Rz: Do konsultacji społecznych trafił projekt noweli ustawy refundacyjnej, która wpłynie na dochody szpitali: mechanizm przetargów na wyroby medyczne ma zastąpić limit refundacyjny. Co chcą państwo osiągnąć?

Krzysztof Łanda: Po pierwsze jakość, po drugie oszczędności. Mechanizm będzie podobny jak w przetargach na leki. Producenci złożą wnioski refundacyjne, przedstawią dane techniczne, wynegocjują warunki refundacji, czasami także instrumenty dzielenia ryzyka. To doprowadzi do wyznaczenia ceny urzędowej. Ta procedura ma taką siłę, jak gdybyśmy prowadzili na dany wyrób przetarg dla całej Polski. Uzyskamy więc ceny znacznie niższe niż pojedynczy szpital, a nawet grupa szpitali. Co więcej, minister zdrowia ustali minimalne wymagania jakościowe dla wyrobów medycznych. Ich spełnienie będzie podstawowym warunkiem złożenia wniosku o objęcie refundacją w danej grupie. W tej chwili cena wyrobu wpływa na cenę świadczenia. Od szpitala zależy, za ile kupi np. soczewkę i ile zyska na jej wszczepieniu. Ma także wpływ na wybór materiału, może zdywersyfikować zamówienie. Chcemy usunąć motywację finansową szpitala, która prowadzi do używania wyrobów najtańszych. Im tańszy wyrób, tym więcej zostaje mu z zapłaty za całą procedurę. Szpitale nie powinny zarabiać na samym wyrobie, bo to prowadzi do używania wyrobu niskiej jakości i do nieprawidłowości podczas prowadzenia przetargu. Zapłacimy więc oddzielnie za wyrób, a oddzielnie za wykonanie procedury – szpital będzie się rozliczał z płatnikiem, przedstawiając mu faktury za zakup wyrobu objętego refundacją. Procedura medyczna natomiast, na przykład właśnie wszczepienie soczewki, będzie wyceniona i finansowana oddzielnie.

Lekarze używający określonego wyrobu, na przykład podczas operacji, boją się, że limit refundacyjny może być zaniżany dla całej grupy wyrobów.

To zupełnie nieuzasadnione obawy, które może mieć tylko ktoś, kto nie zapoznał się należycie z projektem ustawy. Minister zdrowia będzie wskazywał grupy wyrobów medycznych, które obejmuje limitem ceny. Bardzo precyzyjne określi także minimalne kryteria jakościowe. Co więcej, zawsze będzie do wyboru kilka wyrobów medycznych poniżej limitu finansowania – podobnie jak w lekach refundowanych. Oznacza to, że operator i pacjenci dostaną co najmniej kilka możliwości, zwykle bez żadnych dopłat. Tworzenie grup limitowych opisze odpowiednie rozporządzenie – a to znaczy, że będzie poddane konsultacjom społecznym, w których każdy, także lekarze poszczególnych specjalności, będzie mógł się wypowiedzieć. W mediach pojawiają się nieprawdziwe informacje podawane przez kardiologów, że zmiany w efekcie spowodują wybieranie najtańszych wyrobów, co obniży jakość procedur. Otóż jest dokładnie odwrotnie.

Temat wyceny wyrobów medycznych nie pojawił się sam. Towarzyszy budzącej ogromne emocje wycenie świadczeń gwarantowanych, np. zaniżeniu wycen właśnie w kardiologii. Czy wiemy już, jaka część wycen się obniży, a jaka podniesie?

Jeśli minister zdrowia ma informację, że część świadczeń jest wyceniona znacznie poniżej kosztów, a część znacznie powyżej, to oczywiście nie może przejść nad tym do porządku. Pomijając wszystko inne, nie pozwala nam na to ustawa: podstawą wyceny, taryfikacji musi być mianowicie analiza metodą mikrokosztów. Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wciąż publikuje nowe propozycje taryf. Oczywiście to budzi emocje, ale po to przecież są konsultacje społeczne, żeby – jeśli uwagi są merytoryczne – je uwzględniać. Jeżeli natomiast w grę wchodzi czysty lobbing i niemerytoryczne apele w interesie takiej czy innej grupy zawodowej, to takich uwag nie warto nawet wysyłać.

Z zapowiedzi wynika, że będzie można dopłacić do lepszego wyrobu. Czy jest to sposób na współpłacenie?

Kolejny mit. Po pierwsze, dziś występuje współpłacenie do wielu wyrobów medycznych na zlecenie. Dzięki procedurze refundacyjnej i ustaleniu ceny urzędowej w tej samej kwocie będziemy mogli zakupić więcej wyrobów lub będziemy mogli zmniejszyć do nich współpłacenie ze strony pacjentów. W niektórych przypadkach wyrobów stosowanych w lecznictwie zamkniętym wprowadzimy współpłacenie, ale do wyrobów, które dziś są w 100 proc. płatne przez pacjentów, np. do soczewek multifokalnych. Dziś pacjent jest skazany na soczewkę podstawową i do tego najtańszą albo musi płacić za całą procedurę łącznie z soczewką, jeśli chce, by zastosowano u niego inną soczewkę niż podstawowa. De facto więc obciążenia pacjentów się zmniejszą. W pierwszych dwóch turach obejmiemy procedurą: stenty, aparaty słuchowe, pieluchomajtki i inne wyroby, które dziś NFZ kupuje po zawyżonych cenach lub które dziś wymagają ponoszenia wysokich kosztów po stronie pacjentów. Jestem pewny, że wkrótce pacjenci odczują zmianę i zmniejszenie lub zlikwidowanie opłat, które wnoszą – zredukujemy też wiele kolejek, które dziś wynikają z ograniczonego dostępu do wyrobów medycznych.

—rozmawiały Katarzyna Nowosielska i Sylwia Szparkowska Medycyna Praktyczna

Autopromocja
Real Estate Impactor

Gala wręczenia nagród liderom w branży nieruchomości

ZOBACZ RELACJĘ