Czwarty tydzień protestów w Gruzji. Fala demonstracji nie ustaje

Prezydent Gruzji żąda powtórzenia wyborów parlamentarnych, demonstranci co wieczór zapełniają centrum stolicy, a Zachód wprowadza wciąż nowe sankcje.

Publikacja: 23.12.2024 18:05

Protest w Tbilisi

Protest w Tbilisi

Foto: REUTERS/Irakli Gedenidze

Szefowa państwa Salome Zurabiszwili wezwała faktycznego lidera Gruzji, miliardera Bidzinę Iwaniszwili, by rozpoczął z nią rozmowy o nowych wyborach parlamentarnych. Ich data powinna być podana do 29 grudnia, dnia, w którym powinny zakończyć się pełnomocnictwa prezydenta.

Czytaj więcej

Były piłkarz Micheil Kawelaszwili będzie prezydentem Gruzji

Tyle z wystąpienia Zurabiszwili zrozumiały tysiące Gruzinów uczestniczących w ogromnej manifestacji, na którą przyszła. W trakcie bowiem jej przemowy „nieznani sprawcy” wyrwali kable z generatorów dostarczających prąd i pani prezydent musiała dokończyć wystąpienie przez ręczny megafon. A dźwięk z niego nie docierał do całego, potężnego tłumu.

Gruzińscy dziennikarze podejrzewają, że sprawcy bali się, iż Zurabiszwili wezwie ogromny tłum do szturmu na siedzibę parlamentu. Policja, która jak zwykle obstawiała budynek, nie miałaby szans w starciu z taką ilością demonstrantów.

Codzienne, niezmordowane protesty uliczne w Tbilisi i innych miastach Gruzji

Od 28 listopada, dzień w dzień, w Tbilisi i kilku innych miastach Gruzji, odbywają się antyrządowe manifestacje. Protest tlił się od późnej wiosny, gdy rząd Gruzińskiego Marzenia zaczął wprowadzać „rosyjskie prawa” – ustawy przeciw „zagranicznym agentom” czy społeczności LGBT wzorowane na kremlowskich. Marzenie korzystało z rosyjskich wzorców, mimo że Tbilisi nie utrzymuje z Moskwą dyplomatycznych kontaktów od czasu wojny w 2008 roku.

26 października odbyły się wybory parlamentarne, które opozycja uznała za sfałszowane. Ale eksplozja ulicznych protestów nastąpiła, gdy premier Irakli Kobachidze zapowiedział przerwanie na cztery lata rozmów z Brukselą o wstąpieniu kraju do Unii Europejskiej. Gwałtowna reakcja Gruzinów wylała się na ulice, zaczęło dochodzić do starć z policją. Pomimo że sama UE zawiesiła w lipcu rozmowy akcesyjne z Gruzją z powodu postępującej autorytaryzacji władzy Gruzińskiego Marzenia.

Dotychczas w ulicznych starciach prawdopodobnie zostało rannych ponad tysiąc osób, a kilkaset aresztowano. Ponadto „nieznani sprawcy” pobili kilku przywódców i aktywistów opozycji oraz dziennikarzy.

– Niezależnie od tego, czy wybory były rzeczywiście sfałszowane, konstytucja została kilkakrotnie naruszona. I stoimy wobec politycznego kryzysu – stwierdził gruziński politolog Kacha Gogołaszwili, sympatyzujący z opozycją. Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (ODIHR) opublikowało w końcu raport na temat gruzińskich wyborów, w którym jednak nie stwierdziło wprost, że ich wynik został sfałszowany na korzyść władz, a jedynie bardzo wiele naruszeń, w tym zastraszanie wyborców (szczególnie na prowincji lub pracowników sfery budżetowej).

Policja okrada zatrzymanych w Gruzji. Zachód wprowadza sankcje

Nie czekając na ten dokument, część krajów Zachodu (w tym USA i Wielka Brytania) zaczęło wprowadzać sankcje na szefów gruzińskiej policji (począwszy od ministra spraw wewnętrznych) za „szokującą przemoc” wobec manifestantów. – Przede mną pojawił się nagle policjant, który mnie uderzył. (…) Jak już upadłem, to biło mnie i kopało chyba siedmiu policjantów – opowiadał 23-letni Zwiad Maisaszwili, który stał się symbolem policyjnej przemocy i gruzińskiego protestu.

Bardzo wielu zatrzymanych skarży się, że policjanci pozabierali im osobiste rzeczy (portfele, tablety, komórki, klucze od samochodów), których nie odzyskali. Sygnał części zarekwirowanych komórek namierzono później w budynkach należących do MSW, a nawet w parlamencie.

Czytaj więcej

Gruzja nie chce dotacji UE. „Biurokraci mają się zwracać do nas z szacunkiem”

W odpowiedzi na zachodnie sankcje premier Kobachidze demonstracyjnie awansował ministra spraw wewnętrznych na wicepremiera i zapowiedział odznaczenie orderami dziesięciu wysokich rangą policjantów (w tym wszystkich wiceministrów spraw wewnętrznych).

– Gruzińskie Marzenie (…) buduje wokół siebie fortecę. No ale, ile można siedzieć za murami – zastanawia się Gogołaszwili.

Gruzińskie Marzenie woli Donalda Trumpa od Władimira Putina

Kreml okazuje coraz większe zainteresowanie rozruchami w Gruzji. Jego możliwości wpływania na sytuację są ograniczone, ale w Tbilisi co i raz pojawiają się jego nieformalni wysłannicy. Ostatnim był szef zrzeszenia związków zawodowych organów wymiaru sprawiedliwości Aleksiej Łobariew – „na zaproszenie kolegów” (chyba z gruzińskiej policji). „Stosunek do Rosji znacznie zmienił się w ostatnich miesiącach (…). Większość Gruzinów negatywnie odnosi się do protestujących (…) prowadzących nielegalne, antypaństwowe akcje” – napisał w jednej z sieci społecznościowych po wizycie.

Ale władze w Tbilisi – jak większość różnych, autorytarnych władców – znacznie większą nadzieję pokładają w objęciu 20 stycznia amerykańskiej prezydentury przez Donalda Trumpa. Sam premier Kobachidze zmienił retorykę z putinowskiej na trumpowską: przestał mówić o „globalnej partii wojny” (która miała spiskować przeciw Gruzji), a zaczął używać terminu „Deep State” (konspiracyjna teoria o istnieniu w USA rządu „szarych kardynałów”, który jest ważniejszy od administracji w Waszyngtonie).

– Gruzińskie Marzenie próbuje zachować popularność wśród swoich wyborców, przekonując ich, że 20 stycznia protesty ucichną, a problemy znikną. Opisują Europę jako niesamodzielną i zależną od USA, co jest twierdzeniem absurdalnym i ignoranckim – sądzi Gogołaszwili.

Polityka
USA–Rosja. Doradcy Donalda Trumpa odradzają mu dzwonienie do Władimira Putina
Polityka
Donald Trump wzywa do „uwolnienia Marine Le Pen”. „To wszystko jest złe dla Francji”
Polityka
J.D. Vance: Cła mogły być znacznie wyższe
Polityka
Sąd Konstytucyjny przesądził o losie prezydenta Korei Południowej
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Polityka
Premier Danii o zakusach Donalda Trumpa: Stabilność NATO się chwieje