego DNA zostało zabezpieczone na miejscu zupełnie innego przestępstwa. Kryminalistyka stwarza tu olbrzymie możliwości – zaznacza Mariusz Ciarka.