We Francji trwają protesty, wywołane ustawa podnoszącą wiek emerytalny o dwa lata, do 62.

Czwartek jest od stycznia dziewiątym dniem protestów, a francuskie związki zawodowe wezwały do dziesiątego w następny wtorek. Wiązałoby się to z kolejnymi strajkami i zbiegłoby się z ostatnim pełnym dniem wizyty państwowej króla Karola III we Francji.

Czytaj więcej

Francja: Nocne protesty, ponad 200 aresztowanych. Macron przerwie milczenie

Według danych ministerstwa spraw wewnętrznych w czwartek na ulice w całej Francji wyszło ponad milion ludzi, z czego 119 tysięcy w Paryżu.

Według Reutersa podczas generalnie pokojowych demonstracji w Paryżu od czasu do czasu dochodziło do starć policji z zamaskowanymi uczestnikami zamieszek, którzy wybijali witryny sklepowe, niszczyli meble uliczne i atakowali restaurację McDonald's.

Jeden policjant, który stracił przytomność, został wyciągnięty w bezpieczne miejsce przez innych funkcjonariuszy.

Policja  została obrzucona ciężkimi przedmiotami i fajerwerkami, użyła gazu łzawiącego. W stolicy aresztowane zostały 33 osoby.

Do starć doszło też w Nantes, Rennes i Lorient.

W Bordeaux podpalony został ratusz. Ogień ogarnął frontowe drzwi, ale strażacy szybko ugasili pożar.

W Rouen na północy Francji widziano młodą kobietę leżącą na ziemi po poważnym urazie ręki. Świadkowie powiedzieli, że straciła kciuk po tym, jak została trafiona tak zwanym granatem „błyskowym”, wystrzelonym przez policję w celu rozproszenia demonstrantów.

Zamieszki są następstwem decyzji rządu o przeforsowaniu ustawy o podniesieniu wieku emerytalnego przez niższą izbę parlamentu – gdzie brakuje bezwzględnej większości – bez głosowania.

Prezydent Francji Emmanuel Macron bronił tego posunięcia, mówiąc, że reforma jest koniecznością.

Premier Francji Élisabeth Borne powiedziała, że zmiany są niezbędne, by w przyszłości zapobiec poważnemu deficytowi systemu.