– Blisko, to znaczy, że czas konieczny, by rakiety balistyczne osiągnęły swoje cele, znacznie się zmniejsza – wyjaśnia rosyjski ekspert ONZ do spraw broni jądrowej Paweł Podwig. Przy tym on sam uważa, że „w rzeczy samej nie ma żadnej (wojskowej) konieczności przybliżania się amerykańskich okrętów do terytorium Rosji”.
Co mogą okręty atomowe Donalda Trumpa
– Są już tam, gdzie powinny być – powiedział jednak Donald Trump pytany już w poniedziałek, gdzie są obecnie amerykańskie podwodne okręty atomowe, którym kazał podpłynąć bliżej Rosji.
Czytaj więcej
W reakcji na prowokacyjne komentarze z Rosji Trump wysłał „w odpowiednie miejsce” dwa amerykańskie atomowe okręty podwodne. Jak komentują to niemie...
Amerykański prezydent wydał rozkaz przemieszczenia dwóch amerykańskich podwodnych okrętów atomowych. Według danych „Biuletynu Naukowców Jądrowych” (założonego w 1945 roku m.in. przez Alberta Einsteina) na Oceanie Atlantyckim USA mają sześć okrętów podwodnych klasy Ohio, przenoszących broń atomową. Stacjonują w bazie Kings Bay w stanie Georgia.
Czytaj więcej
Wszystkich dziewięć krajów posiadających broń atomową modernizuje swoje arsenały, a niektóre gwałtownie je rozbudowują.
W sumie Amerykanie mają 14 takich okrętów (jeszcze osiem na Pacyfiku, operujących z bazy w Bangor w stanie Waszyngton). Zdaniem naukowców, cały czas w morzu znajduje się 8-10 takich okrętów, z tego 4-5 w wyznaczonych rejonach patrolowania. Nie wiadomo jednak dokładnie, ile ich jest na jakim oceanie. W każdym razie Trump kazał przemieścić jedną trzecią swojej podwodnej atomowej floty atlantyckiej.
Jeszcze na początku stulecia USA miały 18 takich okrętów na obu oceanach, ale Waszyngton uznał, że cztery można przezbroić w konwencjonalne pociski kierowane Tomahawk.
Obecnie atomowe okręty typu Ohio mają po 20 wyrzutni rakiet balistycznych Trident latających na odległość do 12 tys. km. Każda z rakiet ma od jednej do ośmiu głowic bojowych, które oddzielają się od niej w końcowej fazie lotu, bardzo zwiększając siłę atomowej salwy. Przy tym nie wiadomo, ile rakiet jest na poszczególnych okrętach i po ile głowic mają. Teoretycznie oba okręty mogą odpalić do 320 głowic bojowych o ładunku atomowym do 400 kiloton każda.
– Rosyjski system dowodzenia własnymi siłami strategicznymi przewiduje warianty, przy których amerykańskie okręty mogą patrolować rejony blisko terytorium Rosji, na przykład u wybrzeży Norwegii – uważa Podwig.
Inni eksperci wojskowi wskazują, że „okręty mogą zająć pozycje, z których możliwe jest uderzenie w terytorium Rosji po tzw. płaskiej trajektorii”, gdy rakiety są trudniejsze do wykrycia i unieszkodliwienia.
– Wpływ na strategiczną stabilność będzie można ocenić dopiero, gdy zrozumiemy, co i dokąd popłynęło. Ale w sumie raczej nie można mówić o jakichś krytycznych następstwach. Więcej problemów wywołuje sama praktyka wymiany atomowych sygnałów poprzez sieci społecznościowe – podsumowuje jeden z nich.
Amerykańska broń atomowa jako instrument polityczny
Donald Trump wydał rozkaz przemieszczenia okrętów na skutek internetowej polemiki z byłym rosyjskim premiero-prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem. Po ogłoszeniu rozkazu amerykańskiego prezydenta, Miedwiediew jakby pod ziemię się zapadł. Również Putin ani słowem nie skomentował decyzji Trumpa. Przez kilka dni Kreml wydawał się całkowicie zaskoczony. Dopiero w poniedziałek rzecznik Putina wezwał, by „bardziej uważać z retoryką jądrową”, zapominając, ile razy od początku wojny używała jej Moskwa”: zarówno Putin, jak i poszczególni politycy, a przede wszystkim kremlowscy propagandyści.
Na razie rosyjscy politycy oficjalnie bagatelizują rejs okrętów podwodnych USA. Jeden z nich powiedział nawet, że celem Amerykanów jest „śledzenie najnowszego rosyjskiego okrętu Kniaź Pożarski”, który wszedł do służby 24 lipca. Ukraiński wywiad wojskowy HUR natychmiast udowodnił Kremlowi, że USA nie muszą się już trudzić – opublikował w internecie część zdobytych, ściśle tajnych danych na temat najnowszego, rosyjskiego okrętu. Zawierają one wszystko łącznie z regulaminem służby w poszczególnych kajutach jednostki oraz oceną niedoróbek na okręcie, dokonaną przez samych Rosjan już po spuszczeniu go na wodę.
– Mam nadzieję, że przy wszystkich tych ostrych wypowiedziach strony rozumieją, że nie powinny iść dalej w stronę eskalacji – sądzi Podwig.
Czytaj więcej
– Nie możemy się spodziewać wojny nuklearnej – stwierdził gen. Bogusław Pacek, były rektor Akademii Obrony Narodowej obecnie dyrektora Muzeum Wojsk...
Zdaniem ekspertów przed Kremlem stanęło teraz trudne zadanie ocenienia, do jakiego stopnia zdeterminowany jest Trump i odpowiedzenia mu, ale w sposób, który nie doprowadzi do zerwania kontaktów z Waszyngtonem.
Część specjalistów uważa, że amerykański „atomowy rejs” ma po prostu wesprzeć negocjacyjną pozycję wysłannika Trumpa Stevena Witkoffa, który w środę przyjedzie do Moskwy, by rozmawiać o zakończeniu, a przynajmniej przerwaniu wojny w Ukrainie. Można więc sądzić, że bliżej terminu przyjazdu Amerykanina pojawi się kremlowska odpowiedź.
Jednocześnie jednak nie wydaje się, by Putin poszedł na jakieś ustępstwa, ponieważ jest przekonany, że jego armia odnosi sukcesy w Ukrainie i wkrótce podbije wszystkie jej części, których on się domaga.