Reklama

„Rzeczpospolita” ustaliła: Ukraina nadal nie udostępnia Polsce danych sabotażystów. Dlaczego nowa umowa nie działa?

Ważą się losy nowo podpisanej polsko-ukraińskiej umowy o zwalczaniu przestępczości. Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że służby wciąż nie mogą być pewne, czy skutecznie zablokuje ona wjazd sabotażystom, czy pozostanie jedynie złudnym politycznym sukcesem.

Publikacja: 28.01.2026 04:30

Dywersanci, którzy próbowali wysadzić tory na linii Warszawa - Lublin, byli już znaniu ukraińskim sł

Dywersanci, którzy próbowali wysadzić tory na linii Warszawa - Lublin, byli już znaniu ukraińskim służbom

Foto: AFP/Wojtek Radwański

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Dlaczego polsko-ukraińska umowa o zwalczaniu przestępczości nie weszła w życie?
  • Jak przebiega proces ratyfikacji nowej umowy między Polską a Ukrainą?
  • Jakie znaczenie ma wymiana informacji między Polską a Ukrainą w kontekście walki z dywersją?
  • Jakie kwestie muszą zostać uwzględnione, aby umowa była skutecznym narzędziem operacyjnym?

Po tym jak dwóch ukraińskich dywersantów w listopadzie ubiegłego roku próbowało pod Lublinem wykoleić pociągi, Polska zażądała od Ukrainy przekazywania jej danych o przestępcach i kolaborantach Rosji. W efekcie, 11 grudnia 2025 r. nową międzynarodową umowę „o współpracy w zapobieganiu, wykrywaniu i zwalczaniu przestępczości, a także ściganiu sprawców przestępstw” podpisali ministrowie spraw wewnętrznych obu państw – Marcin Kierwiński oraz Ihor Kłymenko. Okazuje się jednak, że umowa wciąż nie weszła w życie – do tego niezbędna jest jej ratyfikacja przez Sejm, a służby dopiero ustalają szczegóły tej współpracy. Jak nieoficjalnie ustaliła „Rzeczpospolita”, polska strona ma ograniczone zaufanie i nie zamierza stronie ukraińskiej udostępniać swoich informacji o rozpoznawanych sabotażystach z ukraińskim obywatelstwem.

Reklama
Reklama

Kolejowi dywersanci swobodnie wjechali i wyjechali z Polski. Rząd Donalda Tuska żąda współpracy ze strony Ukrainy

Obecnie Straż Graniczna ma dostęp do europejskich i międzynarodowych baz danych – SIS, VIS, zasobów Interpolu i Europolu, ale nie ma bezpośredniego wglądu do krajowych baz danych innych państw. Wymiana informacji między polskimi a ukraińskimi służbami następuje poprzez oficerów łącznikowych. Przy aktualnych zagrożeniach to stanowczo za mało. Tym bardziej że między Ukrainą a Polską odbywa się ruch bezwizowy.

Dobitnie pokazuje to sprawa głośnych aktów sabotażu na kolei pod Lublinem, dokonanych przez dwóch obywateli Ukrainy. Mężczyźni podłożyli ładunki wybuchowe na torach i zniszczyli sieć trakcyjną. Okazało się, że jeden z nich – Jewhenij Iwanow, dywersji dopuszczał się już na Ukrainie, za co w maju ubiegłego roku został skazany przez sąd we Lwowie na 15 lat więzienia. Ponadto, w ukraińskich bazach był notowany za przemyt ludzi, a posiadając ukraiński paszport, od 2015 r. mieszkał w Rosji (w Biełgorodzie). Z kolei pochodzący z Donbasu Ołeksandr Kononow – pracownik tamtejszej prokuratury, współpracował z rosyjskimi służbami.

Czytaj więcej

Krótka historia rosyjskiej dywersji w Polsce po 24 lutego 2022 roku
Reklama
Reklama

Mężczyźni jak gdyby nigdy nic wjechali do Polski, po czym równie swobodnie, po aktach terroru – wyjechali na Białoruś. O ich bliskich związkach z Rosją polskie służby dowiedziały się już po fakcie. 

Ukraiński kontrwywiad prowadzi specjalną bazę swoich obywateli podejrzewanych o terroryzm i osób sympatyzujących z Rosją (w samej Ukrainie toczy się aż 2,8 tys. śledztw o sabotaż i szpiegostwo), ale tymi informacjami nie dzieli się z polskimi służbami – choć to właśnie z Ukrainy pochodzi procentowo najwięcej sprawców dokonujących w Polsce i Europie aktów sabotażu i dywersji. Bez ukraińskich danych wywiadowczych o osobach wysługujących się Rosji Polska nie poradzi sobie z dywersantami. Podpisana w grudniu 2025 r. umowa, zastępująca starą z 1999 r., ma dostosować naszą współpracę do obecnych zagrożeń.

Służby ukraińskie będą musiały obligatoryjnie przekazywać nam informacje?

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, polskie i ukraińskie służby dopiero negocjują, jak powinna działać nowa umowa międzynarodowa, która ma pomóc zapobiegać aktom dywersji w naszym kraju. A także postawić tamę ukraińskiej cyberprzestępczości, czyli wyłudzeniom metodą „na bankowca”, często sterowanym z terytorium Ukrainy – jak pisaliśmy w „Rz”, Polska ma z tym ogromny problem.

Nowa umowa między Polską a Ukrainą znajduje się obecnie w procesie ratyfikacji. – Dokument ten nie jest jeszcze aktem prawnie wiążącym, a jego postanowienia są na etapie wdrażania. Dopiero po zakończeniu procedur ratyfikacyjnych w obu krajach oraz ustaleniu szczegółów technicznych między służbami, możliwe będzie określenie zakresu i sposobu realizacji przedmiotowej umowy – odpowiada nam mjr SG Anna Sobieska-Tekień, pełniąca obowiązki rzecznika komendanta głównego Straży Granicznej. I zaznacza, że „obecnie współpraca ze stroną ukraińską, w tym weryfikacja osób przekraczających granicę, odbywa się na podstawie dotychczasowych mechanizmów współpracy międzynarodowej i wymiany informacji kanałami policyjnymi oraz granicznymi”.

MSWiA wskazuje w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej”, że celem nowej umowy ma być „szybka i skuteczna wymiana informacji między polskimi a ukraińskimi służbami”, by móc „znacznie sprawniej wykrywać i powstrzymywać niebezpieczne zjawiska, zanim uderzą one w porządek publiczny”.

Z punktu widzenia ochrony bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej niezbędna jest możliwość bieżącego uzyskiwania rzetelnych informacji o osobach podejrzanych o udział w aktach sabotażu, ich wcześniejszych notowaniach, skazaniach, powiązaniach oraz sposobach działania

asp. szt. Aleksandra Laskowska, KGP

Reklama
Reklama

Duże nadzieje z tą współpracą wiąże policja. Umowa ma bowiem wprowadzić „jednoznaczny obowiązek przekazywania danych istotnych dla zapobiegania, wykrywania i zwalczania przestępstw o charakterze dywersyjnym, sabotażowym oraz terrorystycznym”.

– Należy tutaj podkreślić, że strona ukraińska posiada bazy swoich obywateli podejrzewanych o współpracę ze służbami Federacji Rosyjskiej, które będzie na bieżąco przekazywać polskim służbom – odpowiada nam asp. szt. Aleksandra Laskowska z biura prasowego Komendy Głównej Policji. – Wpłynie to bezpośrednio na skuteczność prowadzonych działań operacyjno-rozpoznawczych wobec osób zaangażowanych w działalność dywersyjną na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, Ukrainy oraz w przestrzeni państw członkowskich Unii Europejskiej – podkreśla.

Czytaj więcej

Kim jest „Andriej” z Telegrama? Kryptowaluty doprowadziły ABW do szefa rosyjskich dywersantów

Wojna na Ukrainie – jak ocenia KGP – „sprzyja aktywności struktur współpracujących z Federacją Rosyjską, w tym kolaborantów i dywersantów narodowości ukraińskiej przemieszczających się przez państwa członkowskie Unii Europejskiej”. – Z punktu widzenia ochrony bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej niezbędna jest możliwość bieżącego uzyskiwania rzetelnych informacji o osobach podejrzanych o udział w aktach sabotażu, ich wcześniejszych notowaniach, skazaniach, powiązaniach oraz sposobach działania – zaznacza Aleksandra Laskowska.

Eksperci: umowa z Ukrainą musi być bardzo szczegółowa, nie może być „złudnym sukcesem politycznym”

Jaką wiedzę ze swoich baz udostępnią nam Ukraińcy i co będą chcieli dostać w zamian? Tomasz Safjański, profesor Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej, były oficer policji, w tym CBŚ, uważa, że dla zapewnienia bezpieczeństwa zasadnicze znaczenie będzie miało stworzenie narzędzi operacyjnych: kanałów wymiany informacji, procedur, wspólnych baz danych.

– Bez rzetelnej wymiany informacji kryminalnych w czasie rzeczywistym nie zwiększymy ani szczelności granic, ani zdolności do podejmowania działań wyprzedzających wobec osób stwarzających zagrożenie – ocenia prof. Safjański. Jego zdaniem samo udostępnienie przez stronę ukraińską wykazu osób niebezpiecznych nie wystarczy. – Skuteczne zapobieganie przenikaniu na terytorium Polski osób niepożądanych wymaga natychmiastowego przepływu informacji o ich planach, miejscach pobytu, powiązaniach, danych kontaktowych, pojazdach, adresach, dokumentach i metodach działania – podkreśla nasz rozmówca. I wskazuje, że „brak wspólnego polsko-ukraińskiego centrum operacyjnego oraz niewystarczająca liczba oficerów łącznikowych po obu stronach powodują ryzyko, że każde zagrożenie będzie traktowane z opóźnieniem, a dane operacyjne nie zostaną w pełni wykorzystane”. Dlaczego?

Reklama
Reklama

Jeżeli Polska nie będzie gotowa dzielić się własnymi, wrażliwymi danymi, podejmować ryzyka informacyjnego, traktować Ukrainy jako równorzędnego partnera operacyjnego, nie ma podstaw oczekiwać, że strona ukraińska będzie przekazywać informacje o charakterze wyprzedzającym

prof. Tomasz Safjański

– Najbardziej prawdopodobnym skutkiem podpisania umowy będzie usprawnienie ustalania sprawców po fakcie, a nie o to powinno chodzić. Musimy dążyć do perfekcji policyjnej: zatrzymywania sprawców na etapie planowania, przygotowania czy usiłowania zamachu – podkreśla Tomasz Safjański i przestrzega przed huraoptymizmem wynikającym z samego faktu podpisania nowej umowy – jeśli nie zostanie obudowana konkretnymi rozwiązaniami operacyjnymi, będzie jedynie „złudnym sukcesem politycznym”.

Wymianie informacji kryminalnych o realnej wartości musi być przy tym wzajemna. – Jeżeli Polska nie będzie gotowa dzielić się własnymi, wrażliwymi danymi, podejmować ryzyka informacyjnego, traktować Ukrainy jako równorzędnego partnera operacyjnego, nie ma podstaw oczekiwać, że strona ukraińska będzie przekazywać informacje o charakterze wyprzedzającym – podsumowuje prof. Safjański.

Wątpliwości ma również oficer ABW zajmujący się kontrwywiadem. Jego zdaniem umowa musi być bardzo szczegółowo i precyzyjnie opisana pod kątem zakresu danych mających być przedmiotem współpracy z Ukrainą. – Pamiętajmy o ograniczonym zaufaniu do ukraińskich służb, które podobnie jak np. służby izraelskie lubią kombinować i grać „na siebie” – podkreśla funkcjonariusz. Przyznaje również, że nie dziwi się, że polskie służby nie chcą zagwarantować Ukraińcom dostępu do naszych baz. – Jedyną służbą w miarę szczelną przed ruskim handlem danymi jest antykorupcyjna NABU, tylko dlatego, że chronią ją Amerykanie, by rozgrywać nią swoje interesy w Ukrainie – zaznacza funkcjonariusz ABW.

Reklama
Reklama

Jego zdaniem nowa umowa musi dokładnie definiować, jakie informacje będą przekazywane, np. dane identyfikacyjne (imię, nazwisko, pseudonimy agenturalne, kryptonimy spraw), dane biometryczne (jeśli tak – to jakie), dane operacyjne (kontakty, powiązania, dane tranzytu, dane przemieszczania się osoby), charakter danych (dane wywiadowcze, dane procesowe) i status osoby (podejrzany, świadek, skazany, źródło operacyjne).

Polska musi również ustalić z Ukrainą zasady wykorzystania pozyskanych informacji oraz wprowadzić obowiązkowy mechanizm kontroli, w tym możliwość zawieszenia współpracy w przypadku nadużyć

– Nie wystarczy wpisać, że będą to ogólne „dane istotne dla bezpieczeństwa” – to za szerokie i niebezpieczne sformułowanie – podkreśla nasz rozmówca z ABW. Polskie służby muszą też wiedzieć, jakie są źródła tych danych i jaki jest poziom ich wiarygodności, np. czy pochodzą z rozpoznania operacyjnego, czy dane są „surowe”, czy „analitycznie przetworzone”.

– Bez tego państwo przyjmujące bierze na siebie ryzyko fałszywych oskarżeń. Umowa powinna zawierać jasną klauzulę odpowiedzialności za fałszywe dane, np. błędną identyfikację czy zatajenie informacji odciążających. To jest absolutnie kluczowe przy działaniach wobec cudzoziemców – dodaje funkcjonariusz ABW.

Zdaniem naszych rozmówców Polska musi również ustalić z Ukrainą zasady wykorzystania pozyskanych informacji oraz wprowadzić obowiązkowy mechanizm kontroli, w tym możliwość zawieszenia współpracy w przypadku nadużyć. Nie wiadomo również, czy nowa umowa obejmie nowe zasady wymiany danych między służbami specjalnymi, a więc HUR czy SBU.

Reklama
Reklama

Jacek Dobrzyński, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych zapewnia „Rzeczpospolitą”, że „ABW prowadzi stałą współpracę ze służbami specjalnymi innych państw, w tym z odpowiednimi służbami Ukrainy”. Jednak o szczegółach nie powie, bo są to informacje niejawne. Pełną treść polsko-ukraińskiej umowy poznamy dopiero po jej ratyfikacji przez Sejm i opublikowaniu w „Dzienniku ustaw”.

MSWiA: Zawrzemy w umowie „bezpieczniki” dla Polski

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zapewnia „Rzeczpospolitą”, że zawarło w niej „bezpieczniki, które gwarantują, że żadna ze stron nie otrzyma bezwarunkowego dostępu do zasobów sąsiada, co w pełni chroni naszą suwerenność”.

– Każde działanie opiera się na wzajemności i konkretnych wnioskach, a w sytuacjach, gdyby jakakolwiek prośba mogła naruszyć bezpieczeństwo państwa lub zagrozić uczestnikom operacji, przewidzieliśmy procedurę odmowy – odpowiada resort, dodając, że „rygorystycznie ochroni to nienaruszalność naszych narodowych interesów”.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Płk Maciej Zaborowski z NATO: Wojna z Rosją już się toczy, ale musimy patrzeć znacznie szerzej
Polityka
Wybory w Polsce 2050. Szymon Hołownia: ta kampania strasznie nas podzieliła
Polityka
Polska ma za dużo gmin? Prof. Hausner ostrzega: Nie stać nas na to
Polityka
Dlaczego zawieszono szefa SOP? Ustalenia „Rzeczpospolitej”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama