Stanowisko władz federalnych zostało skonkludowane przez Tricię McLaughlin, asystentkę sekretarza Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA w komunikacie, który opublikowano po ujawnieniu nagrania z telefonu agenta Jonathana Rossa. Brzmi on następująco: „Filmik potwierdza, że osoba utrudniała wykonywanie obowiązków funkcjonariuszy i użyła swojego samochodu jako broni w celu zabicia lub wyrządzenia poważnej szkody funkcjonariuszowi federalnemu. Funkcjonariusz bał się o swoje życie, życie swoich kolegów i działał w samoobronie. Amerykańscy obywatele mogą obejrzeć film ze zdarzenia i na tej podstawie samodzielnie ocenić sytuację”.
Prawny sens wypowiedzi przedstawicieli administracji Donalda Trumpa sprowadza się do takiej interpretacji stanu faktycznego, która pozwala umieścić czyn Jonathana Rossa w granicach klauzuli „obiektywnej zasadności” wynikającej z Czwartej Poprawki, wyroku Graham v. Connor oraz Polityki Użycia Siły Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Śmierć Renee Good w USA. Stanowisko krytyków działania ICE
Wielu komentatorów prawnych podnosi w kontrze, że stanowisko władz federalnych jest nieprawidłowe. Argumentacja krytyków ICE kładzie nacisk bardziej na precyzyjną analizę dostępnych dowodów, aniżeli zaklinanie stanu faktycznego w syntetyczne formułki prawne, na czym koncentrują się ludzie Donalda Trumpa.
Przeciwnicy stanowiska władz federalnych akcentują, że koła samochodu Renee Good w chwili oddania strzałów były wyraźnie skręcone, a pojazd nie był wycelowany w Jonathana Rossa. Że agent ICE bez żadnego trudu ominął samochód i nie doznał żadnych obrażeń. Że z jego perspektywy utrwalonej na jednym z nagrań jest widoczne, że Renee Good kręci kierownicą w prawą stronę, aby przejechać obok. Że kierowczyni pojazdu w żadnym razie nie była agresywna i nic nie wskazywało, że komukolwiek chce lub może wyrządzić krzywdę, a tuż przed nieoczekiwaną śmiercią, spokojnie powiedziała: „That’s fine dude. I’m not mad at you” („Spokojnie stary, nie jestem na ciebie zła”), podczas gdy Jonathan Ross po oddaniu strzałów użył nienawistnego komentarza: „F*****g bitch” („P********a suka”).
Oskarżyciele podnoszą, że agent ICE popełnił poważny błąd, stając przed maską zatrzymanego samochodu, pozycjonując się w ten sposób w sytuacji stwarzającej zagrożenie. Było to niezgodnie z podstawowymi zasadami taktyki zapisanymi w Polityce Użycia Siły Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Bez żadnego powodu doprowadził w ten sposób do eskalacji i sytuacji, z której wyniknęło następnie użycie śmiercionośnej siły, czyli oddanie strzałów z broni palnej. Na ten aspekt sprawy zwrócił uwagę np. Andrzej Mroczek, były funkcjonariusz i ekspert ds. przestępczości zorganizowanej i kryminalnej, terroryzmu i terroru kryminalnego z Uniwersytetu Civitas, w komentarzu udzielonym tuż po zdarzeniu Wirtualnej Polsce.
W oparciu o analizę dowodów, przeciwnicy stanowiska władz federalnych wywodzą, że z punktu widzenia modelu „racjonalnego funkcjonariusza działającego w danym momencie w obliczu rzeczywistych faktów i okoliczności” teza o tym, że agent ICE bał się o swoje życie lub bał się, że dozna poważnych obrażeń – jest nieuzasadniona.
Tragedia w Minneapolis. Błędna decyzja to nie morderstwo
Jedną z głównych reguł prawa karnego jest jednak zasada domniemania niewinności. W USA wiąże się ona z ciążącym na prokuratorze obowiązkiem wykazania winy oskarżonego „ponad wszelką wątpliwość” (beyond a reasonable doubt).
Na podstawie aktualnie dostępnych publicznie materiałów, trudno byłoby dowieść ponad wszelką wątpliwość, że w dniu 7 stycznia 2026 r. w Minneapolis doszło do morderstwa (murder), czyli zabójstwa z zimną krwią Renee Good przez agenta ICE, Jonathana Rossa. Samochód ruszył dosyć niespodziewanie w kierunku funkcjonariusza, który musiał podjąć decyzję w ułamku sekundy, zaś obowiązujący standard „obiektywnej zasadności” nakazuje bardziej brać pod uwagę sytuację i jej dynamikę w chwili zajścia, niż chłodne jego rozważenie z perspektywy czasu. Równoważną, alternatywną wersją zdarzenia (wykluczającą przyjęcie, że w sprawie brak jest wątpliwości) byłaby wówczas ta, że funkcjonariusz ICE podjął błędną decyzję na skutek strachu o swoje życie lub zdrowie. Wtedy, bardziej rozsądne byłoby postawienie zarzutu niezamierzonego spowodowania śmierci (manslaughter) lub przekroczenia uprawnień służbowych (abuse of authority).
Z punktu widzenia polskiego prawa karnego sprawę można by było próbować podciągnąć pod przekroczenie granic obrony koniecznej (art. 25 § 2 kodeksu karnego)
Z punktu widzenia polskiego prawa karnego sprawę można by było próbować podciągnąć pod przekroczenie granic obrony koniecznej (art. 25 § 2 kodeksu karnego). Takie przekroczenie z jednej strony nie uchyla bezprawności czynu, ale z drugiej pozwala sądowi zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.
Oskarżony mógłby się również bronić poprzez wskazanie na błąd co do okoliczności wyłączającej odpowiedzialność karną (art. 29 kodeksu karnego). Argumentowałby wówczas, że stan faktyczny usprawiedliwiał przekonanie co do tego, że miał miejsce bezpośredni zamach na jego życie lub zdrowie, który miał prawo odeprzeć. Na tej podstawie istniałaby szansa całkowitego uniknięcia odpowiedzialności.
Z kolei w przypadku uznania, że błąd sprawcy w istocie miał miejsce, ale nie był usprawiedliwiony (to znaczy, że funkcjonariusz powinien go uniknąć), sąd mógłby nadzwyczajnie złagodzić karę. Przyjmuje się bowiem, że stopień winy sprawcy, który działa pod wpływem obiektywnie nieuzasadnionego urojenia jest niższy niż sprawcy działającego z pełnym rozeznaniem.
Pewne jest natomiast, że administracja Donalda Trumpa zrobi wszystko, aby do żadnego procesu karnego nie doszło. J.D. Vance zapowiedział już, że agenci Służb Imigracyjnych i Celnych objęci są „absolutnym immunitetem”.
Autor jest adwokatem