W ostatnich tygodniach prezydent Biden kilkakrotnie był porównywany do Donalda Trumpa, zauważa dziennik „New York Times". Eksperci ds. polityki zagranicznej, a nawet sprzymierzeńcy Stanów Zjednoczonych pokusili się o analogie między tymi dwoma przywódcami Ameryki w kwestiach imigracji, traktowania sojuszników oraz wycofania wojsk z Afganistanu.

– Jesteśmy w innym miejscu niż poprzednia administracja. Raczej nie można powiedzieć, że Joe Biden w jakimś stopniu wzoruje się na byłym prezydencie – broniła prezydenta w ubiegłym tygodniu sekretarz prasowa Białego Domu Jen Psaki.

Rzeczywiście w kwestiach zachowania i temperamentu ci dwaj przywódcy są jak niebo a ziemia. W kwestiach politycznych, niektórzy jednak porywają się na porównania. – To brutalna, jednostronna, nieprzewidywalna decyzja przypomina mi to, co miał w zwyczaju robić Trump – powiedział we wrześniu Jean-Yves Le Drian, szef francuskiego MSZ, krytykując decyzję USA dotyczącą porozumienia z Australią na temat budowy atomowych łodzi podwodnych, do którego to Ameryka nie włączyła swoich europejskich sprzymierzeńców.

Derrick Johnson, prezes NAACP, organizacji walczącej o prawa osób kolorowych, porównując administrację Bidena do poprzednika, krytykował ją za decyzję deportowania setek Haitańczyków, którzy próbowali przez południową granicę przedostać się do USA.

Czytaj więcej

Emmanuel Macron i Joe Biden jeszcze w zażyłych stosunkach. Szczyt G7 w Kornwalii, 11 czerwca 2021 r.
AUKUS i choroby potęg. Niezwykły czas w geopolityce

„Jest dużo więcej podobieństw w polityce zagranicznej obecnego prezydenta do tej poprzedniego, niż się o tym mówi" – pisał w „Foreign Affairs" prezes wpływowego think tanku Council on Foreign Relations Richard Haass. Zarzucił administracji Bidena, że przyjęła motto promowane przez Trumpa „Ameryka na pierwszym miejscu" w walce z pandemią, bo obiecane innym przez USA szczepionki były ograniczone oraz opóźniane. – Administracja niewiele się wysiliła, żeby zwiększyć produkcję w celach eksportowych – pisze Haass.

Jak zauważa dziennik „New York Times", część problemu Bidena polega na tym, że nie może machnąć czarodziejską różdżką i wymazać z historii czterech lat polityki swojego poprzednika. Niektórzy eksperci natomiast podkreślają, że podobieństwa między agendami Bidena i Trumpa nie pochodzą od nich samych, ale są integralną częścią amerykańskich interesów za granicą.

– W czasie kampanii prezydenckiej przeciwnicy pokazują, jak różnią się od siebie, ale w rzeczywistości obie partie przyjęły ostrzejsze podejście do Chin i odejście np. od Partnerstwa Transpacyficznego – mówi w wywiadzie dla „NYT" Richard Fontaine z Center for New American Security. Przekonuje, że bez względu na to, kto byłby u sterów, polityka zagraniczna w tych kwestiach byłaby podobna.

Podczas gdy Biden i jego administracja starają się zacierać pamięć o poprzedniku – obecny prezydent unika nawet używania imienia Donalda Trumpa – Trump robi wszystko, by nie dać o sobie zapomnieć. W lipcu złożył pozew sądowy przeciwko Twitterowi, Facebookowi i Google'owi oraz ich prezesom, oskarżając ich o to, że blokując jego konta, podjęli się bezprawnego uciszania poglądów konserwatywnych. Kilka dni temu natomiast zwrócił się do sędziego federalnego na Florydzie z prośbą o zmuszenie Twittera do przywrócenia jego konta na tym portalu.

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

Nadal cieszy się popularnością wśród konserwatywnych wyborców. Nierzadko wciąż na ich domach można zobaczyć flagi z napisem „Trump 2020", a wielu jego zwolenników nadal promuje teorię, że wygrał zeszłoroczne wybory prezydenckie. Trump z kolei rozdaje poparcie dla konserwatywnych kandydatów w całym kraju, w ten sposób odgrywając się na tych republikanach, których uważa za nielojalnych, oraz naciska na audyt wyników wyborów prezydenckich w Georgii, Pensylwanii i Wisconsin.

– Trump uciekł z Waszyngtonu przed zaprzysiężeniem Joe Bidena, ale jego wpływ nie zmalał, szczególnie wśród republikanów, którzy szczerze wierzą, że mieszanka jego brawury i niestandardowych zachowań to przepustka do zwycięstwa w przyszłorocznych wyborach połówkowych – pisze magazyn „Time".

Wciąż też w powietrzu wisi perspektywa, że Trump będzie się ubiegał o kolejną kadencję w Białym Domu. Były prezydent nie potwierdził oficjalnie swoich zamiarów, ale machina jego kampanii działa pełną parą. Na spotkania z nim przybywają tłumy.