Łączna liczba ofiar protestów w Mjanmie (Birmie) wzrosła do co najmniej 320 - wynika z szacunków organizacji Assistance Association for Political Prisoners (AAPP).

Tymczasem USA i Wielka Brytania zwiększają presję międzynarodową na rządzących obecnie krajem przedstawicieli armii nakładając sankcje na przedsiębiorstwa kontrolowane przez wojsko.

W czwartek na ulice Rangunu i wielu innych miast i miasteczek wyszły tysiące osób protestując przeciwko juncie.

Do protestów przeciwko armii, która 1 lutego uwięziła m.in. prezydenta kraju i pełniącą de facto funkcję premiera Aung San Suu Kyi, dochodzi w Mjanmie praktycznie codziennie.

Wojsko przeprowadziło zamach stanu zarzucając władzom cywilnym sfałszowanie wyborów z jesieni 2020 roku. W wyborach tych klęskę poniosła partia popierana przez armię.

W czwartek z rąk przedstawicieli armii i innych służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo protestujący mieli zginąć w Rangunie oraz miastach Khin-U, Mohnyin i Taunggyi.

Co najmniej siedem osób miało zostać rannych w wyniku otwarcia ognia do protestujących.

Armia Mjanmy ma dążyć do zduszenia protestów przed świętem sił zbrojnych, które przypada 27 marca.