Z tego artykułu się dowiesz:
- Dlaczego polsko-ukraińska umowa o zwalczaniu przestępczości nie weszła w życie?
- Jak przebiega proces ratyfikacji nowej umowy między Polską a Ukrainą?
- Jakie znaczenie ma wymiana informacji między Polską a Ukrainą w kontekście walki z dywersją?
- Jakie kwestie muszą zostać uwzględnione, aby umowa była skutecznym narzędziem operacyjnym?
Po tym jak dwóch ukraińskich dywersantów w listopadzie ubiegłego roku próbowało pod Lublinem wykoleić pociągi, Polska zażądała od Ukrainy przekazywania jej danych o przestępcach i kolaborantach Rosji. W efekcie, 11 grudnia 2025 r. nową międzynarodową umowę „o współpracy w zapobieganiu, wykrywaniu i zwalczaniu przestępczości, a także ściganiu sprawców przestępstw” podpisali ministrowie spraw wewnętrznych obu państw – Marcin Kierwiński oraz Ihor Kłymenko. Okazuje się jednak, że umowa wciąż nie weszła w życie – do tego niezbędna jest jej ratyfikacja przez Sejm, a służby dopiero ustalają szczegóły tej współpracy. Jak nieoficjalnie ustaliła „Rzeczpospolita”, polska strona ma ograniczone zaufanie i nie zamierza stronie ukraińskiej udostępniać swoich informacji o rozpoznawanych sabotażystach z ukraińskim obywatelstwem.
Kolejowi dywersanci swobodnie wjechali i wyjechali z Polski. Rząd Donalda Tuska żąda współpracy ze strony Ukrainy
Obecnie Straż Graniczna ma dostęp do europejskich i międzynarodowych baz danych – SIS, VIS, zasobów Interpolu i Europolu, ale nie ma bezpośredniego wglądu do krajowych baz danych innych państw. Wymiana informacji między polskimi a ukraińskimi służbami następuje poprzez oficerów łącznikowych. Przy aktualnych zagrożeniach to stanowczo za mało. Tym bardziej że między Ukrainą a Polską odbywa się ruch bezwizowy.
Dobitnie pokazuje to sprawa głośnych aktów sabotażu na kolei pod Lublinem, dokonanych przez dwóch obywateli Ukrainy. Mężczyźni podłożyli ładunki wybuchowe na torach i zniszczyli sieć trakcyjną. Okazało się, że jeden z nich – Jewhenij Iwanow, dywersji dopuszczał się już na Ukrainie, za co w maju ubiegłego roku został skazany przez sąd we Lwowie na 15 lat więzienia. Ponadto, w ukraińskich bazach był notowany za przemyt ludzi, a posiadając ukraiński paszport, od 2015 r. mieszkał w Rosji (w Biełgorodzie). Z kolei pochodzący z Donbasu Ołeksandr Kononow – pracownik tamtejszej prokuratury, współpracował z rosyjskimi służbami.
Czytaj więcej
„Akt dywersji”, „sabotaż”, „rosyjski ślad” – takie określenia towarzyszą dywersji na kolei, do kt...