Prokuratura nie zgodzi się na włączenie strony ukraińskiej do śledztwa w sprawie wybuchu rakiety w Przewodowie, która zabiła dwóch mężczyzn – dowiedziała się „Rzeczpospolita”. – Nie ma takiej prawnej możliwości i byłoby to wbrew procedurom, nie mówiąc o interesie śledztwa, w którym badane są wszystkie możliwe wersje, w tym i ta, że mogła spaść rakieta obrony przeciwlotniczej Ukrainy – słyszymy w naszych źródłach znających sprawę.

Czytaj więcej

Zuzanna Dąbrowska: Władza zrobiła swoje, władza może...

Tymczasem w zadziwiający sposób zachowują się politycy, którzy wprowadzają opinię publiczną w błąd, sugerując, że nie tylko Ukraińcy, ale i Amerykanie już są w śledztwie. Nic takiego nie ma miejsca.

Czytaj więcej

Karczewski: Putin by się cieszył, gdybyśmy powiedzieli, że był atak na Polskę

Kto był w Przewodowie

Informacje o tym, że ukraińskie służby przyjechały do Przewodowa w piątek po południu, przetoczyły się przez media. Wieczorem wymowny wpis opublikował minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba na Twitterze.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Zbędne straty na wizerunku Kijowa

„Ukraińscy eksperci już pracują na miejscu tragedii w Przewodowie, którą spowodował rosyjski terror rakietowy przeciwko Ukrainie. Jestem wdzięczny stronie polskiej za danie im dostępu. Będziemy kontynuować naszą współpracę w sposób otwarty i konstruktywny, tak jak robią to najbliżsi przyjaciele” – napisał.

Jeszcze ciekawszą relację zamieścił portal Unikfor, multijęzykowa medialna platforma Ukrainy, podając, że minister Kułeba „rozmawiał ze swoim polskim kolegą Zbigniewem Rau o dostępie strony ukraińskiej do miejsca upadku rakiety w Przewodowie”. Dodał, że prezydent Wołodymyr Zełenski „powiedział, że Ukraina otrzymała zaproszenie do specjalnej międzynarodowej komisji do zbadania okoliczności upadku rakiety w Polsce”.

Ukraińscy śledczy przyjechali do Przewodowa pod koniec oględzin wykonywanych przez polskich śledczych i mogli obejrzeć to miejsce – szczątki rakiety i lej, jednak żadnych czynności procesowych nie wykonywali, bo według prawa jest to niemożliwe (tak jak i polscy śledczy nie mogą prowadzić czynności dowodowych na terenie obcego państwa, mogą być co najwyżej „biernym obserwatorem”).

Poważnych nieścisłości jest więcej. Jakub Kumoch, minister z Kancelarii Prezydenta, w czwartek mówił w TVN 24, że w Przewodowie pracuje polsko-amerykańska ekipa śledcza, że o dostęp do śledztwa poprosili też Ukraińcy. – Jeżeli obie strony się zgodzą, a z tego, co wiem, to nie będzie sprzeciwu ze strony amerykańskiej, taki dostęp mogą wkrótce otrzymać. Jeżeli na poziomie technicznym ekipa śledcza nie będzie miała żadnych uwag, to pewnie nie będzie powodu, żeby odmówić Ukraińcom dostępu – powiedział.

Tyle że na miejscu nie było żadnych amerykańskich ekspertów – ich rola polega na udostępnieniu materiałów tajnych z systemu AWACS.

Wersje do zbadania

Decyzję o śledztwie i jego kierunkach podejmuje wyłącznie polska prokuratura. Nawet szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Jacek Siewiera przyznał, że choć możliwy jest udział ukraińskich obserwatorów, to nie oznacza, że będą oni uczestniczyli w postępowaniu, tłumacząc, że „wymaga to zgodności z procedurami wymiaru sprawiedliwości i procedurami sojuszniczymi”.

Dlaczego politycy ogłaszają jako pewnik udział strony ukraińskiej? Byłoby to możliwe w ramach międzynarodowej komisji śledczej – ale dotąd nie została powołana.

– Zginęli polscy obywatele. Śledztwo prowadzi polska prokuratura i polskie służby z nią współpracujące. Trwają rozmowy na temat wypracowania zasad współpracy, w tym kwestii dotyczących chociażby przekazywania materiałów czy wymiany dowodów – słyszymy w naszych źródłach zbliżonych do śledztwa.

Prowadzi je Mazowiecki Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, i – jak ostatnio pisaliśmy, bada wszystkie możliwe wersje – w tym również tę, że mogła to być rakieta obrony przeciwlotniczej Ukrainy.

Strona ukraińska początkowo zapewniała, że to nie jej rakieta spadła w Przewodowie, a polski rząd przez wiele godzin czekał z oficjalnym potwierdzeniem, co się stało. Dziś powtarza (podobnie jak państwa sojusznicze), że winna jest Rosja, która we wtorek dokonała bezprecedensowego ostrzału miast na Ukrainie i jej infrastruktury krytycznej. Ukraiński pocisk miał zneutralizować jedną z rakiet, ale chybił. Dlaczego nie uległ on samozniszczeniu – to, a także pełne okoliczności zdarzenia ma wyjaśnić polska prokuratura, choć wielu polityków już wydało werdykt, że doszło do nieszczęśliwego wypadku.