Teraz prawo do wcześniejszego kończenia kariery zawodowej ma ponad milion osób. Na wcześniejsze emerytury wydaje się kilkanaście miliardów złotych rocznie, a korzysta z nich co piąty emeryt i co czwarta emerytka. Koszty emerytur pomostowych dla około 130 tys. osób będą znacznie niższe. Ponosić je mają pracodawcy i budżet państwa.
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej oszacowało, że budżet rocznie będzie dopłacał od 20 mln zł w przyszłym roku do ok. 400 – 450 mln zł w latach 2019 – 2026. Do 2040 r. dotacja będzie się stopniowo obniżała do kilkudziesięciu milionów złotych.
Pracodawcy zaś płacić mają składki od 2010 r. Za każdą zatrudnioną osobę pracującą w warunkach szczególnych lub w szczególnym charakterze będą płacili 3-proc. składkę emerytalną (poza powszechną, płaconą za każdego pracownika). MPiPS policzyło, że w 2010 r. wpłynie od nich ok. 140 mln zł. Wpłaty w kolejnych latach zależeć będą od wysokości płac poszczególnych pracowników z prawem do emerytury pomostowej.
Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej, przyznała, że jej resort przedstawia rozwiązania, które dają szansę osiągnięcia równowagi finansowej w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Według niej to jeden ze sposobów na zapewnienie wyższych wynagrodzeń w sferze budżetowej, ponieważ budżet państwa nie będzie ponosił wysokich kosztów wypłacania dzisiejszych wcześniejszych emerytur.
– Chcemy, by Polacy zarabiali więcej i dłużej pracowali – mówiła podczas konferencji prasowej. – Praca każdego potrzebna jest do osiągania wzrostu gospodarczego.
Gdyby emerytury pomostowe były wypłacane wszystkim osobom, które ze względu na wykonywaną pracę mogłyby w starym systemie emerytalnym otrzymać wcześniejsze świadczenie, to roczne koszty wypłaty mogłyby sięgnąć nawet 4,5 mld zł w 2023 r., a łączna wartość wypłaty świadczeń do 2032 r. wyniosłaby 2,1 proc. produktu krajowego brutto.