Horała był w Radiu Zet pytany o sprawę Joanny z Krakowa.
Kobieta opowiedziała TVN-owi jak - po tym jak zażyła pigułkę wczesnoporonną, poczuła się gorzej i zadzwoniła do lekarza - stała się przedmiotem zainteresowania policji, która domagała się dostępu do jej telefonu i laptopa.
W pewnym momencie, w czasie gdy kobieta przebywała w placówce medycznej, dwie policjantki miały kazać jej rozebrać się do naga, robić przysiady i kaszleć (taką wersję zdarzeń przedstawiła kobieta). W związku m.in. z tą sytuacją Donald Tusk wezwał do organizacji 1 października w Warszawie "marszu miliona serc".
Marcin Horała o sprawie pani Joanny z Krakowa: Promuje ją środowisko Federy
Horała był pytany o to czy komendant główny policji powinien zostać zdymisjonowany.
- Nie, a skąd pytanie? - spytał.
Na uwagę, że domaga się tego opozycja w związku ze sprawą pani Joanny Horała odparł, że "zalecałby tu dużą wstrzemięźliwość w wierze w niektóre doniesienia medialne".
- Kreują je te same środowiska, które kilka miesięcy temu wykreowały sytuację jakiejś pani, której rzekomo odmówiono aborcji w stanie zagrożenia życia w Białymstoku, była z tego kilkudniowa afera, po czym po zbadaniu tematu okazało się, że afery nie było - stwierdził
Czytaj więcej
- Ja dziwię się, że i redakcja, i opozycja wykorzystuje osobistą sytuację pani Joanny do celów politycznych - mówił w TVN24 minister Henryk Kowalcz...
Prowadząca rozmowę Beata Lubecka przypomniała, że w ostatnim czasie doszło do kilku przypadków, gdy kobiety w ciąży umierały w wyniku sepsy z powodu zbyt późno przeprowadzonej aborcji.
- W przypadku stanu zagrożenia życia kobiety lekarz musi ratować to życie, do tego nie trzeba specjalnej ustawy, to stan wyższej konieczności, pod tym względem nic się nie zmieniło - odparł.
- Tego rodzaju błędy lekarskie w liczbie kilku rocznie niestety, ubolewamy, zdarzają się od lat. Nie jest ich teraz więcej niż kilka lat wcześniej - przekonywał. - Orzeczenie TK nic tu nie zmieniło - dodał.
A co ze sprawą Joanny z Krakowa?
Czytaj więcej
- Poczułam, że nikt mnie nie chroni, że jestem w tej sytuacji zupełnie sama. Odarta z godności i upokorzona. Byłam przerażona - wspomina interwencj...
- Według tych informacji, które ja mam ze źródła wiarygodnego, czyli komendy wojewódzkiej policji, sprawa miała miejsce następująca: przyjechała do szpitala pani w stanie poważnego zaburzenia, zagrożenia jej zdrowia, a nawet życia. Badający ją lekarz psychiatra stwierdził, że być może jest to efekt próby samobójczej. Pani zeznała, że zażyła nieznanego źródła pochodzenia środki, które nabyła w internecie. Policjanci poprosili ją o informację skąd, odmówiła podania takiej informacji. Co w takiej sytuacji ma zrobić policja? - pytał Horała.
Na pytanie czy to uzasadnia domaganie się od kobiety, aby się rozebrała, Horała odparł, że "nie ma pewności czy doszło do takiego zdarzenia".
Przyjechała do szpitala pani w stanie poważnego zaburzenia, zagrożenia jej zdrowia, a nawet życia. Badający ją lekarz psychiatra stwierdził, że być może jest to efekt próby samobójczej
- Może mieć przy sobie środki, które użył w tym celu, trzeba taką osobę przeszukać czy nie ma przy sobie żyletki, noża. To trzeba zabezpieczyć - stwierdził następnie.
- Trzeba przeprowadzić postępowanie, które wyjaśni jak było naprawdę - dodał.
Dopytywany czy nie wierzy Joannie, gdy ta relacjonuje co ją spotkało, minister odparł, że "w ciemno nie daję wiary nie tyle pacjentce, co środowisku tzw. Federy, która ją promuje". - Być może powiedzieli co powinna powiedzieć, by lepiej w tej sprawie zaistnieć - dodał.
Federa to Fundacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Wiceprezeską Federy jest Kamila Ferenc, która jest jednocześnie pełnomocniczką Joanny.
Sprawa pani Joanny z Krakowa
W środę "Fakty" TVN poinformował, że Joanna z Krakowa źle poczuła się po zażyciu tabletki poronnej. Środek przyjęła, ponieważ ciąża zagrażała jej życiu i zdrowiu.
Zawiadomiła swoją lekarkę o złym samopoczuciu fizycznym i psychicznym i udała się na oddział ratunkowy krakowskiego szpitala. Tam czekała na nią już policja zaalarmowana zawiadomieniem lekarki, która poinformowała o sytuacji dyżurnego ratunkowego numeru 112.
Jak relacjonuje kobieta, funkcjonariusze kazali jej w szpitali nago wykonywać przysiady. „Czterech mężczyzn pilnowało jednej przestraszonej kobiety. Utworzyło kordon wokół pacjentki, utrudniało nam to pracę. Oni nie byli w stanie podać, dlaczego ta pacjentka jest przez nich zatrzymywana” - relacjonował lekarz oddziału ratunkowego.