Reklama

Jerzy Surdykowski: Bez optymizmu patrzę na szanse Donalda Tuska

Nikt już nie uważa za Arystotelesem, że polityka to dbałość o dobro wspólne, lecz walka buldogów pod dywanem, a w najlepszym razie sztuka przypodobania się tłuszczy. Dlatego systemem, który zastąpił nigdy niezaistniałą politeję, jest demokracja w rozumieniu arystotelesowskim: ustrój niestabilny i zepsuty.

Publikacja: 17.11.2025 13:43

Jerzy Surdykowski: Bez optymizmu patrzę na szanse Donalda Tuska

Foto: PAP/Piotr Nowak

Czym jest polityka? Arystoteles uważa ją za sztukę rządzenia państwem, której celem jest dobro wspólne. Za najdoskonalszy ustrój miał monarchię oświeconego króla. Gdy takiego zbrakło, na drugim miejscu stała politeja, czyli demokracja obywatelska ograniczona zbiorami praw, oparta na zamożnej klasie średniej, umocniona przez instytucje kontrolne niedopuszczające do szaleństw i wypaczeń. Demokrację miał za ustrój zdegenerowany, skłonny do realizacji każdej zachcianki wiecowego tłumu.

Reklama
Reklama

Czym naprawdę jest kryzys demokracji?

Politeją był republikański ustrój Rzymu, nim wprowadzono tam cesarstwo, a także naśladująca go dużo później Rzeczpospolita Obojga Narodów. Nie była politeją przesławna demokracja ateńska, bo zabrakło tam praw uniemożliwiających skazanie Sokratesa na śmierć albo Peryklesa na wygnanie.

Dziś podobno żyjemy w czasach upadku demokracji, chociaż ma ją wypisaną na sztandarach i w zbiorach praw każdy twór uważający się za państwo, nawet afrykańskie Burkina Faso i łukaszenkowska Białoruś. Tylko co ją zastępuje? Na pewno nie szlachetna politeja. Może tyrania, tylko dzisiaj – jak nigdy dotąd – każdy tyran wstydzi się nazywania go po imieniu.

Wszyscy dziś są zwolennikami Niccoli Machiavellego

Spośród historycznych filozofów polityki najbardziej wiekopomnym okazał się Niccolò Machiavelli, który powiadał, że władca może zwodzić i oszukiwać poddanych, jeśli służy to utrzymaniu jego panowania. Nic więc dziwnego, że skutecznością myśli politycznej pokonał innych mędrków, unicestwił ich opasłe, a nigdy nieczytane dzieła.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Wszystkie grzechy PiS. Od antyelitaryzmu po bałwochwalstwo narodowe

Stosują tę myśl wszelkiego autoramentu władcy od Waszyngtonu po Władywostok i jeszcze dalej, obojętnie, czy wybrał ich lud, czy kohorta siepaczy. Lud bowiem w tym zasięgu geograficznym (i jeszcze dalej) jest na tyle bystry, by pojmować różnicę między tym, co się mówi, a jak jest.

Bez optymizmu patrzę na szanse Donalda Tuska 

Nikt już nie uważa za Arystotelesem, że polityka to dbałość o dobro wspólne, lecz walka buldogów pod dywanem, a w najlepszym razie sztuka przypodobania się tłuszczy. Dlatego systemem, który zastąpił nigdy niezaistniałą politeję, jest demokracja w rozumieniu arystotelesowskim: ustrój niestabilny i zepsuty. Nie jest bowiem politeją marsz z pochodniami ani wieczór wyborczy kolejnego ulubieńca tłumu.

Oceny działalności prezydentów

Oceny działalności prezydentów

Foto: Infografika PAP

Lud w takiej demokracji działa zwykle przeciw sobie, choć łatwo zaspakaja żądze. Dlatego wzruszyła mnie rozmowa z Donaldem Tuskiem opublikowana niedawno w „Gazecie Wyborczej”; powiada, że rozumiejąc to wszystko, jest gotów poprowadzić politeję do zwycięstwa. Chociaż z wielu zwolenników Machiavellego jest mi najbliższy, patrzę bez optymizmu na jego szanse.

Publicystyka
Jarosław Kuisz: Zmierzch polskiej miłości do Stanów Zjednoczonych
Publicystyka
Michał Przeperski: Andrzej Paczkowski, człowiek od faktów. Zmarł wielki historyk, ojciec wszystkich syntez
Publicystyka
Estera Flieger: Zachować spokój, nie wiedzieć i próbować
Publicystyka
Jan Zielonka: Życzenia noworoczne, bo niebezpiecznie zbliżamy się do krawędzi przepaści
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Polska nie może ulegać niebezpiecznej iluzji
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama