– Już końcówka ubiegłego roku była dużo lepsza, co dobrze wróży na cały 2014 rok – twierdzi Ireneusz Górecki, prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych (PIFS), która na ten rok prognozuje 15-proc., a może i 20-procentowy wzrost rynku.
O zdecydowanej poprawie koniunktury w usługach szkoleniowych mówi też Inga Tymińska, prezes firmy doradczej EduBroker.
Powrót do inwestycji
Według Tymińskiej duzi pracodawcy po okresie spowolnienia wracają do wcześniejszych założeń budżetowych dotyczących rozwoju pracowników, w tym do dawnej polityki szkoleniowej. Coraz chętniej zamawiają też komercyjne, pełnopłatne kursy. A w ich ślady idą mniejsze firmy.
– Na szczęście dla branży szkoleniowej w korporacyjnych przetargach przestaje wygrywać najniższa cena. Pracodawcy już widzą, że słabe szkolenie realizowane przez słabą firmę nie przynosi korzyści, a pracownicy tylko marnują czas – dodaje szef PIFS.
Aleksander Drzewiecki, prezes House of Skills, czołowego gracza branży doradczo-szkoleniowej, twierdzi, że wśród klientów pojawiają się przedstawiciele nowych sektorów (np. budowlany) oraz niewielkie krajowe firmy.
Tysiące konkurentów
Tak oczekiwane ożywienie w branży szkoleniowej nastąpi po dwóch latach spadku jej przychodów. Gospodarcze spowolnienie nałożyło się na kończący się napływ unijnego wsparcia na lata 2007–2013. Odbiło się to na kondycji wielu firm szkoleniowych, a setki z nich wypadły z rynku.
Według PIFS zniknęły głównie te nastawione na unijne kursy, które nie były w stanie sprostać wymaganiom na rynku pełnopłatnych szkoleń komercyjnych. A tu poprzeczka poszła w górę.
– Ludzie w firmach przeszli już dużo ogólnych szkoleń. Teraz firmy oczekują więc bardzo specjalistycznych rozwiązań, a jednocześnie dużej oferty – podkreśla Aleksander Drzewiecki, który w tym roku przewiduje 15-proc. wzrost przychodów swej firmy. Według niego takie oczekiwania skłaniają do konsolidacji rozdrobnionej branży.
Średnie firmy osiągają tu kilka milionów złotych rocznej sprzedaży, a duże spółki (jak House of Skills) – ok. 20 mln zł. Nawet jeśli słaba koniunktura wymiotła z rynku setki firm, to ich ubytku nie widać w danych GUS.
Według nich na koniec 2013 r. szkoleniami związanymi z doskonaleniem zawodowym lub zdobywaniem kompetencji zajmowało się w Polsce ponad 6,2 tys. firm i 21,3 tys. osób fizycznych – łącznie ponad 27 tys. podmiotów, o 5 proc. więcej niż w 2012 r.
Apetyt na przejęcia
Jak jednak ocenia Aleksander Drzewiecki, liczba aktywnych firm szkoleniowych, realizujących samodzielne projekty, nie przekracza 2 tys. W tej grupie powinno teraz dojść do fuzji i przejęć.
Konkretne plany ma tu House of Skills, która chce przyłączać niszowe firmy będące liderami w swej dziedzinie. Takie jak przejęta niedawno Training & Consulting, krajowy lider szkoleń z negocjacji. – To dopiero początek procesu akwizycji – podkreśla prezes Drzewiecki, który prowadzi rozmowy z pięcioma kolejnymi firmami. Ocenia, że przynajmniej w dwóch przypadkach powinny zakończyć się transakcją.
– Fuzji i przejęć w branży szkoleniowej będzie przybywać – ocenia Ireneusz Górecki, który jest też szefem firmy doradczo-szkoleniowej GB Resources Polska. Ona także ma już za sobą kilka rozmów z potencjalnymi partnerami.
Powiększona przez przejęcia oferta specjalistycznych kursów będzie atutem, gdy na rynek szkoleń napłyną miliardy euro z nowej perspektywy 2014–2020. Znaczna część z ponad 4,4 mld euro, które dostaniemy w ramach Programu Operacyjnego Wiedza, Edukacja, Rozwój pójdzie na szkolenia pracowników z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. W podwyższaniu ich kwalifikacji pomogą też pieniądze z programów regionalnych (średnio ok. 3–4 proc. z 31,2 mld euro).
Jak dodaje Inga Tymińska, branża szkoleniowa skorzysta też z wdrażania unijnego systemu potwierdzania kompetencji, czyli Krajowych Ram Kwalifikacji. Dzięki niemu łatwiej będzie potwierdzić umiejętności zdobyte na kursach i szkoleniach, co powinno zachęcić dorosłych Polaków do dokształcania się.
Agnieszka ?Chłoń-Domińczak, Instytut Badań Edukacyjnych
Obecnie brakuje w Polsce procedur, które sprawdzałyby i potwierdzały kompetencje zdobyte na kursach czy szkoleniach. Jeśli w przyszłości kwalifikacja z obszaru edukacji pozaformalnej zostanie umieszczona w rejestrze i będzie miała przypisany poziom Polskiej Ramy Kwalifikacji, to pracodawca będzie mógł sprawdzić, jakie są konkretne kompetencje kandydata do pracy. Dla firm szkoleniowych to szansa udowodnienia, co dają ich kursy i szkolenia. Nie będzie obowiązku zgłaszania kwalifikacji do rejestru, ale rynek to z pewnością wymusi.