Reklama

Jerzy Surdykowski: Co wpycha nas na głęboką europejską prowincję?

Niedługo wybory do Parlamentu Europejskiego, ale patrząc na polityczny bieg zdarzeń, nie wiadomo, czy to prawda.

Publikacja: 14.05.2024 04:30

Jerzy Surdykowski: Co wpycha nas na głęboką europejską prowincję?

Europarlament

Foto: Europarlament

Być może zainteresowane strony wiedzą, o co chodzi, i tylko udają naiwnych w oczekiwaniu drobnych korzyści, jakie dałoby się przy tej okazji urwać. Unia Europejska udaje, że są to wybory do jej legislatywy, starannie ukrywając, że ten „parlament” nie posiada minimum uprawnień, które pozwalałyby uznać go za ciało ustawodawcze. Z kolei wyborcy z landu o nazwie „Polska” też udają, że są to takie same wybory, jak każde inne, tylko mniej ważne. Będzie więc dla nich wyborcza niedziela okazją ucieczki do lasu, a jeśli nie, to do sprawienia lania politycznym przeciwnikom. Reasumując, wszyscy mają wszystkich za durniów, przy okazji ukrywając to, co im niewygodne.

Czytaj więcej

Sondaż: Czy Polacy uważają wybory do Parlamentu Europejskiego za ważne wybory?

Wybory do Parlamentu Europejskiego: gdzie się robi prawdziwą politykę

Gdybyśmy szanowali się nawzajem, powinniśmy przyznać, że są to wybory do instancji raczej dekoracyjnej, ale w kryzysie, w jakim znajduje się Unia, mogącej mieć istotne znaczenie. Przede wszystkim jest to miejsce, gdzie ucierają się interesy różnych państw, grup politycznych i gospodarczych, nim zostaną podjęte wiążące decyzje; te rozmowy toczą się jednak nie w sali obrad plenarnych, lecz nieformalnie – w małych grupkach, zwykle przy lunchu lub golfie.

Czytaj więcej

Maciej Strzembosz: Prawdziwy wybór Polaków, czyli państwo niepoważne lub nieprzyzwoite

Tam uzgadniane są ustępstwa i zawierane koalicje. Ten, kto uważa, że praca europosła sprowadza się do odczytywania oświadczeń w rodzimym języku albo wykrzykiwania sloganów o „polskim interesie narodowym”, nie powinien pchać się do Brukseli i Strasburga. Podobnie jak każdy, kogo znajomość angielskiego jest na poziomie eurokomisarza Janusza Wojciechowskiego. Na kolację nie zabiera się bowiem tłumacza.

Reklama
Reklama

Wybory do Parlamentu Europejskiego: co wpycha nas na głęboką europejską prowincję

Właśnie w nowej kadencji unijnych władz mamy do objęcia kilka stanowisk urzędniczych z fotelem eurokomisarza na czele. Dlatego zmartwiło mnie potępienie przez działaczy PO wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy, który przypomniał, że powinny być one objęte nie tylko przez przedstawicieli rządzącej koalicji. Tu akurat Duda ma rację, tego właśnie nie umiemy, to wpycha nas na głęboką europejską prowincję: tu nie chodzi o wybór najlepszych, bo w tej sprawie nie osiągniemy międzypartyjnego porozumienia, ale o wysunięcie akceptowalnych dla obu stron postaci, które znają się na dyplomacji, rozumieją Unię i potrafią o tym mówić w obcych językach. Niestety, dominują gwiazdy partyjnej polityki, których zadaniem jest przyciągnięcie słabo zorientowanych wyborców. Dlatego nasze wybory europejskie zasługują na tytułowy epitet. 

Opinie polityczno - społeczne
Marek Kutarba: Donald Trump, rozkapryszone dziecko z lotniskowcami
Opinie polityczno - społeczne
Po Trumpie 2.0: dlaczego Polska musi redefiniować relacje z USA
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Make China Great Again
Opinie polityczno - społeczne
Roch Zygmunt: Grzegorz Braun wyrasta z ekonomii III RP. Lider Korony pomoże Donaldowi Tuskowi zachować władzę
Opinie polityczno - społeczne
Ursula von der Leyen dla „Rzeczpospolitej”: Współpraca UE–Mercosur wzmacnia Europę w niestabilnych czasach
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama