Dymisji rządu domagali się uczestnicy protestów, do których doszło w kraju po podwyżce cen paliw.
Wcześniej prezydent Tokajew ogłosił wprowadzenie dwutygodniowego stanu wyjątkowego w największym mieście Ałmaty, największym mieście w kraju i w obwodzie mangystauskim, gdzie protesty przybrały gwałtowną formę.
Stan wyjątkowy obejmuje obowiązującą od 23 do 7 rano godzinę policyjną, ograniczenia w swobodzie przemieszczania się i zakaz organizowania zgromadzeń publicznych - wynika z dokumentów opublikowanych na oficjalnej stronie kancelarii prezydenta Kazachstanu.
Jeszcze we wtorek prezydent Tokajew mówił, że "rząd nie upadnie" i wzywał do "dialogu zamiast do konfliktu".
- Wezwania do atakowania budynków rządowych i wojskowych są absolutnie nielegalne - oświadczył prezydent w orędziu opublikowanym kilka godzin wcześniej. Tokajew mówił wówczas, że "rząd nie upadnie" i wzywał do "dialogu zamiast do konfliktu".
W Ałmatach policja użyła gazu łzawiącego i granatów ogłuszających, aby powstrzymać setki protestujących przed szturmem na siedzibę burmistrza - relacjonował Reuters.
We wtorek wieczorem władze Kazachstanu ogłosiły, że przywracają niektóre ceny maksymalne na skroplony gaz (LPG) po tym jak w kraju doszło do protestów przeciw gwałtownemu wzrostowi cen paliwa na początku roku. Wielu Kazachów używa gazu do zasilania swoich samochodów (gaz był znacznie tańszy niż benzyna ze względu na stosowanie cen maksymalnych). Jednak 1 stycznia ceny maksymalne na gaz zostały zniesione, co wywołało ich gwałtowny wzrost.
Po podwyżce cen gazu w kraju zaczęło dochodzić do protestów.