Na początku czerwca Hannę Suchardę neurolog z warszawskiej przychodni Cepelek skierował na badanie EEG (badanie mózgu). Pacjentka do tej pory nie wie, jaki jest wynik, chociaż był gotowy dwa tygodnie później.

Nerwowe czekanie

– Neurolog powiedział, że tylko on może mi wydać badania na wizycie. Niestety, trzeba na nią czekać trzy miesiące, a gdybym miała wynik, który może być zły, mogłabym już zacząć leczenie nawet w niepublicznej lecznicy – skarży się pani Hanna. Jej przypadek nie jest odosobniony, a pacjenci wędrujący między lecznicami a laboratoriami zastanawiają się, czyją własnością są wyniki.

Prawnicy stoją tu po stronie chorych, którzy wcale nie muszą czekać na wynik do kolejnej wizyty u specjalisty.

– W lecznicy z kontraktem NFZ wyniki badań są jej własnością, ale chory może się z nimi zapoznać. Ma prawo zajrzeć do dokumentacji medycznej w placówce, zażądać, by personel zrobił kopię lub wypisy z wyników badań – podkreśla Katarzyna Przyborowska, radca prawny z kancelarii Lege Artis. To prawo chorego wynika z art. 9 ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta.

Darmowa usługa

Lecznice nie zawsze go przestrzegają. Kłopot mają tu zwłaszcza pacjenci poradni przyszpitalnych, które nie chcą wydawać wyników, bo tracą na tym.

– Musimy płacić zewnętrznemu laboratorium za diagnostykę średnio nawet 60 proc. wartości kontraktu. Jeśli pacjent wróci z wynikami do lekarza specjalisty, który wypisał skierowanie, NFZ zapłaci nam jak za poradę kompleksową. A jeśli chory zabierze wyniki, my leczymy go za darmo – tłumaczy Jerzy Wielgolewski, dyrektor ds. finansowych Szpitala Powiatowego w Makowie Mazowieckim. Powołuje się na zarządzenie prezesa NFZ z 2012 r. w sprawie ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.

Dyrektor Wielgolewski przyznaje jednak, że przetrzymywanie wyników badań może skończyć się tragicznie dla chorego, który dowie się za późno, że ma np. tętniaka w głowie. Dlatego pracownicy szpitala w Makowie wydają wyniki związane z kilkumiesięcznymi kolejkami, czyli do endokrynologa, kardiologa, neurologa czy urologa.

Okazuje się, że to, czy pacjent dostanie dokument, zależy od lecznicy, do której trafił. – My jesteśmy dużym szpitalem i prawie wszystkie badania wykonujemy chorym u siebie. Nie kosztuje nas to kroci, w związku z czym na żądanie zawsze wydajemy chorym wyniki – mówi Krystyna Bracik, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy.

Zdaniem Pawła Pochopnia, prawnika z Polskiego Towarzystwa Prawa Medycznego, pacjentów nie powinny obchodzić rozliczenia między NFZ a lecznicami. – Jeśli szpital odmawia wydania wyników, mogą poskarżyć się do rzecznika praw pacjenta. Jeśli placówka nadal odmawia, w ciągu 30 dni chory może wnieść skargę do sądu administracyjnego – radzi Pochopień.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, k.nowosielska@rp.pl

Opinia:

Krystyna Barbara Kozłowska, rzecznik praw pacjenta

Pacjent ma prawo do wyników badań diagnostycznych i zapoznania się ze swoją dokumentacją. Placówka nie może uzależniać udostępnienia wyników od wizyty u lekarza. Dobrą praktyką niektórych świadczeniodawców jest np. nieodpłatne udostępnianie wyników przez e-mail bądź od razu wykonywanie kopii wyników przez laboratorium. Za udostępnienie dokumentacji lecznica może też pobierać opłatę. W razie ograniczenia lub odmowy realizacji tego prawa pacjent powinien jak najszybciej skontaktować się z naszym biurem za pośrednictwem bezpłatnej infolinii 800 190 590. Jeżeli już doszło do złamania praw pacjenta, trzeba przesłać do nas wniosek, na podstawie którego możemy wszcząć postępowanie wyjaśniające.