Po kilku tygodniach względnego spokoju wraca temat napięć w koalicji rządzącej. Tym razem nie na linii Jacek Sasin–Mateusz Morawiecki, ale na linii PiS–Solidarna Polska. Politycy Zbigniewa Ziobry deklarują publicznie i w kuluarach, że nie ma mowy o tym, by mogli poprzeć jakiekolwiek ustępstwa wobec Brukseli. I namawiają do podejmowania ostrych kroków na unijnym forum.
W środę politycy SP przypomnieli o swoim pomyśle, by zawiesić działanie systemu ETS. – Składamy projekt zawieszenia podatku europejskiego ETS po to, by ulżyć polskim rodzinom w trudnych warunkach kryzysu ekonomicznego, drożyzny, inflacji. Zawieszenie systemu ETS oznacza zmniejszenie kosztów ciepła i energii dla każdego Polaka i odciążenie dla polskiej gospodarki. Minimum 20 miliardów złotych kosztuje samo uczestnictwo w tym systemie – mówił minister Ziobro podczas konferencji prasowej w Sejmie z Jackiem Ozdobą, wiceministrem klimatu z Solidarnej Polski.
Walka z wiatrakami
Ludzie Ziobry mają też zastrzeżenia do ustawy wiatrakowej, której przyjęcie to realizacja jednego z kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy. Jednak politycy różnych partii opozycyjnych – w tym PO – z którymi rozmawialiśmy, deklarują, że będą gotowi poprzeć projekt odblokowujący energetykę wiatrową. A takie głosowanie powiększyłoby polityczne napięcia w rządzie i koalicji.
X
Czytaj więcej
Zbliżające się głosowania w Sejmie przetestują koalicję rządzącą, w której napięcia na tle energetyki i kwestii unijnych przybierają na sile.
Napięcie widoczne jest publicznie. – Ten język, nie tylko pana ministra Ziobry, ale chociażby innych przedstawicieli Solidarnej Polski, to nie jest na pewno język, który jest językiem kompromisu – mówił niedawno rzecznik rządu Piotr Müller w odpowiedzi na pytania o unijne pomysły Solidarnej Polski.
Zgrzytem w ostatnich tygodniach okazał się też kształt projektu, który PiS nazywa „ustawą abolicyjną”, a opozycja „bezkarność+”. Ustawa dotyczy samorządowców, którzy przekazali dane wyborców w trakcie próby przeprowadzenia wyborów kopertowych w 2020 roku. Z naszych rozmów wynika, że Solidarnej Polsce nie spodobał się język tej ustawy. Ma wrócić pod obrady Sejmu na kolejnym posiedzeniu. W tej sprawie PiS nie ma co liczyć na głosy opozycji.
Newralgiczne listy
Szybkie spojrzenie na kalendarz pokazuje, że być może moment przesilenia dopiero przed koalicjantami. Po pierwsze, w przyszłym roku – co naturalne pod koniec kadencji – Sejm przejdzie w „tryb wyborczy”, a kluczowe projekty zostaną odłożone na czas po wyborach. PiS szykuje nowy program z nowymi zapowiedziami i kolejnymi obietnicami. Ma zostać pokazany na wiosnę. To sprawia, że poza ustawami dotyczącymi kryzysów, w przyszłym roku liczba ważnych tematów w Sejmie spadnie. A z nimi – znaczenie koalicjantów, którzy nie będą mogli już blokować kolejnych projektów.
Czytaj więcej
- Nie wykluczam scenariusza, że przez rok będziemy mieli do czynienia z rządem mniejszościowym - powiedziała Joanna Mucha z Polski 2050.
Drugi proces dotyczy nie tylko protokołu rozbieżności w sprawach UE czy energetyki, ale też samego układania list, na co zwracają uwagę obserwatorzy. Prof. Antoni Dudek uważa, że rozłam w rządzie jest możliwy, ale jeszcze nie teraz. – Solidarna Polska może mieć rację, że KE będzie piętrzyć trudności przed polskim rządem i nawet jeśli kryzys z praworządnością zostanie zażegnany, środków z KPO nie zobaczymy. Do rozłamu w rządzie może dojść przy układaniu wspólnych list Solidarnej Polski z PiS. Wiadomo, że Jarosław Kaczyński drugi raz nie zgodzi się na tak silną pozycję ludzi Zbigniewa Ziobry – mówi „Rzeczpospolitej” politolog.
Z naszych rozmów oraz z publicznych deklaracji wynika, że podobnie jak w innych partiach, główne rozmowy na temat miejsc wyborczych są jeszcze przed koalicją rządzącą. Wstępne i nadal aktualne ustalenia są takie, że wszystkie partie startują razem, a obecni posłowie kandydują ponownie (mają przynajmniej mieć taką możliwość) z miejsc nie gorszych niż w 2019 roku. Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że realne negocjacje ruszą w styczniu przyszłego roku. Pod koniec grudnia ma skończyć się obecna runda objazdu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego po kraju, która stanowi też swoiste rozpoznanie sytuacji w strukturach partii oraz ich kondycji w roku przedwyborczym.
Politycy PiS, z którymi rozmawialiśmy, spodziewają się, że rozmowy będą rzeczywiście trudne, ale przekonują, że Solidarna Polska zdaje sobie sprawę z ryzyka, jakim byłby samodzielny start. I dlatego ostatecznie, podobnie jak w 2015 i 2019 roku, dojdzie do utworzenia wspólnej listy do Sejmu.