Ceny nawozów cały czas mocno rosną. Producenci nawozów pokazują właśnie nowe cenniki, a w nich stawki wyższe o kilkaset procent niż przed rokiem. Dlaczego nie widać końca tych podwyżek?

Wytłumaczenie jest proste: drożeje gaz ziemny, także w związku z wojną w Ukrainie. A to on jest najważniejszym składnikiem kosztów związanych z produkcją nawozów. Producenci, także polscy, bo Polska jest dużym producentem nawozów, są pod presją wysokich cen gazu. Tu nie można mieć do nich pretensji.

To niebezpieczna sytuacja, która może sprawić, że i tak rekordowo droga żywność na świecie jeszcze podrożeje. Może bowiem sprawić, że rolnicy będą stosować mniej nawozów, a to przełoży się na niższą efektywność produkcji.

W krótkim terminie jest takie ryzyko.

Czy Unia Europejska może jakoś temu przeciwdziałać? Macie jakiś plan?

Przede wszystkim udało się włączyć rolników do grupy przedsiębiorców, producentów, poszkodowanych przez wzrost cen energii. Bardzo o to zabiegałem. Nie dla wszystkich to było oczywiste. Niektórzy twierdzą, że rolnicy rekompensują sobie wyższe koszty produkcji wyższymi cenami sprzedaży. Że skoro mocno podrożały zboża, to nie odczuwają wzrostu kosztów ich produkcji. Tak nie jest. Bo na przykład hodowcy zwierząt nie mają takich korzyści. A to na nich, przede wszystkim na hodowcach, którzy prowadzą produkcję w oparciu o własne pasze, najbardziej nam zależy. I oni, żeby wyprodukować te pasze, muszą dużo więcej zapłacić za nawozy, a nie dostają za to rekompensaty w cenie sprzedawanych zwierząt. Ostatecznie rolnicy zostali włączeni do grup poszkodowanych przez wzrosty cen energii. Tym samym będą mogli korzystać z przygotowywanych w ramach UE mechanizmów pomocy. Musimy pomóc rolnikom kupić potrzebne ilości nawozów, bo bez tego jest ryzyko, że zbiory i produkcja będą po prostu mniejsze. Tymczasem potrzeby rosną. Mamy już 2 mln uchodźców. Wszystko wskazuje, że ta liczba będzie rosła. Tych ludzi trzeba wyżywić. To konsumenci, których nie było w UE, a teraz są i muszą dostać żywność. Musimy więc wesprzeć rolników w jej produkcji.

W jaki sposób?

Tego dokładnie jeszcze nie mogę powiedzieć, bo prace trwają. Walczymy jednak o kilka rozwiązań. Jedno z nich związane jest bezpośrednio z agresją Rosji na Ukrainę. Konsekwencje tej napaści są duże. Z Ukrainy pochodziła do tej pory duża część unijnego importu zbóż. Aż 52 proc. kukurydzy sprowadzanej na rynki krajów UE pochodziło właśnie z tego kraju. Do tego 19 proc. pszenicy importowanej przez Unię to pszenica ukraińska oraz 23 proc. nasion roślin oleistych. Teraz tego nie będzie. To ważne przede wszystkim dla hodowców. To dodatkowy, obok wzrostu ceny zbóż, czynnik pogarszający ich sytuację. Wielokrotnie słyszałem, że Ukraina zasypie UE zbożem, że powinniśmy się bronić przed tym importem, tymczasem to niezmiernie ważne dla Europy źródło właśnie straciliśmy.

Co w tej sytuacji?

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Chcemy, żeby państwa członkowskie miały możliwość wspierania swoich rolników w związku ze wzrostem cen nawozów.

Mówi pan o dopłatach państw członkowskich do zakupu nawozów?

Tak. Tę sprawę może załatwić tylko pomoc publiczna, bo chodzi o duże kwoty, a pieniądze unijne na rolnictwo są ściśle zaszufladkowane, są przeznaczone na dopłaty bezpośrednie.

Czyli każde państwo w swoim zakresie będzie mogło określić wysokość takiego wsparcia?

Tak. Oczywiście są tu potrzebne jakieś ramy. Jakieś maksymalne wysokości dopłat. Na gospodarstwo i może także jakichś dopuszczalnych łącznych limitów pomocy dla państw członkowskich. W ciągu najbliższych dni to powinno zostać przesądzone. To jeszcze jest przedmiotem dyskusji. Ale na pewno to, żeby państwa członkowskie miały możliwość udzielenia takiej pomocy, jest konieczne. Jestem tu optymistą i myślę, że będzie zgoda na taki mechanizm.

Czy ten mechanizm będzie musiał przejść wszystkie etapy unijnej legislacji? Wtedy na jego uruchomienie rolnicy musieliby długo czekać.

Intencja jest taka, żeby to miało formę komunikatu. Żeby nie trzeba było długo czekać, żeby pomoc mogła przyjść szybko. Komisja Europejska po prostu ogłosi, na jaką pomoc publiczną się zgadza w odpowiedzi na zakłócenia na rynku. Trzeba jednak jeszcze przeanalizować wszystkie skutki. Zbadać kto na tym zyska, kto straci. Nie wszyscy rolnicy są w tej samej sytuacji. Producenci zbóż są rzeczywiście w lepszej sytuacji. Znacznie gorzej wygląda to u hodowców. Zwłaszcza, gdy w przypadku hodowli świń doda się jeszcze ASF i problemy eksportowe. Ukraina była dużym odbiorcą wieprzowiny z rynku unijnego. Wojna pogorszyła sytuację jej producentów. Główne problemy, jakie ma w tej chwili rolnictwo w UE, to problemy hodowców zwierząt. Tu musimy działać. Pomagać gospodarstwom, bo na przykład w przypadku hodowli świń one po prostu znikają. To dramatyczny przykład. Ta hodowla jest dziś nieopłacalna. Wiele gospodarstw, zwłaszcza mniejszych, zaprzestało produkcji. Mieliśmy dziś inaugurację prac tzw. grupy refleksyjnej, w skład której wchodzą przedstawiciele rządów i organizacji rolniczych z całej UE. Zastanawiamy się, jak wzmocnić produkcję świń. Co zrobić na przyszłość, żeby wyeliminować kryzysy, które stale się tu pojawiają, jak ten sektor wzmocnić.

Czy w Unii Europejskiej grozi nam brak żywności?

To na pewno nie, Unia ciągle ma nadwyżki żywności. Ma nadwyżki eksportowe. Polska jest eksporterem netto żywności. Więcej jej sprzedajemy na zewnątrz, niż importujemy. Ale oczywiście wzmocnienie bezpieczeństwa żywnościowego musi być traktowane priorytetowo. Potrzebne są w tej chwili cztery typy działań. Przede wszystkim interwencja na rynku wieprzowiny, bo tu sytuacja jest najtrudniejsza. Druga sprawa to czasowa derogacja dla obowiązku odłogowania gruntów, który ciąży na rolnikach. W UE jest około 2 mln hektarów takich gruntów, które są wyłączone z produkcji. Teraz chodzi o to, by pozwolić czasowo uprawiać na nich rośliny białkowe w związku z kryzysem paszowym. Prace nad zgodą na taką zamianę trwają i myślę, że ona będzie. Trzecia rzecz to uruchomienie rezerwy kryzysowej. Chodzi o 500 mln euro, które trzeba wykorzystać. Nie będziemy czekać na większy kryzys. To nie są dodatkowe pieniądze. One są w budżecie Unii. Normalnie, gdy nie ma potrzeby ich wykorzystania w danym roku, są one rozdzielane pomiędzy rolnikami na dopłaty bezpośrednie. Jeśli tę rezerwę teraz wykorzystamy, to nie pójdzie na dopłaty, ale pójdzie do rolników, tych najbardziej poszkodowanych. No i jest jeszcze ta doraźna pomoc przy zakupie nawozów, o której rozmawialiśmy. To są główne działania, które powinny poprawić sytuację. A w przyszłości rolnictwo powinno być bardziej zrównoważone. Trzeba pracować nad zmniejszeniem zużycia nawozów, nie zmniejszając przy tym jej produkcji, a może wręcz zwiększając. W grę wchodzą różne rozwiązania, m.in. rolnictwo węglowe, stosowanie obornika, wykorzystanie do nawożenia resztek pożniwnych, niewywożenie słomy z pól, rolnictwo precyzyjne i nawożenie selektywne tylko tam, gdzie to jest potrzebne. Przyszłością są też małe gospodarstwa, odporniejsze na choroby i niekiedy związaną z nimi koniecznością wybicia stad. W mniejszych gospodarstwach oznacza to mniejsze straty. Łatwiej je też odbudować. Rozproszenie hodowli ma też znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego, oznacza mniejsze narażenie na zagrożenie militarne czy cyberataki. Rolnictwo powinno się też wzmocnić przez większe powiązanie z lokalnym przetwórstwem, z lokalnym rynkiem. Ważne są krótkie łańcuchy dostaw. To mamy w planach strategicznych. Państwa członkowskie przedłożyły takie plany dla swojego rolnictwa. Komisja Europejska je teraz analizuje. Pod koniec marca ogłosi, co jej zdaniem powinno być w nich poprawione. Potrzebne będzie uwzględnienie tego, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, bo to ma wpływ na rolnictwo. I państwa unijne, budując przyszłość swojego rolnictwa, powinny brać to pod uwagę.

Janusz Wojciechowski jest od początku grudnia 2019 r. unijnym komisarzem ds. rolnictwa. Wcześniej m.in. poseł na Sejm kilku kadencji i prezes PSL. Był wicemarszałkiem Sejmu, a od 1995 do 2001 r. prezesem Najwyższej Izby Kontroli, wybranym głosami PSL i SLD. Przez kilka kadencji był europosłem z list najpierw PSL, potem PiS. Ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego.