Z danych zebranych przez Prokuraturę Generalną wynika, że są w kraju jednostki, w których jedna czwarta spraw dotyczy pijanych rowerzystów. Przykład? Prokuratura Rejonowa w Nisku – 27,18 proc. spraw od stycznia do lipca tego roku. W 2011 r. w Nisku wynik był gorszy i wyniósł 17,36 proc. Dla porównania w PR Warszawa-Mokotów było to zaledwie 0,57 proc., a w całej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie 1,21 proc. Co z tego wynika?
Cyferki mogą mylić
– Statystyką można żonglować – uważa Marek Jamrogowicz, zastępca prokuratora generalnego. – Skomplikowana sprawa gospodarcza z jednym numerem statystycznym wymagająca zaangażowania czasu odpowiada 20 do 30 spraw pijanych rowerzystów – podkreśla prok. Jamrogowicz. Podaje przykład sprawy Amber Gold, przy której pracuje teraz kilku prokuratorów.
– Ich statystyki stoją w miejscu. Nie można oceniać pracy prokuratora, ograniczając się do analizy cyferek – zauważa. Zapewnia, że dane z całego kraju Prokuratura Generalna zebrała, aby sprawdzić, jak obciążone są prokuratury w kraju, co będzie mieć znaczenie przy podejmowaniu decyzji o znoszeniu etatów i w trosce o rozwój zawodowy prokuratorów z małych jednostek, których głównym zajęciem są sprawy pijanych rowerzystów i kierowców.
To jeden z powodów, dla których Andrzej Seremet wystąpił do Jarosława Gowina o przygotowanie projektu nowelizacji m.in. kodeksu karnego, w którym jazda po pijanemu rowerem przestanie być przestępstwem, a stanie się wykroczeniem. Ministerstwo Sprawiedliwości przyznaje rację Seremetowi.
– Projekt przewidujący taką zmianę jest już w Sejmie i czeka na pierwsze czytanie. Za jazdę po pijanemu na rowerze grozić ma grzywna do 5 tys. zł – potwierdza „Rz" Michał Królikowski, wiceminister sprawiedliwości.