Rolnicy nie chcą ponosić kosztów zielonej rewolucji

Bruksela chciała zrobić wszystko naraz: powstrzymać zmiany klimatyczne, pomóc Ukrainie, przygotować się do powrotu Donalda Trumpa i ograniczyć zależność od Chin. Wieś odmawia płacenia za to rachunku.

Publikacja: 05.02.2024 03:00

– Nie niszczcie miasta – apelował premier Belgii Alexander De Croo (z prawej)

– Nie niszczcie miasta – apelował premier Belgii Alexander De Croo (z prawej)

Foto: AFP

W miniony czwartek, gdy trwały obrady przywódców „27”, zdesperowani rolnicy zdołali zbliżyć się na odległość ledwie jednego kilometra od budynku Rady UE. Ofiarą ich wściekłości padł m.in. pomnik Johna Cockerilla, brytyjskiego przemysłowca wzbudzającego zachwyt w XIX wieku. Dzielnica europejska została sparaliżowana przez traktory, ulicami popłynął nawóz.

– Nie niszczcie miasta – apelował premier Belgii Alexander De Croo.

Czytaj więcej

Protest rolników w Brukseli: PE obrzucony jajkami. Policja użyła gazu

Ale tam, gdzie jedni widzą tylko destrukcję, inni dostrzegają siłę, która może wydatnie pomóc im zdobyć władzę. Wśród protestujących można było dostrzec m.in. Marion Marechal Le Pen, siostrzenicę Marine Le Pen i deputowaną Reconquete, konkurującego z Frontem Narodowym ugrupowania skrajnej prawicy Erica Zemmourea.

– Nie pozwolimy, by Unia zniszczyła naszą wieś, naszą tożsamość – przekonywała manifestujących.

Producenci rolni od dziesięcioleci są najlepiej traktowaną grupą zawodową w Unii. W przeszłości połowa budżetu Wspólnoty szła na Wspólną Politykę Rolną (CAP), stworzony przez Francję zestaw subwencji i regulacji, które miały zrekompensować korzyści, jakie z jednolitego rynku czerpały znacznie bardziej uprzemysłowione Niemcy.

Dziś to co prawda już tylko jedna trzecia wydatków UE (ok. 60 mld euro rocznie), ale wciąż jest największą pozycją na liście budżetowej Brukseli. Suma może się wciąż wydawać imponującej, tym bardziej że i liczba gospodarstw systematycznie spada: to już tylko 9 milionów jednostek, o 37 procent mniej niż w 2005 roku.

A jednak dochody rolników, średnio około 20 tys. euro rocznie, są relatywnie niewielkie. Marża zysku mała. Zasadniczym powodem jest coraz większy import tańszej żywności spoza Unii. Rolnicy z przedsiębiorców przekształcili się też w biurokratów, którzy muszą ściśle respektować coraz dłuższy zestaw regulacji, jeśli chcą utrzymać żywotne dla nich dotacje.

Żywność z Mercosuru: w grę wchodzi geopolityka

Ten układ dla wielu z nich stał się w ostatnim czasie nie do wytrzymania. Szczególny gniew wywołało otwarcie jednolitego rynku na import znacznie tańszej żywności z Ukrainy po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji niemal równo dwa lata temu. Wieś w Europie uznała, że w ten sposób płaci więcej za konieczność wspierania Kijowa niż inne grupy zawodowe.

Czytaj więcej

Unia wprowadza klauzule bezpieczeństwa na żywność z Ukrainy

Innym problemem jest perspektywa otwarcia Unii dla masowego eksportu żywności z krajów Mercosuru (Brazylia, Argentyna, Paragwaj i Urugwaj). Tu też w grę wchodzi geopolityka: w zamian Latynosi byli gotowi znieść restrykcje dla unijnego eksportu towarów przemysłowych, co pomogłoby Brukseli ograniczyć zależność od autorytarnych Chin.

Ale Unia patrzy też z niepokojem na Amerykę. Obawia się, że jeśli do Białego Domu wróci Donald Trump, nie tylko znów wyprowadzi on USA z porozumienia paryskiego o ograniczeniu zmian klimatycznych, ale w ogóle zniesie wszelkie restrykcje dla emisji gazów cieplarnianych.

Katastrofalna sytuacja w Katalonii, gdzie mimo zimy susza powoduje, że 6 milionów osób nie ma wody, przypomina, co czeka nasz kontynent, jeśli zanieczyszczenie środowiska nie zostanie wstrzymane.

Tyle że i w tym przypadku wieś ma wrażenie, że to na niej spoczywa wyjątkowo duży ciężar ratowania klimatu. Dziś 11 proc. gazów cieplarniach powstaje w związku z produkcją żywności i jeśli się to nie zmieni, Wspólnota nie zdoła do 2050 roku osiągnąć neutralności klimatycznej. Dlatego Bruksela chce, by w ciągu sześciu lat (do 2030 roku) wykorzystanie pestycydów spadło o połowę, o jedną piątą została zredukowana ilość wykorzystywanych nawozów, a o jedną czwartą (do 9 proc.) wzrósł udział upraw bio. Unijna centrala domaga się też, aby od 4 do 7 proc. ziemi uprawnej leżało odłogiem.

Francja: Znieść swobodny handel produktami rolnymi

Manifestacje w Brukseli były tylko kulminacją protestów, które sparaliżowały w ostatnich tygodniach Niemcy, Polskę, Rumunię czy Belgię. Traktory wyjechały także na ulice Berlina, sparaliżowany został czołowy belgijski port Zeebrugge. To jednak sytuacja we Francji ma największe znaczenie. Nowy premier Gabriel Attal zapowiedział, że „zielona rewolucja” musi być jeśli nie wstrzymana, to z pewnością spowolniona.

Czytaj więcej

Rolnicy protestują we Francji. Wieś idzie na Paryż

We Francji, podobnie jak w Niemczech, wstrzymano przywrócenie normalnego opodatkowania oleju napędowego, którego cena z powodu wojny w Ukrainie mocno poszybowała w górę. Ale szef rządu zapowiedział też zawieszenie regulacji odnoszących się do ograniczenia użycia nawozów sztucznych i obowiązkowego odłogowania części terenów rolnych.

Francja twierdzi, że zbudowała koalicję 22 państw, która chce znieść swobodny handel produktami rolnymi (import bez ceł miałby zostać ograniczony do poziomu z 2022 r.).

Emmanuel Macron zapowiedział też, że umowa o wolnym handlu z Mercosurem będzie zlikwidowana, choć wcześniej zapewniał, że do jej podpisania dojdzie, jeśli prezydent Ignacio Lula da Silva wstrzyma wycinkę Puszczy Amazońskiej (co faktycznie robi).

Dla Paryża priorytet jest dziś jeden: powstrzymanie marszu po władzę Marine Le Pen m.in. poprzez odciągnięcie od niej wsi. Choć dostarcza ona ledwie 1,6 proc. francuskiego PKB, może całkowicie sparaliżować kraj.

W miniony czwartek, gdy trwały obrady przywódców „27”, zdesperowani rolnicy zdołali zbliżyć się na odległość ledwie jednego kilometra od budynku Rady UE. Ofiarą ich wściekłości padł m.in. pomnik Johna Cockerilla, brytyjskiego przemysłowca wzbudzającego zachwyt w XIX wieku. Dzielnica europejska została sparaliżowana przez traktory, ulicami popłynął nawóz.

– Nie niszczcie miasta – apelował premier Belgii Alexander De Croo.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Kryzys polityczny w Hiszpanii. Premier odejdzie przez kłopoty żony?
Polityka
Mija pół wieku od rewolucji goździków. Wojskowi stali się demokratami
Polityka
Łukaszenko oskarża Zachód o próbę wciągnięcia Białorusi w wojnę
Polityka
Związki z Pekinem, Moskwą, nazistowskie hasła. Mnożą się problemy AfD
Polityka
Fińska prawica zmienia zdanie ws. UE. "Nie wychodzić, mieć plan na wypadek rozpadu"