Chodzi o głośny wypadek z lutego 2017 r. w Oświęcimiu, gdy limuzyna jadąca w kolumnie trzech rządowych pojazdów zderzyła się z fiatem seicento kierowanym przez Sebastiana Kościelnika. Miał on na skrzyżowaniu przepuścić pierwsze auto, a drugiego już nie, przez co doszło do zderzenia.

Piotr Piątek, były oficer dawnego Biura Ochrony Rządu, a później ochroniarz premier Beaty Szydło który jechał w kolumnie (w pierwszym aucie) po ponad czterech latach postanowił ujawnić  w "Gazecie Wyborczej”, że on i pozostali funkcjonariusze BOR składali w śledztwie fałszywe zeznania przyznając, że rządowa kolumna miała włączone „dźwięki”, podczas gdy tak nie było.

– Mieliśmy włączone sygnały świetlne (…) Generalnie wszyscy wiedzieliśmy, że nie mamy włączonych sygnałów dźwiękowych. Dla nas to była rzecz oczywista – mówi „GW” Piątek. Przesłuchani mieli wiedzieć co mają zeznawać. "Piotrek, wiesz jak było..." miał usłyszeć Piątek przed przesłuchaniem, a „taką wersję przekazał im dowódca zmiany”. Teraz były oficer nie mógł „dłużej z tym żyć" i powiedział, jak było naprawdę.

Wyznanie byłego oficera BOR (od marca jest na emeryturze) wywołało emocje, falę komentarzy i sugestie, że to „przełom” – tak odebrał je także kierowca seicento. Sprawę podchwycili posłowie, nawiązując do niej w piątek w Sejmie.

Jednak to, co ogłoszono jako sensację i możliwy przełom nim nie jest. Dlaczego?

Bo ani prokuratura oskarżając Sebastiana K., ani sąd rejonowy skazując go (nieprawomocnie) przyjęły, że rządowa kolumna poruszała się bez sygnalizacji dźwiękowej, a tylko na sygnałach świetlnych. Patrząc z tej pozycji, były BOR-owiec nie powiedział niczego, czego prokurator i sąd by nie wiedziały. Inną kwestią jest odpowiedzialność świadka za kłamstwa, za co grozi do 8 lat.

Kwestia „dźwięków” i „świateł” była kluczowa dla ustalenia winnego wypadku – dlatego, że rządowa kolumna jest uprzywilejowana tylko wtedy, kiedy obu tych wyróżniających ją oznaczeń używa jednocześnie. Część postronnych świadków (spoza BOR) twierdziła, że „dźwięki” były, a pozostali – że nie. 

Na obecnym etapie brak jest jakichkolwiek podstaw do wszczynania postępowania o składanie fałszywych zeznań

Rafał Babiński, szef Prokuratury Okręgowej w Krakowie

Rozstrzygnięcia nie przyniosła kluczowa opinia biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. - Mając sprzeczne zeznania świadków i zero innego obiektywnego dowodu co do używania sygnałów dźwiękowych, trudno komukolwiek zarzucać fałszywe zeznania – tłumaczy sposób rozumowania jeden ze śledczych. 

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Z kolei Rafał Babiński, szef Prokuratury Okręgowej w Krakowie odpowiada „Rzeczpospolitej”, że „na obecnym etapie brak jest jakichkolwiek podstaw do wszczynania postępowania o składanie fałszywych zeznań”.

- Trwa postępowanie dowodowe przed sądem odwoławczym. Jeżeli pojawi się stosowny wniosek dowodowy ze strony obrony, to prokuratura przedstawi swoje stanowisko co do ewentualnej potrzeby, czy zasadności przesłuchania tej osoby ponownie w charakterze świadka – mówi nam prok. Babiński.

Sąd w Oświęcimiu uznał, że kierowca seicento jest winny nieumyślnego spowodowania wypadku. Sprawa jest na etapie apelacji. Od strony dowodowej drążenie kwestii „dźwięków” wydaje się skazane na niepowodzenie, skoro prokurator uznał, że ich nie było, podobnie sąd, a teraz były oficer BOR także to przyznaje. Tym bardziej, że sąd w Oświęcimiu, choć skazał Kościelnika, złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez kierowców BOR z art. 177 kodeksu karnego a więc o spowodowanie wypadku. 

Mec. Władysław Pociej, pełnomocnik Kościelnika nie wyklucza jednak zawiadomienia do prokuratury o składanie fałszywych zeznań przez oficerów z kolumny BOR. - Ale najpierw w procesie apelacyjnym w którym są przesłuchiwani świadkowie z klubu AA złożę wniosek o przesłuchanie tego oficera jako świadka. A może także wszystkich pozostałych funkcjonariuszy. Zobaczymy jak odniesie się do tego sąd. Jeśli nie uzna mojego wniosku, złożę zawiadomienie jeśli nie zrobi tego sam sąd lub prokuratura - mówi nam adwokat.