Rekord – na razie chyba nie do pobicia – padł w roku akademickim 2011/12, gdy liczba słuchaczy na studiach podyplomowych sięgnęła 185,4 tysięcy. Wówczas jednak w pełnym rozkwicie były studia dofinansowywane z unijnych pieniędzy, dzięki którym nawet elitarne z założenia programy MBA można było skończyć kosztem kilku tysięcy złotych. Niewiele na tle średniej ceny studiów menedżerskich, które obecnie sięgają 31,8 tys. zł.
Absolwent wraca na studia
Dodatkowo popularność studiów podyplomowych zwiększało wtedy pokryzysowe spowolnienie gospodarcze i wysokie bezrobocie, w tym także wśród absolwentów uczelni. Wielu z nich starało się zwiększyć swoje szanse na rynku pracy i uciec przed rejestrem bezrobotnych właśnie poprzez studiowanie.
W ostatnich latach oba te bodźce zniknęły. Rosnący popyt na pracowników (w tym m.in. ze strony rozwijającego się dynamicznie sektora nowoczesnych usług dla biznesu, który rekrutuje głównie absolwentów uczelni) sprawił, że młodzi ludzie szybciej i łatwiej wchodzą na rynek pracy. Co więcej, nie mogą już liczyć na tanie studia z dopłatą z EFS.
W tej sytuacji niemal 150-tysięczną rzeszę słuchaczy studiów podyplomowych w roku akademickim 2014/15 i tak można uznać za sukces. Jak wynika ze statystyk GUS, największą popularnością, podobnie jak w poprzednich latach, cieszą się kierunki ekonomiczne i administracyjne, pedagogiczne (w tym nauczycielskie) oraz medyczne. I podobnie jak wcześniej, wśród studentów dominowały kobiety (69,7 proc.).
Krócej i taniej
Jak zwraca uwagę prof. Ewa Chmielewska z SGH, ekspert Instytutu Badań Edukacyjnych, dobre uczelnie nie odczuły spadku studentów na studiach podyplomowych. Jednak i one muszą się dostosować do nowych warunków i wymagań słuchaczy, dla których roczna nauka jest sporym obciążeniem czasowym i finansowym.