Zuzanna Dąbrowska: Pakt azylowy na kampanię PiS

Jarosław Kaczyński znowu ma wygodnego wroga. Unia Europejska osiągnęła porozumienie w sprawie nowego paktu azylowego dla uchodźców docierających na południe Europy. Polska i Węgry były przeciw. Co za wspaniałe paliwo na kampanię wyborczą.

Publikacja: 10.06.2023 20:37

Prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas konferencji prasowej przy granicy polsko-białoruskiej w miejsc

Prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas konferencji prasowej przy granicy polsko-białoruskiej w miejscowości Kopczany

Foto: PAP, Tomasz Waszczuk

Polska nie życzy sobie przyjmowania uchodźców z południa Europy, ani za płacenia kar za to, że tego nie robi. Politycy PiS uważają, że to nie nasz problem. I kompletnie nie widzą związku między łodziami przemierzającymi Morze Śródziemne, a migrantami na granicy polsko-białoruskiej, którzy starają się przedostać przez bagna Podlasia i żyletkowe zapory. A o nich nie da się chyba powiedzieć, że to „nie nasz problem”. Im trudniejsza droga przez Włochy i Grecję, tym więcej będzie rozpaczliwych prób przedarcia się przez Rosję i Białoruś do Polski.

Czytaj więcej

Przymusowa relokacja migrantów do Polski. Ziobro: Nie ma zgody

Porozumienie (przyjęte kwalifikowaną większością głosów) zawarte w czwartek przez ministrów spraw wewnętrznych zakłada zgodę na solidarne przyjmowanie azylantów, a nie imigrantów (w tej sprawie państwa mają prawo do własnej decyzji).  Chodzi więc o osoby, które zgodnie z prawem zasługują na ochronę międzynarodową, bo są ofiarami wojny czy prześladowań, a ich życie i zdrowie jest zagrożone. Odpada więc argument rządzących o tym, że to „tylko imigranci zarobkowi” – w każdym przypadku ma zostać przeprowadzona procedura i podjęta indywidualna decyzja.  Ale to Polski nie przekonuje. „Polska zasadniczo sprzeciwia się idei solidarności rozumianej albo jako przyjmowanie azylantów, albo zapłacenie innym za ich przyjęcie po 20 tys. euro za osobę. Jak to jest obowiązkowe, to nie jest solidarność” – oświadczył Bartosz Grodecki, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji.  

PiS nie tylko nie umie negocjować w UE, ale zwyczajnie nie chce tego robić. Bo Unia potrzebna jest w kampanii jako wróg, a nie przyjaciel.

No więc mamy jasność: nie, i już. Nie zrobimy w tej sprawie nic, niech się inni męczą i wydają pieniądze na grzebanie ciał wyłowionych z morza. Co gorsza, w mediach społecznościowych natychmiast rozpoczęła się licytacja. Eurodeputowana i była premier PiS, Beata Szydło, zaatakowała prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego: „WiceTusk stara się wykreować alternatywną rzeczywistość, w której rząd Platformy bronił Polski przed kwotami migrantów, które zamierzała rozdzielić Unia Europejska. Tymczasem wszyscy pamiętamy, jak było naprawdę: rząd PO był gotów, jak to mówił ówczesny rzecznik rządu Cezary Tomczyk na „każdą liczbę” przymusowo wysyłanych do Polski migrantów. Tylko zdecydowana postawa PiS i decyzja wyborców uratowały Polskę przed zalewem migrantów. Teraz także PiS nie zgodzi się na wymuszoną dyslokację migrantów” – napisała.

Internauci natychmiast zarzucili byłej premier kłamstwo, wskazując, że kwoty jednak były.  Trzaskowski nie pozostał dłużny: „Przewodniczący Rady Europejskiej [Donald Tusk], jak i rząd Ewy Kopacz, w którym byłem ministrem spraw europejskich, sprzeciwiał się jakimkolwiek automatycznym, matematycznym kwotom podziału uchodźców. Bo to złe rozwiązanie, wysyłające zły sygnał do całego świata - jakoby Unia gotowa był przyjąć nieograniczone liczby uchodźców. Zgodziliśmy się na tymczasowe przyjęcie 7000 uchodźców - głównie kobiet i dzieci” – napisał wiceprzewodniczący PO.

Licytacja dotyczy więc nie tego, co kto zrobił w tej sprawie, tylko tego, kto zrobił mniej i na mniejszą liczbę przyjmowanych osób się zgodził. A to oznacza, że propagandowo obóz władzy postawił Platformę pod ścianą. Dyskusja toczy się pod dyktando PiS – partii politycznej publicznie odrzucającej europejską solidarność i stosująca push-backi na polskiej granicy z Białorusią, zamiast przewidzianych prawem procedur.

Trzaskowski namawia też PiS do budowania w UE „wygrywających koalicji” i twardego negocjowania, zamiast ciągłego weta, bo przecież przy tej wielkiej liczbie uchodźców z Ukrainy „nikt się nie może spodziewać, że będziemy w stanie przyjmować też innych”. Słusznie, tyle że to zupełnie niemożliwe. PiS nie tylko nie umie negocjować w UE, ale zwyczajnie nie chce tego robić. Bo Unia potrzebna jest w kampanii jako wróg, a nie przyjaciel. I dlatego uleganie tej rozbudzającej ksenofobię i nienawiść (wystarczy poczytać komentarze pod postami polityków) wizji świata nie wolno ulegać. Bo możemy pozostać w niej na zawsze, i kto wtedy udzieli nam azylu?

Polska nie życzy sobie przyjmowania uchodźców z południa Europy, ani za płacenia kar za to, że tego nie robi. Politycy PiS uważają, że to nie nasz problem. I kompletnie nie widzą związku między łodziami przemierzającymi Morze Śródziemne, a migrantami na granicy polsko-białoruskiej, którzy starają się przedostać przez bagna Podlasia i żyletkowe zapory. A o nich nie da się chyba powiedzieć, że to „nie nasz problem”. Im trudniejsza droga przez Włochy i Grecję, tym więcej będzie rozpaczliwych prób przedarcia się przez Rosję i Białoruś do Polski.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Horała o Kamińskim: To że się zdenerwował nie znaczy, że nadużył alkoholu
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Polityka
Sondaż: "Mieszkanie na Start"? Polacy woleliby tanie mieszkania na wynajem
Polityka
Spór o pieniądze w Sejmie. Kancelaria domaga się podwyżek
Polityka
Warszawa stolicą odsieczy dla Ukrainy. Europa się zmobilizowała
Polityka
Młodzi samorządowcy z szansami na nowe otwarcie