W 2013 r. po raz pierwszy od kilku lat zmniejszyła się liczba spraw zakończonych aktem oskarżenia, w którym umieszczono (lub do którego dołączono) wniosek o wydanie wyroku skazującego bez przeprowadzenia rozprawy. Chodzi o tzw. ugodę z prokuratorem zawieraną w trybie art. 335 procedury karnej. Takie dobrodziejstwo wchodzi w grę po spełnieniu konkretnych warunków. Jednym z nich jest uzgodnienie prokuratora z oskarżonym warunków kary.
Na ugodę z prokuratorem mocno stawia minister sprawiedliwości, chcąc poprawić sprawność postępowania. Dzięki niej w ekspresowym tempie kończą się teraz sprawy o drobne kradzieże, wypadki drogowe czy oszustwa na Allegro.
Nie chcą do sądu
Dlaczego więc maleje zainteresowanie ugodą z prokuratorem? Okazuje się, że wcale nie dlatego, że oskarżeni są coraz mniej zainteresowani uniknięciem procesu.
Część prokuratorów twierdzi, że to zalecenia Prokuratury Generalnej sprawiają, że śledczy rzadziej po nią sięgają.
– Spadek wynika z błędnej decyzji prokuratora generalnego nakazującej udział w posiedzeniach w trybie art. 335, mimo że nie ma takiego wymogu w kodeksie postępowania karnego – uważa krakowski prokurator Jacek Skała. I dodaje, że prokuratorzy w takiej sytuacji wolą kierować akty oskarżenia bez takich wniosków, bo wówczas do sądu chodzić nie muszą, o ile sprawa toczy się w trybie uproszczonym.
Robią swoje
Identyczny powód podaje wrocławski prokurator Tomasz Salwa.
– Nie ma niechęci wśród prokuratorów do stosowania konsensualnych trybów – zapewnia. – Ale na udział w posiedzeniach czasem po prostu brakuje czasu.
Co na to Prokuratura Generalna?
– Nie można sobie zaplanować, że liczba spraw kończonych w trybie ugody będzie stale rosła – wyjaśnia prokurator Mateusz Martyniuk z PG. Jego zdaniem prokuratura nie jest od wykonywania założonych planów. – Może po prostu spraw, które kwalifikowały się do ugody, było mniej – twierdzi Martyniuk.
Janusz Bocheński, karnista, mówi zaś, że na mniejsze zainteresowanie takim trybem wpłynąć też mogła nowelizacja kodeksu karnego, która weszła w życie pod koniec 2013 r. Chodzi o zamianę jazdy po pijanemu na rowerze z przestępstwa na wykroczenie.
– Może na wsi jest to problem, ale w miejskich prokuraturach takich spraw jest bardzo mało – przekonuje prokurator Skała.
Kij ma dwa końce
– Uważam, że ugoda z prokuratorem jest przereklamowana, chociaż rzeczywiście może być pożyteczna. Ale lepsze statystyki to nie wszystko – uważa Janusz Bocheński. Zwraca też uwagę, że w wielu przypadkach może ona oskarżonemu po prostu zaszkodzić.
– Przy złej znajomości prawa w społeczeństwie oskarżeni nie mają świadomości, że skazanie może mieć poważny wpływ na dalsze życie, i nie próbują go uniknąć. Konsekwencje zrozumieją dopiero wówczas, gdy zaczną się problemy w pracy związane ze skazaniem. Wtedy jest już za późno – mówi Bocheński.